Rozdział 92 - Wyjazd

44 2 0
                                        

Rano obudził nas Jeki, pół godziny przed budzikiem. Dał znać, że już nie śpi i my też już mamy nie spać. Nie szczekał, po prostu ściągał z nas kołdrę, to nas szybko wybudzało. Nie wiem jak taki mały piesek mógł pociągnąć tak dużą kołdrę, ale on to robił. Chyba ma dużo siły. Najczęściej pierwszy wybudzał się Alex, bo to z niego kołdra była ściągana. Mnie budził Alex, a kiedy obudzona spojrzałam na psa, ten ucieszony merdał ogonkiem i podskakiwał. 

- Jekuś jeszcze czas, daj nam chwilkę - odparłam i zapadłam w drzemkę

Jednak Jeki robił dalej swoje ściągając skutecznie z nas kołdrę. Nie raz śmialiśmy się z niego do łez. Był bardzo skuteczny i nie było rady, trzeba było wstać. Potem i tak Jan zabierał go na spacer, ale ja musiałam mu zagrzać jedzenie, bo jak wracał był głodny. Oboje zwlekliśmy się z łóżka.

- dzień dobry kochanie - odparłam

- dzień dobry - zaśmiał się Alex - ale nam robi pobudki, chyba zamknę drzwi na noc

- też o tym myślałam - zaśmiałam się - tylko czy nie będzie drapał w drzwi?

- no właśnie tego się boję - odparł Alex i mnie pocałował

Podreptałam do kuchni zagrzać jedzenie Jekiego. W południe dostawał suchą karmę ale rano i wieczorem miał jedzonko, które gotowała mu Krysia. Jeki był coraz większy ale nadal nie był duży, bo miał króciutkie łapki. Kiedy wyszykowałam się do pracy i stanęłam w drzwiach sypialni Jan akurat wchodził z Jekim. Wytarł mu łapy i odpiął mu smycz.

- Jekuś śniadanie czeka - odparłam i zobaczyłam jak popędził do kuchni

Alex siedział już gotowy za stołem i czekał na śniadanie. Ja pomagałam szykować i stawiałam talerze na stole i sztućce.  Kiedy Jan podawał do stołu usiadłam a pies jak zwykle położył mordkę na moich stopach. 

- pamiętasz, że jedziemy do Krakowa? - spytał Alex

- tak - odparłam - jedziemy po obiedzie? - spytałam

- tak - potwierdził

- to wrócimy razem na obiad, czy zostaniesz dłużej? - spytałam

- razem - odparł - dlatego dziś jedziesz moim samochodem - odparł Alex

- rozumiem - przytaknęłam

Zjedliśmy śniadanie, ja połknęłam leki i z Alexem ruszyłam w kierunku drzwi. 

- Jekuś zostajesz - tłumaczyłam

Jeki tylko na nas spojrzał i usadowił się na swoim posłaniu. 

- rety jaki to mądry pies - odparłam

- rozumie Cię doskonale - zaśmiał się Alex, zamykając drzwi

W pracy czas szybko mi minął. Poszłam do Alexa jak zwykle z owocami. Co dwa, trzy dni kazałam się wieść na targowisko, gdzie kupowałam owoce i warzywa. Na placu udało mi się kupić brzoskwinie, były bardzo dobre, dojrzałe, słodkie i soczyste. Oboje się nimi zajadaliśmy. Kiedy zjedliśmy wróciłam do swojego pokoju. Spakowałam się i czekałam na Alexa. Magda wciąż ślęczała przy komputerze. 

- Madziu jak Ci idzie? - spytałam

- szukam informacji o pewnej firmie i nic nie mogę zaleźć - odparła nie odwracając wzroku od ekranu laptopa

- to dziwne, raczej firmy reklamują się w internecie - odparłam

- no właśnie - odparła

- jak nic nie znajdziesz jutro ja poszukam - odparłam

ALEXOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz