Rozdział 103: Alex

28 0 0
                                        

Dzień 2

~ Syriusz Black ~

Zanim rodzice bliźniaków przyszli, oglądałem pokój wzdłuż i wszerz, wtedy natrafiłem na ciekawe zjawisko. A mianowicie twarz naszej Pchełki. Była ona niecodzienna i wręcz powiem, że dziwna. Wydawała się rozmarzona i zapewne wspominała sobie coś miłego, ale nie mogę przysiądź. Nigdy nie widziałem jej takiej. W pewnym momencie na mnie spojrzała i już wiedziałem, że myślała o mnie. Otworzyły się drzwi i nasze spojrzenia się rozłączyły.

- Cześć, maluchy, jak minął wczorajszy dzień? - spytał Fleamont. A Euphemia nas po kolei przytulała. Co by tu odpowiedzieć, żeby było dobrze...
- Bardzo dobrze, jestem zadowolona, byliśmy na plaży. - odpowiada Liv.
- Tak. Szkoda tylko, że beze mnie. - jak zawsze uroczy Rogacz.
- Bo byłeś niegrzeczny. - mówię.
- Czyli było różnie, ale myślę, że dziś będzie lepiej, zabieramy was zaraz do Holtów.
- Będzie Alex? - pyta brunet.
- Oczywiście, skarbie. - mówi ich mama.

- Plan jest taki, że najpierw pójdziemy do ich willi, zwiedzicie ją, Syriusz i Olivia poznają państwa Holtów i ich synalka. Zmężniał od naszej ostatniej wizyty. - kontynuuje pani Potter. A James przerwaca oczami.
- Przypominam, że on jest w naszym wieku. - szepcze nam.
- Następnie my pójdziemy do restauracji i na bankiet, a was Alex zabierze na basen, który znajduje się niedaleko ich domu. Tam się lepiej poznacie i może jeszcze znajdziecie jakiś znajomych. Weźcie też stroje kąpielowe. Jak wam się podoba plan?
- Jest...dobry.
- ...kreatywny.
- ...boski.
- Fajnie, że wam się podoba. Przyszykujcie się, a my czekamy na dole. - mówi tata Potterów.
Wyszli.

- Tym razem strój założę nie na marne. - powiedziała i wyszła się przebrać. Pokręciłem głową z politowaniem.

- Jak wrócimy, to chcę wam przedstawić pewną dziewczynę. - wooo, czyli jednak James nie próżnował, gdy nas nie było. Podniosłem brwi. Chcę więcej informacji.
- Nazywa się Meredith i mieszka na dole z rodzicami, koło Stefana. Pomogła mi zapanować nad nudą. Opowiedziałem jej też o tym jak mnie zostawiliście.
- Ty nędzny łosiu, postawiłeś nas w złym świetle. - narzekam.
- O to chodziło. - zaśmiał się irytująco.

Do pokoju wróciła Livie, tym razem kompletnie ubrana. Rogacz poszedł jako drugi, zostaliśmy sami.

- Jeśli chodzi o wczoraj, to...- zacząłem.
- ...to dziękuję ci, że chciałeś nas chronić przed tymi zbirami. Nieważne w jaki sposób, po prostu jesteś moim bohaterem. - przybliżyła się do mnie i pocałowała w policzek. Sekundę później wrócił okularnik. Wyszedłem teraz ja się przebrać w kąpielówki.

5 minut później zeszliśmy we trójkę na dół i wyszliśmy na zewnątrz, gdzie rodzice czekali na nas z niecierpliwością.

- Nareszcie, ile można się szykować?!
- Nie przesadzaj, Fleamoncie. Ty dzisiaj szykowałeś się dłużej niż oni wszyscy razem wzięci.
- Dobra, dobra, czy to takie ważne?
W drogę. - idziemy, nie komentując zdenerwowania taty.

- Nie możemy się, na przykład, teleportować? - pyta okularnik.
- Nie! - krzyczy mężczyzna. Jakiś jest przewrażliwiony. Coś się musiało stać, w przeciwnym razie, byłby miły i normalny. Dopóki nikt nie pyta, ja też pozostaję cicho.

- Wolimy się przejść, prawda kochanie? - pyta Euphemia męża. On kiwa głową obrażony na cały świat.
- Nie chcemy przecież, żeby jacyś mugole nas przyłapali. A tu się nie można od nich odpędzić. Wszystko zobaczą i węszą jak nie wiem co. - mama też jest jakaś dziwna. W swoim czasie się dowiemy.

- A długo jeszcze? - znowu ta sama osoba zadała pytanie.
- NIE. Już jesteśmy. - nie był to długi spacer. Ledwo wyszliśmy, a już jesteśmy.

Przeszliśmy przez jakieś przejście, które było krzakami. Właśnie za nimi znajdowała się ta cała debilna rezydencja. Nie wyglądała jakoś zajefajnie.

Siostra Jamesa Pottera Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz