~ James Potter ~
Robimy dzisiaj pierwszą imprezę w tym roku szkolnym w pokoju wspólnym.
Mega się jaram. Niestety nie mamy żadnego alkoholu, bo wszystko poszło w chatce letniskowej, dlatego nie spodziewam się dużej frekwencji. Impreza zaraz się zacznie, oczywiście nic nie powiedziałem o tym Rachel, wstęp tylko Gryfonom.
Może się tak złoży, że się nie dowie. Swoją drogą zaczyna mnie denerwować i irytować.
Jedyne co z nią mogę robić, to się całować, bo z nią nie można normalnie porozmawiać.
A jeśli chodzi o Evans, to...
Schlebia mi jej zazdrość.
Co prawda dalej się wykłóca i się na mnie drze, ale to tylko potęguje moją miłość do niej.
Teraz się tylko kłócimy, ale jak zostaniemy sami, to ja zadbam o to, żeby mi uległa.
- PRZEDSTAWIENIE ODBĘDZIE SIĘ ZA DWA TYGODNIE! - krzyknęła Wright, stojąc na środku ws.
- Ja chyba zrezygnuję...dam zatryumfować Scarlett.
- Liv. Jesteś Potterem. Ty zawsze wygrywasz, nie istnieje coś takiego jak ból, strach czy porażka.
- PRÓBA JUTRO O 16! - dodała nauczycielka.
- Zabijcie mnie.
- Ale spójrz, my też łatwo nie mamy. Syriusz gra też główną rolę, ja gram twojego ojca, Mary jest pielęgniarką. I jeszcze Remus jest księdzem.
- Muszę pomyśleć. - wstała i poszła.
- Poczekaj, zaraz będzie najlepsze!
- Co wy znowu kombinujecie? - spytała Evans, na pewno nie mnie. Więc siedziałem cicho.
- Zaraz zobaczysz, a jeśli nie chcecie być brudne, to lepiej już idźcie. - odparł Remus.
Ruda osóbka od razu wstała, za nią reszta dziewczyn i szybko opuściły wielką salę, wyglądały tylko zza drzwi co się miało zaraz wydarzyć.
- A my chcemy być brudni?
- Ja na pewno nie. I tak już dzisiaj raz się wytarmosiłem, moje włosy by tego nie przeżyły.
Przewróciłem oczami na słowa Łapy. Wstaliśmy od stołu.
Jeden.
Dwa.
I trzy.
Jak na zawołanie całe jedzenie w ws wybuchło wszystkim w twarz.
Najlepiej wyglądał w tym wszystkim Smarkerus. Cały umurusany jajkami czy to bekonem, a na dodatek z nosa wyszły mu gluty, wszystko dopełniały jego czarne, tłuste włosy.
Niestety coś poszło nie tak i stół nauczycielski też wybuchnął. Dumbledore miał niezły ubaw z naszego powitalnego żartu, lecz jego entuzjazmu nie popierała nasza droga opiekunka.
- POTTER, BLACK, LUPIN, PETTIGREW, MIESIĘCZNY SZLABAN!
Po tym szybko się uwinęliśmy, żeby nas nie zaczęli obrzucać zgniłymi jajami czy pomidorami.
- Dobrze, że nie odebrała nam punktów.
- Jeszcze żadnych nie mamy. - przypomniał Luniaczek.
Zaśmiałem się.
To by się Lilka wkurzyła.
- A właśnie co chciała od ciebie Mary? - spytał zielonooki Syriusza, gdy już się rozpakowaliśmy w naszym, starym dormitorium.
Opowiedział nam jak to blondynka się martwi o swojego chłopaka i myśli, że coś przed nią ukrywa.
- Ukrywasz coś? - zapytałem półżartem, ale też się martwiłem w głębi serca.
- Nie. To znaczy...Po prostu się boję.
- A można spytać czego?
- Udaję, że się nie boję, ale… ja naprawdę nie wiem, co będzie po szkole. Nikt nie zatrudni wilkołaka. Nawet jeśli jest „miły” i „mądry”. - uśmiechnął się krzywo. Podszedłem i oparłem się o parapet obok niego.
- Posłuchaj mnie uważnie. - powiedziałem spokojnie. - Jesteś najlepszym czarodziejem, jakiego znam. I jednym z najlepszych ludzi. Jeśli świat jest za głupi, żeby to zobaczyć, to świat ma problem, nie ty.
Remus w końcu na mnie spojrzał. W oczach miał coś wilgotnego. - A jeśli się mylisz?
- Wtedy...- uśmiechnąłem się lekko. -... będziemy się mylić razem.
Syriusz skinął głową.
- Przysięga Huncwotów.
- Najwyżej będziesz moim utrzymankiem.
- A teraz, koniec użalania się nad sobą, idziemy zabalować. - powiedział Black. - Peter, odkładaj te tłuste chipsy i się ubieraj. Czas pokazać kto tu rządzi.
- NIE BĘDZIE ŻADNEJ IMPREZY! - dało się słyszeć z dołu głos Evans.
- Nasza prefekt naczelna się uruchomiła. - rzekł Black.
- Ja to załatwię. - zszedłem.
W pokoju wspólnym Gryffindoru już zebrało się trochę uczniów, czekających na nasze wejście, byłoby wszystko w porządku, gdyby nie fakt, że Lily się uparła i kazała wszystkim zapomnieć o nadchodzącej imprezie.
- Ty! - podeszła do mnie rudowłosa. - Nie będzie imprezy! Co ty sobie myślisz? Już pierwszego dnia chcesz zhańbić nasz dom? Po pierwsze jutro są lekcje, nie pozwolę na to, żeby połowa Gryfonów spóźniła się na zajęcia, a po drugie i tak już dosyć dzisiaj nabroiliście, mało wam? - nie słuchałem już jej monologu, bardziej wpatrywałem się w jej rozłoszczone, zielone oczy.
- Posłuchaj, Evans... - rzekłem, nonszalancko opierając się o ścianę obok niej. - ...obiecuję, że nie będzie żadnego alkoholu i że pójdziemy spać najpóźniej o północy.
- Naprawdę jesteś w stanie się tak poświęcić? - zdziwiła się moją postawą, myślała pewnie, że będę się wykłócać, ale ja już więcej nie chcę się z nią sprzeczać.
- Tak, dla osób, które kocham, jestem w stanie zrobić wszystko.
- Nie wysilaj się. - chciała odejść, ale ją złapałem za nadgarstek.
- Serio się zmieniłem.
- Jakoś tego nie widzę. Puść.
- Lily...- powiedziałem błagalnym tonem.
- Idź do swojej Rachel.
- Ale ja kocham ciebie.
- Gdybyś mnie kochał, to nie wiązałbyś się z nią. - wyrwała się i poszła na górę.
Znowu porażka.
CZYTASZ
Siostra Jamesa Pottera
FanfictionLiv Potter to 15-letnia dziewczyna, która do czasu uczy się w Beauxbatons. Lecz później przenosi się do Hogwartu, gdzie odnawia relacje z bratem i poznaje jego przyjaciół. Czy ich polubi? Czy może się w którymś zakocha? Zobaczcie sami.
