Rozdział 147: Biblioteka

21 0 0
                                        

30 stycznia 1977

~ Lily Evans ~

Obudziłam się dosyć wcześnie, czyli około godziny 6⁰⁰ rano. Ale dla mnie pobudka o tej godzinie to była norma, zawsze wstawałam o podobnych porach. Więc i teraz nie zamierzałam siedzieć bezczynnie w dormitorium.
Umyłam się w ciepłej wodzie w wannie, wyszorowałam także zęby i buzię oraz pomalowałam się tak, jak zwykle. Potem ubrałam mundurek, gdyż jest dziś czwartek i wyszłam z pokoju, żeby nie obudzić pozostałych lokatorek, zabierając ze sobą po drodze torbę z podręcznikami i książkami.

Jutro jest spotkanie Klubu Ślimaka z okazji zakończenia stycznia i Slughorn chce tam nas wszystkich (tzn. osoby zaproszone) zobaczyć, dlatego zabieram ze sobą Liv i pójdziemy się zabawić.
Tak, mówię to ja, pani perfekcyjna Prefekt, idealna uczennica z zasadami.
Muszę odpocząć od wszystkiego, tzn.  od zajęć, nauki, prac domowych, żartów Huncwotów, plotek Dorcas, romansów moich przyjaciół, Petunii, a przede wszystkim od Pottera.

Przez cały styczeń może trochę dawał mi spokoju, przestrzeni osobistej i luzu, ale nie obywało się bez jego kretyńskich żartów i numerów, które zachodziły mi za skórę. Miałam ich serdecznie dość, darłam się ile wlezie, (oczywiście na nich wszystkich, nie tylko na Rogacza), biłam, szarpałam się, itd. Kiedy naskarżyłam na nich McGonagall, dostali tygodniowy szlaban, ale też się na mnie obrazili.
Nie żebym miała coś przeciwko, wręcz przeciwnie miałam spokój i jeszcze raz spokój. Dopiero tydzień temu znowu zaczęli coś knuć przeciwko mnie, pomimo tego ja nie zamierzałam im odpuścić.
Nasze relacje opierały się głównie na tym, że Huncwoci robili mi kawały, a ja się wściekałam i na nich kablowałam, komu popadnie, nawet byłam skłonna iść do Dumbledore'a, ale w ostateczności.
Natomiast sam Potter przestał pytać się o randkę i wyluzował, jeśli chodzi o moją osobę. Na całe szczęście, bo jeśli jeszcze raz to zrobi, to potraktuję go klątwą.
Jeśli chodzi o ślub Petunii, to jeszcze nie dostałam nawet informacji o zaręczynach, więc nie muszę się obawiać, że będę musiała zaprosić   Pottera na jej wesele. Jest to ostatnia rzecz, które pragnę.

Ze Snapem już wogóle nie rozmawiam ani się nie widuję. Ta przyjaźń zakończyła się w momencie, w którym postanowił dołączyć do tej bandy śmierciożerców. Każdy wybrał swoją stronę. Nie mam żalu.

Moim punktem kulminacyjnym moich rozmyślań była przyjaźń Syriusza z Liv.
Serdecznie się roześmiałem jak o tym usłyszałam. Nie mam pojęcia jak oni chcą to ciągnąć, jeśli ewidentnie mają się ku sobie i nie mogą przestać myśleć o sobie nawzajem. Każdy wie, że prędzej czy później będą razem i już się nie rozstaną. Oni są zdolni tylko do dwóch rzeczy: albo będą się kochać na zabój albo się pozabijają.
Innej opcji nie ma.
O ich potajemnym związku z września wiem tylko ja i Remus. Naprawdę chciałabym powiedzieć o tym brunetce, ale Lupin mi zabronił, bo jak to powiedział: "Syriusz by tego nie chciał", ale ja mam inne zdanie na temat okłamywania ludzi. Muszę z tym żyć do końca moich dni. Ale z drugiej strony może odzyskają jakoś szczęśliwie pamięć i będzie po kłopocie, ale...coś w to wątpię.
W każdym razie wiem, że się kochają, ale doszczętnie to ukrywają, nawet przed samym sobą.

Weszłam do biblioteki, przywitałam się z panią Pince i usiadłam w moim ulubionym miejscu, czyli w zacisznym kącie obok okna. Wyciągnęłam książki, siadając i zaczęłam wchłaniać wiedzę do swojego małego mózgu.

3 godziny później - 9⁰⁰

Znalazłam przyjaciółki pod salą od eliksirów.
- Gdzie ty byłaś? - zapytała Alicja.
- W bibliotece. - odpowiedziałam niewinnie. Pokiwały głowami ze zrozumieniem.
Profesor Horacy otworzył nam drzwi i weszliśmy do sali. Kiedy koło niego przechodziłam uśmiechnął się w moją stronę, odwzajemniłam uśmiech.
Zajęłam swoje miejsce, które było pomiędzy Mary a Livką.
- Dzisiaj będziemy mieć test teoretyczny. - oznajmił dumny, siedząc za swoim biurkiem.
- Na ocenę? - ktoś zapytał.
- Nie, debilu, na słodycze. - klasa się zaśmiała, a profesor ich uciszył.
- Ja wychodzę. - powiedział Stebbins i wyszedł.
- Doniosę na ciebie do dyrektora! - wrzasnął za nim mężczyzna. - Dobrze, kochani, dostaniecie zaraz ode mnie kartkę z paroma pytaniami i macie na nie odpowiedzieć, zrozumiano? - nikt nie odpowiedział. - Uznam to za zgodę.
Przeszedł się po klasie i dał każdemu kartkę papieru z literkami ułożonymi w zdania.
- Macie pół godziny. Ja muszę iść do Dumbledore'a, tylko macie nie ściągać, bo jeśli kogoś przyłapię, to dostaje Trolla bez możliwości poprawy. - i wyszedł z sali.
Oczywiście, że każdy będzie ściągał, oprócz mnie i Remusa.
Ale on naiwny.
- Co macie w pierwszym? - zapytał Potter.
I tak minęła pierwsza lekcja.
Jasne jest to, że dostanę z tego Wybitnego, gdyż umiałam wykonać wszystkie zadania, a inni ściągali od Lunatyka. Żałosne.

Siostra Jamesa Pottera Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz