Piątek, 31 marzec
~ Liv Potter ~
Dzisiaj Dor miała zejść na obiad w stroju kurczaka. To będzie ekscytujący dzień. Black aż tryska radością. Tylko, że musimy udawać, że jesteśmy pokłóceni przez ten cholerny zakład. Dor nam uwierzyła, chociaż nadal ma pewne wątpliwości. Jeszcze na eliksirach ma nas osobno wypytać o szczegóły, żeby było wiadomo, że to zrobiliśmy.
Bo zrobiliśmy, tylko dawno temu, ale ona tego nie wie.
Poza tym dzisiaj na Mugoloznactwie będziemy głosować, kto ma mieć jaką role w naszej sztuce. Obym była poza tym wszystkim, bo jeśli mnie wybiorą, to się zabiję. I nie żartuję.
Eliksiry przyszły szybciej niż myślałam.
- Więc ile sekund to trwało? - zapytała mnie moja przyjaciółka. Westchnęłam.
- 15, detektywie.
- Jak to się stało?
- Czy istnieje jakiś konkretny powód, dla którego całujesz ludzi? - spytałam drwiąco.
- Kiedy, kogoś kocham. - to mnie zaskoczyło. No bo technicznie rzecz biorąc, jestem zakochana w Blacku. - A ty nie kochasz Łapy, więc dlaczego to zrobiłaś?
- To był zakład, kretynko!
- Panno Potter, proszę o ciszę! - Slughorn się zdenerwował. Nie dziwię się, ja też się wściekałam. - Zostanie pani u mnie po zajęciach. - jeszcze czego.
- Tak jest. - rzekłam do profesora. - Widzisz co zrobiłaś?! - dodałam do Meadowes.
- Gdzie to było?
- W szklarnii. Możesz już przestać, nie widzisz co zrobiłaś? To ty powinnaś zostać, nie ja. To ty ciągle gadasz i mi przeszkadzasz.
- Tylko chcę wiedzieć czy na pewno to się stało, no bo wiesz...będę pośmiewiskiem przed całą szkołą.
- Trzeba było się nie zakładać. To będzie twoja nauczka na przyszłość.
- Więc jak to się stało? - dopytywała.
- Kłóciliśmy się, to był impuls. Tak samo wyszło, emocje wybuchły. Zwykły błąd, którego nie powtórzymy. - już myślałam, że się zamknęła, kiedy ponownie otworzyła swoją jadaczkę.
- Czyli obiad będzie moim największym koszmarem.
Uśmiechnęłam się tylko.
Po lekcji zostałam w klasie.
Wszyscy wyszli, a ja czekałam na to, co powie Horacy. Pewnie mnie okrzyczy i znienawidzi.
- Moja droga, widzę, że jesteś zbyt energiczna na moich zajęciach, dlatego...mam dla ciebie pewną propozycję...- westchnęłam. Co to może być.
- Będziesz dawała korepetycje z eliksirów słabszym uczniom. - to żeś wymyślił.
- Chyba pana coś boli.
- Słucham?
- To znaczy...Nie. Skąd Panu to przyszło do głowy? Nigdy w życiu. Przecież ja jestem słaba z tego przedmiotu, bym ich nic nie nauczyła, to wręcz ja potrzebuję korków. Nie piszę się na to.
- Spokojnie...Panno Potter. Tylko spytałem. Jeśli tak sprawa wygląda, muszę w takim razie ci ująć punkty za przeszkadzanie na lekcji.
- Jasne, niech Pan zabiera ile chce. Wszystko jest lepsze od tamtego. - wzdrygnęłam się.
Ja jako korepetytorka?
Dobre sobie.
Bardziej bym im wszystkim zaszkodziła niż pomogła.
Profesor podniósł brwi i dodał:
- Dobrze słyszałem, że potrzebujesz pomocy z eliksirów? - kiwnęłam głową.
- Przecież pan wie jak wyglądają moje oceny, najlepsze to one nie są.
- Spróbuję ci kogoś załatwić, kto cię podszkoli. Nie martw się. - nie taki najgorszy z niego ziom.
- A teraz zmykaj na przerwę. - podziękowałam i wyszłam.
Następne było Mugoloznactwo. Już z Łapcią nie musieliśmy udawać pokłóconych.
- Dzisiaj głosowanie! - rzekła ucieszona Wright. - A i jeszcze jedna wiadomość. Matteo został przydzielony do Hufflepuffu!! - przewróciłam oczami. - Tak tylko mówię, żebyście wiedzieli. Nie będę przecież łączyć życia zawodowego z prywatnym.
Mówię to jako świadoma i rzetelna nauczycielka. - prychnęłam. - Ale do rzeczy.
GŁOSOWANIE! - aż zatkałam uszy, gdy się wydarła.
Na tablicy napisała dużymi literami, kto jeszcze się zgłosił poza osobami z tej klasy.
Remus Lupin, Hestia Jones, Mary McDonald, Caradoc Dearborn, Scarlett Green, Benio Fenwick, Carmen Taylor, Jane Davies, Tina Shelby, Alicja Gilbert, Natalie Bole.
- Więc teraz głosujemy?
- Niby jak? - ktoś spytał.
- Dostaniecie zaraz karteczki, tyle ile jest ról. Podam przykład.
Piszecie na kartce Romeo i pod tym kto ma go zagrać. Macie wybór z tych imion na tablicy i osób, które są w tej sali. Także do roboty. Wypiszę wam jeszcze poszczególne role. - ale wymyśla.
Dostaliśmy kartki.
- Tylko do siebie nie zaglądajcie.
Westchnęłam. No dobra, w takim razie zabawię się w reżysera i obsadzę role do spektaklu.
Zaczęłam pisać na kartkach.
Julią może być...Ala.
Niestety Franka nie ma, więc Romeo to będzie...James. Chciałby dostać tę rolę.
Ojciec Laurenty. Doskonale każdy wie, że do tego nadaje się tylko nasz Remi.
Matką Julii mogłaby być Scarlett, idealnie się nadaje do tej roli, brzydka i pomarszczona.
Pielęgniarkę widzę jako Mary.
Żeby nikogo nie faworyzować Caradoca wzięłabym jako Parysa.
Przyjaciółkę Julii świetnie była zagrała Natalie.
Narratorem może być w sumie te nowy Matteo. Nie jest jakiś brzydki, ale totalnie nie w moim typie.
Nareszcie skończyłam.
Zaniosłam nauczycielce karteczki.
- Jak wszyscy skończą, to wtedy wszystko podliczę. - powiedziała wielce szczęśliwa.
Ja na jej miejscu, nie byłabym taka wniebowzięta, bo po pierwsze nie da rady nas wszystkich upilnować, żebyśmy się nauczyli scenariusza, a po drugie Huncwoci zrobią jej takie show, że zapamięta je do końca swojego życia.
Teraz jeszcze czekaliśmy na ostatnie kartki.
- Black, sprężaj się!
Kiedy Syriusz odniósł swoje bazgroły do Wright, ta zaczęła podliczać punkty. Pozostało czekać.
- A kiedy odbędzie się spektakl? - spytał jej bratanek.
- Pod koniec czerwca.
Musicie się dobrze przygotować. Będzie was oglądał cały zamek.
- Myślisz, że starczą nam 3 miesiące? - dodał blondyn.
- Tak, myślę, że sobie poradzicie. - wróciła do przeliczania.
CZYTASZ
Siostra Jamesa Pottera
FanficLiv Potter to 15-letnia dziewczyna, która do czasu uczy się w Beauxbatons. Lecz później przenosi się do Hogwartu, gdzie odnawia relacje z bratem i poznaje jego przyjaciół. Czy ich polubi? Czy może się w którymś zakocha? Zobaczcie sami.
