Rozdział 115: Grass

30 0 1
                                        

2 września

~ James Potter ~

- Wstawać wszyscy!!! Za pół godziny lekcje!! - ktoś się darł mi się nad uchem. Prawie spadłem z łóżka.
- Jeszcze chwilę mamo. - odparłem.
- Ja ci dam mamo! - dostałem poduszką od Lunia.

W końcu zajarzyłem. Jest już pierwszy dzień lekcji, nasz szósty rok, godzina 8³⁰, mamy na dziewiątą Transmutację, trzeba wstać, żeby zdążyć i nie dostać szlabanu od McSztywnej.
Westchnąłem i się podniosłem, zakładając okulary.
- Black! Na co ty czekasz, aż cię zwalę z łóżka? Nie mało brakuje aż to zrobię. - Łapa wstał, bojąc się wściekłego Lunatyka.
Ciekawe co go doprowadziło do takiego stanu...pełnia była kilka dni temu, z Mary mu się układa, nie mam pojęcia co mu jest, a może to tylko przez nasze szczeniackie zachowanie.

Peter już siedział kompletnie ubrany i zajadał fasolki wszystkich smaków, na śniadanie i tak już nie zdążymy, chyba, że Syriusz szybko się uwinie z fryzurą, ale szansy na to są marne.
Łapa wszedł do łazienki, a Remu pakował książki do torby. Ja zacząłem ubierać mundurek, ziewając szeroko.

- Trzeba było jeszcze później wrócić do domu. - zaczął zielonooki.
Jest zły za nasz wczorajszy albo i dzisiejszy...powrót do dormitorium. Na gacie Merlina, przecież zna zasadę.
- Remus, robimy to co roku, więc dlaczego masz nam to za złe akurat teraz? Nie musiałeś z nami chodzić. - mówię na spokojnie.
- Musiałem was pilnować, żebyście nie wpakowali się w kolejne kłopoty. - rzekł naburmuszony. Zaśmiałem się.
- Z peleryną i mapą Filch nam niestraszny. - temat skończył się tak szybko, jak zaczął.

30 minut później biegliśmy przez korytarze Hogwartu, żeby zdążyć na lekcje z naszą opiekunką. Po naszym wspólnym pobycie w hotelu nasze relacje z nią się polepszyły, a przynajmniej tak mi się zdaje.
Kiedy dotarliśmy uczniowie dopiero wchodzili do klasy. Ale nam się upiekło. Z Łapą uknuliśmy pewien plan.
- Ala, weź Liv do siebie, my usiądziemy z tyłu. - poinformowałem Gilbert. Westchnęła i pokręciła głową z niedowierzaniem.
- To się nie uda. - odparła.
- Warto spróbować.

Więc usiedliśmy z Syriuszem z tyłu, gdzie niegdyś przesiadywaliśmy. Może McSztywna się nie skapnie.
Z uśmiechami siedzieliśmy razem z Blackiem w ławce i się nie odzywaliśmy. Tylko raz Liv na nas spojrzała, minę miała trudną do opisania. W pewnej chwili podniosła rękę i spytała czy może iść do toalety. Profesorka niechętnie się zgodziła.
Taa, na pewno idzie do łazienki.

- Myślisz, że gdzie poszła? - spytał mnie Black.
- Eee...- sam nie wiem. - Może do dormitorium? Naprawdę, nie wiem.
- Ale po co by tam szła? - pyta mnie. Po co mu to wiedzieć.
- Porządnie się wyspać.- zaśmiałem się dla żartu.
- Nie zdążyłaby w 10 minut....- też się zaśmiał. To był nasz błąd.

- Dlaczego słyszę rozmowy? - doprowadziła nas do porządku.
- Może dlatego, że ma pani uszy. - szepnął do mnie, standardowy tekst Syriusza.
- Słucham?
- Nic, nic, pani profesor. - spojrzała na nas.
- Coś mi się nie zgadza. Dlaczego wy siedzicie razem? - podniosła cienką brew i do nas podeszła.
- Bo tak nas pani posadziła...- stwierdził błędnie.
Remus patrzy na nas, trzymając się za głowę. Nie dziwię się mu, z nami nie da się psychicznie wytrzymać. 
- Potter, zabierz swoje rzeczy i przesiądź się do panny Gilbert i odnieść rzeczy swojej siostry do ławki Pana Blacka. Natomiast pan, panie Black, niech pan idzie poszukać panny Potter, już dosyć długo jej nie ma.
- Tak jest. - powiedzieliśmy równocześnie smutni. Mogliśmy bardziej uważać.

Wziąłem swoje rzeczy i przeniosłem je do Ali, natomiast rzeczy Liv przetransportowałem do mojej dawnej ławki. Usiadłem na znienawidzonym miejscu, jak ona kocha nas dręczyć...Alice przesłała mi spokojnie pełne współczucia.
Chociaż pomimo wszystko, jestem bliżej Lily, jest po drugiej stronie. Spojrzałem na nią niewinnie, już na mnie patrzyła, szybko odwróciła wzrok. To, co mówiła parę parę temu wydaje się niewiarygodne, ale mam nadzieję, że to jednak prawda i chce mnie wziąć na ślub swojej siostry.

Siostra Jamesa Pottera Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz