Rozdział 2: Przyjaciele

773 16 4
                                        

1 września, Peron 9¾

~ James Potter ~

Całe wakacje Liv siedziała w domu, przez karę, którą dali jej rodzice, tylko mogła sobie wyjść na ogródek, ale nic poza tym. Na Pokątną nie poszła, gdyż po prostu nie mogła, dlatego to ja jej kupiłem wszystko, co jest potrzebne do szkoły - podręczniki, itp.

Natomiast ja spędziłem wakacje bardzo aktywnie. Spotykałem się z przyjaciółmi w różnych fajnych miejscach. Nie chciałem ich zapraszać do domu, żeby nie spotkali przypadkiem mojej siostry. Chciałem im ją dopiero przedstawić w pociągu, będzie to dla nich wielki szok.
Co prawda wiedzą, że mam siostrę bliźniaczkę, ale myślą, że nadal uczy się w Beauxbatons.

Więc, 1 września o godzinie 11⁰⁰, wsiedliśmy do Expressu Hogwart i wyruszyliśmy w długą podróż.
Na peronie nie mogłem znaleźć pozostałych Huncwotów, więc zapewne musieli szybciej wejść do środka. A może to przez to, że się spóźniłem bardziej niż zwykle, no cóż, na pewno czekają w naszym stałym przedziale, poszliśmy w tamtą stronę.

Zważając, że jest jeszcze lato, ubrałem się cienko i zwiewnie.
Krótkie, letnie, kolorowe spodenki i zwykła, niebieska koszulka z jakimiś białymi wzorami.
Natomiast Livie ubrała zieloną sukienkę w kwiaty.

Kiedy znalazłem przedział, wszedłem do niego bez zaproszenia. W końcu jestem tam mile widziany.
Od razu się przywitałem się z ziomkami.
Ustaliśmy z Liv mały plan: ja wejdę najpierw z naszymi kuframi, a ona przyjdzie kilka minut później, w tym czasie pójdzie do toalety się ogarnąć i będzie udawać, że nie jesteśmy spokrewnieni, chociaż przez jakiś czas.

- Ej, stary widziałeś Evans? Wyrobiła się w te wakacje, w końcu nabrała trochę kształtów. - oznajmił Łapa.
- Nie miałem okazji, o mało nie spóźniłem się na pociąg. - odparłem, kiedy włożyłem wszystkie walizki na półkę przeznaczoną na nie.
- Właśnie, dlaczego? Przecież zawsze jesteś pierwszy i zajmujesz nam nasz przedział. Co się stało tym razem? - zapytał Black.
- No wiecie, tak się stało, że akurat były korki na ulicach. - delikatnie kłamałem. Co prawda jechaliśmy autem, ale powód naszego spóźnienia był zupełnie inny. Liv szykowała się się tak długo, że aż jest to niedopomyślenia, ledwo się przedostaliśmy przez przejście na peron 9¾.
- Ach, no tak, zapomniałem, że jeździcie tym mugolskim sprzętem. - odpowiada szatyn.

Luniek czyta jakąś mugolską książkę, a Peter je swoje słodycze, nabyte w wózku ze słodyczami, swoją drogą ma ich całe mnóstwo, aż całą reklamówkę. Że nie szkoda mu na nie pieniędzy.
Jestem strasznie ciekaw jak pójdzie ta cała akcja z moją siostrą, czy chłopaki się domyślą czy nie.
Niech już tu przylezie.
Dziesięć minut później, kiedy omówiliśmy nasze całe wakacje, pomijając parę faktów, ktoś wszedł do przedziału, ciekawe kto to mógł być.
Merlinie, co on robiła tyle czasu w tej łazience...

Remi tylko na nią spojrzał, po czym spowrotem włożył nos w książkę, pewnie myśli, że to nasza kolejna napalona fanka, tak samo Peter nie bardzo się nią zainteresował, natomiast Syriusz się uruchomił.

- Cześć. - powiedziała wszystkim, uśmiechając się ślicznie i patrząc na każdego po kolei, na Łapie zatrzymała się chwilę dłużej niż powinna, dlatego to zinterpretował jako znak i wstał, przepraszając nas wszystkich, że musi na chwilę wyjść. W środku śmiałem się jak dziecko, ale tego nie pokazywałem, niech się poznają.

Perspektywa Liv

Nie wiem dlaczego szatyn wyszedł z przedziału i chciał ze mną rozmawiać.
Nie taki był plan, miałam poznać ich wszystkich tam. No dobra, zobaczymy czego chce.

- Jak się zwiesz, piękna nimfo? - zapytał mnie, uśmiechając się niegrzecznie. Na mnie to nie działa, wybacz kolego. Nie zdradzę mu jeszcze mojego nazwiska.
- Możesz nazywać mnie Liv. - mówię wymijająco. - A ty to? - pytam, a on znieruchomiał.
- Żartujesz, prawda? Jak możesz mnie nie znać, słynnego Syriusza Blacka, przecież jestem gwiazdą te szkoły. - ego ma tak wielkie jaka jest wieża Eiffla. Więc to jest ten cały Black. Nawet przystojny, ale mi nic do tego.
- Jestem tu nowa i nie jestem twoją wielbicielką, jeśli tak uważałeś. - mówię, przerywając jego zachwycanie się nad sobą.
- Achaa, to dlatego cię nigdy nie widziałem, chociaż...przypominasz mi kogoś. - spojrzał m głęboko w oczy, moim ciałem wstrząsnęły dreszcze.
Pomijając ten fakt, zapytałam:
- Może wjedziemy do środka i nie będziemy blokować przejścia. - omijam go i wchodzę do przedziału, siadam na wcześniejszym miejscu chłopaka, czyli obok Jamesa. Wymieniam z nim tajemnicze spojrzenie. Już czas. Po mnie wszedł zszokowany moją pewnością siebie, szatyn. Nie wie, co się dzieje.
- Jestem Liv Potter. - podałam wszystkim rękę, oprócz Casanovie i bratu.
Poznałam Syriusza, Remusa i Petera. Bosko.

Siostra Jamesa Pottera Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz