Rozdział 88: Randka katastrofa

40 1 1
                                        

~ Syriusz Black ~

Rozdzieliłem się od wszystkich i podszedłem poczekać na Marlenę na dziedziniec. Tak wypadało. Czekałem i czekałem a jej nadal nie bylo widać. W końcu z zirytowania oparłem się o ścianę. No ile można czekać, rozumiem, że musi się wyszykować, jak na randkę przystało, ale że aż tak. Trudno, jak nie przyjdzie w 10 min, to stąd spadam i idę ujadać Liv, jak to McKinnion mnie zraniła.

W międzyczasie podszedł do mnie start znajomy z Hufflepuffu, bardzo nieśmiały i skryty Miguel Golden.
- Cześć. - uścisnęliśmy sobie ręce, jak to ziomki.
- Co tam? - pytam.
- Nie za dobrze. Kolesie ze Slytherinu mnie nękają. - odpowiedział.
- Jak już Ci raz mówiłem, przyłóż im i się odwalą. - zaproponowałem.

Miguel jest sympatycznym, chudym Puchonem. Ma ciemną karnację, brązowe, kręcone włosy i oczy tego samego koloru. Spoko z niego ziom, tyle że ma jeden poważny problem. Nie umie się postawić i się bić, to jego słabe punkty. Trzeba będzie mu jakoś pomóc, nie chcę, żeby był tak traktowany przez obślizgłych, zielonych dupków. Pomimo wszystko mam serce, nawet jeśli też czasami kogoś znieważę.

- Przecież wiesz, jak jest. Nic z tego. - mówi smutno. Wpadł mi do głowy nowy, genialny pomysł.
- Idziesz do Hogsmede? - zmieniam delikatnie temat, ale tylko na chwilę.
- Takk...z moim jedynym przyjacielem, Anthonym. - dobrze, że nie jest sam, ma jakieś wsparcie.
- Fajnie, miłej zabawy. Spotkajmy się w starej sali od transmutacji o 7 wieczorem. - odszedłem w kierunku Marleny, zanim zdążył zareagować lub co gorsza się sprzeciwić.

- Dlaczego tak długo? - naskoczyłem na nią. - Jeszcze chwila a Filch by nas nie przepuścił. - dokończyłem, kiedy przeszliśmy przez przeszukanie woźnego i po innych formalnościach.
- Wcale, że nie. Przyszłam 5 minut przed zamknięciem przez niego warty czy jak to się nazywa...to ty przyszedłeś tak wcześnie. I jeszcze mnie obwiniasz o tak niedorzeczne rzeczy, jak możesz? - niech mnie lepiej nie denerwuje, bo powiem coś, czego nie chce usłyszeć...
Na przykład, że ta randka doszła do skutku tylko dlatego, że Liv dała mi taką karę za przegranie zakładu na temat Florence, tylko dlatego, innego powodu nie ma. Potterówna ma jakąś dziwną obsesję na punkcie Marleny i mnie, jako pary, nie mam pojęcia skąd jej się to wzięło, ale oby skończyło jak najszybciej, bo nie mam czasu na takie rzeczy. Nie szukam dziewczyny na więcej niż na tydzień. Nie lubię stałych i stabilnych związków, to nie dla mnie. A jeśli ona będzie chciała, to się ostro rozczaruje, bo to nie wypali. Prędzej czy później ją zdradzę i się wkurzy. A w drużynie to będzie tylko przeszkadzało. Chociaż nie jesteśmy razem ścigającymi, to i tak by trochę namieszało. Więc, wniosek jest taki, żeby się nie angażować w tą relacje.

- Hej, Syriusz, słyszałeś co powiedziałam czy nie słyszałeś? - pyta nieśmiało. Mam nad nią przewagę.
- Nie, nie słyszałem. - już chciała odnowić swoją wypowiedź, kiedy dodałem:
- Jestem tak głuchy, że potrzebuję specjalnego tłumacza, żeby mi ciebie translatorował. - nie wiem czy ta randka wypali, juz jest niewypałem. Ale muszę ją odbyć należycie, żeby nic nie podejrzewała, w końcu to ja ją zaprosiłem.
- Nie musisz być niemiły. Spóźniłam się, dobrze, przepraszam, okey? - przewracam oczami.

Marlena jest za miła, za delikatna i za dobra, to wszystko jest przeciwne do mnie. Ale jak mawiają mugole: "Przeciwieństwa się przyciągają". Więc, zobaczymy czy coś z tego będzie. Muszę być milszy, bo inaczej zdenerwuje się i tak, nagada na mnie swojej nowej przyjaciółcę i będzie nie za fajnie. Muszę stać się do aktorem, który umie wszystko zagrać, zawsze i wszędzie.

- No dobra, McKinnion. Wybaczam ci, ale następnym razem już nie będzie tak łatwo. - w dalszej drodze do Hogsmede nie odzywaliśmy się do siebie ani jednym słowem.
Może to i lepiej. Oby w Trzech Miotłach było tłoczno i byśmy spotkali kogoś, do kogo można by było się dosiąść, bo jeśli nie, to będzie sztywno i nudno.

Siostra Jamesa Pottera Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz