Rozdział 137: Rywalizacja

25 0 0
                                        

Godzina 21⁰⁰

~ Liv Potter ~

Złożyłam życzenia Syriuszowi i pognałam dalej.
Podeszłam do baru, jedna osoba mnie mocno zaintrygowała: miała na sobie jasno - niebieską koszulę i czarne spodnie, maskę miała czarną. Zauważyłam, że najwięcej osób właśnie ma maski koloru czarnego. Zagadałam do niego, był to chłopak.
- Hej, spójrz na mnie. - powoli obrócił głowę. - Wiedziałam, że skąd cię znam, Reggie. Sama cię w końcu zaprosiłam.
- Super, a miałem nadzieję, że mnie nie znajdziesz. - odrzekł.
- Rozmawiałeś z nim? - spytałam, opierając się o stół i lejąc sobie pewien napój alkoholowy do kieliszka.
- Tak, pogadaliśmy sobie od serca, jak prawdziwi bracia.
- Naprawdę? - spojrzał mi głęboko w oczy.
- Nie, tylko złożyłem mu życzenia. Nie wie, że to bylem ja. - napiłam się trunku.
- Może z nim porozmawiam. Nie będzie zły, że tu jesteś, uwierz mi. - odparłam, zastanawiając się nad czymś. - Jestem takim jakby pośrednikiem między wami. - dodałam.
- Dlaczego wogóle z tobą rozmawiam?
- Nie wiem, ty mi powiedz. - Ale chyba wiem... po prostu chcesz odbudować utraconą więź z bratem. - dodałam po chwili.
- Zrobię, co będę chciał, Potter. - już chciał odejść ode mnie do jakiegoś tajemniczego gościa, ale złapałam go za ramię.
- Kto to?
- Turner. Nie mogłem przecież przyjść tu sam i zdać się na nudę. Nie będziemy robić problemów. - odrzekł. Nie mam pojęcia dlaczego, ale uwierzyłam mu.

Wzięłam drinka i poszłam znaleźć jakąś moją dziewczynę. Przechadzałam się przez ludzi tańczących na parkiecie, kiedy ktoś mnie popchnął i wylałam zawartość kielicha na moją piękną kreację.
Świetnie, teraz będzie trzeba to zmyć.
Położyłam ten durny kieliszek z impetem na stół i udałam się do łazienki, jeśli takowa gdzieś jest.
Wściekła i z bolącym brzuchem odnalazłam toaletę i zapukałam, bo ktoś tam siedział, gdyż było zamknięte.
- Otwierać.
- Chwileczkę. - odpowiedział znajomy głos. Drzwi się otworzyły i wylazła Lilka, a za nią Ala, bez masek. Dzięki Merlinowi.
- Już wolne. - dodała.
- Ej, dziewczyny, to ja, Liv. - oznajmiłam.
- Jejku, serio? Wszędzie cię szukałyśmy. - teraz to Lily powiedziała.
- Powiedzmy, że trzymałam się na uboczu, ale czas by to zmienić. - wyznałam. Nie mogłam im powiedzieć, że rozmawiałam z młodszym Blackiem i do tego go zaprosiłam. To by był skandal.
- Właśnie, musimy zabalować. Tylko powinnyśmy znaleźć Mar i Dor. Nie wiem tylko jak...- Alicja była na skraju nerwów. - Mam dość tego całego balu maskowego. Dlaczego nie można było zrobić normalnej imprezy w pokoju wspólnym, jak zawsze! Nawet nie mam bladego pojęcia gdzie się podział mój chłopak.
- Tak, był z nami Frank, ale w pewnym momencie po prostu wyparował. - wytłumaczyła Ruda.
- Dobra, mam plan, poczekajcie tu. - odrzekłam i na chwilę wyszłam stamtąd.
Podeszłam do mikrofonu, nie wiem po co on tam był...w sumie dzięki niemu każdy mógł usłyszeć śpiewane Sto lat...ale i tak nie wiem czy jeszcze ktokolwiek zamierza śpiewać cokolwiek...ale mi się przyda na daną chwilę.
Wzięłam mikrofon do ręki i oznajmiłam:
- Mary McDonald oraz Dorcas Meadowes proszone o podejście pod łazienkę, dziękuję za uwagę. - odłożyłam rzecz na swoje miejsce, zaśmiałam się i wróciłam do dziewczyn. Już tam wszystkie były.
- Dlaczego kazałyście mi tu przyjść? - usłyszałam sapanie Meadowes. - Właśnie podrywałam przystojnego Krukona.
- Jeśli nie chcesz z nami potańczyć i wolisz go, to droga wolna. - odparłam. Ta zrobiła naburmuszoną minę, ale została. Mary parsknęła śmiechem, opierając się o ścianę.
- No dobra, mamy komplet. To co teraz, pani kapitanie operacji „bal życia"? - zapytała, patrząc na mnie z uniesioną brwią. Uśmiechnęłam się lekko.
- Tańczymy. Wchodzimy na parkiet jak królowe dramatów. Niech nam zrobią miejsce. - odparłam zbyt pewna siebie.
- No tak, tylko jeszcze jedna rzecz... - mruknęłam, wskazując na moją sukienkę. - Nie mam plamy, jak to? - dodałam.
- A co się stało, dlaczego miałabyś jakąś mieć?
- Walczyłam z przypadkowym łokciem jakiegoś idioty.
- Że co? - spytała Evans.
- Szłam sobie spokojnie przez pakiet z Whisky w ręku, a tu nagle jakiś dureń mnie popchnął i plama była gwarantowana, a jej nie ma.
- To w końcu Pokój Życzeń...!
- Chodźmy już, zanim Meadowes wróci do Krukona. - dodała Alicja, odzyskując humor. Ale Franka nadal nie było w pobliżu, a może był, ale skąd ona miała o tym wiedzieć.

Siostra Jamesa Pottera Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz