Rozdział 116: Lekcja biologii

33 0 1
                                        

~ Liv Potter ~

Leżałam tak odkąd wyszli, nic nie robiłam, tylko leżałam i patrzyłam w biały sufit.
W pewnym momencie usłyszałam głos Lunia obok mojego ucha. Od razu wstałam, wzięłam swoje rzeczy i zobaczyłam co robi pani Pomfrey. Usnęła, w końcu. Mieliśmy duże pole do popisu. Ukryłam się z Remusem pod peleryną i najciszej jak tylko mogliśmy, wyszliśmy ze skrzydła szpitalnego. Ale ulga. Ten dzień to była katorga, istna masakra. Dobrze, że już koniec.

I tak rozmawiając, doszliśmy do obrazu Grubej Damy. Była zdziwiona, że nikogo nie widzi, ale znaliśmy hasło, wiec musiała nas wpuścić.
W pokoju wspólnym Gryffindoru dołączyliśmy się naszych przyjaciół pod kominkiem.
- Chłopaki już poszli, nie spotkaliście ich? - zapytała Dorcas.
- Nie. Musieli iść inną trasą. - odpowiada Lupin. A ta inna trasa to tajemne przejścia.
- Jak myślicie co im da? - zapytał przestraszony blondyn.
- Może czyszczenie kibli w łazience Prefektów na piątym piętrze. - zażartowała Mar. Coś nie sądzę, po tym, co słyszałam, jest ona bardziej zwariowana, więc może wymyślić dosłownie wszystko, tylko coś gorszego niż zmywanie czegokolwiek.

- Właśnie, Remi, musimy iść na patrol.
- To dzisiaj? Merlinie, padam z nóg.
- Nie ma zlituj, chodź. - Lilka nie zna litości. Poszli.

Pogwizdałam sobie chwilę, po czym zrobiło mi się niedobrze, dlatego musiałam wbiec na górę do dormitorium. Nie zważając na całujących się Franka i Alicję na moim łóżku, weszłam do łazienki. CZEKAJ, CO?!
Zrzygałam się na całego, później już nie wiedziałam co się dzieje wokół mnie, straciłam przytomność.

Obudziłam się dopiero parę godzin później. Jak otwierałam oczy, to się tylko modliłam, żebym znowu nie była w tym cholernym skrzydle szpitalnym.
Moje prośby zostały wysłuchane, gdyż byłam w dormitorium i leżałam na swoim łóżku, ale coś mi tu nie grało. Łóżko...

- Liv, nie strasz mnie tak więcej. - powiedział chyba mój brat.
Od razu wstałam.
- Musisz iść do Poppy. - gadał od rzeczy.
- Chyba cię głowa boli.
- Mnie nie, ale ciebie najwidoczniej. - westchnęłam.
- Posiedzę w pokoju, nie każ mi iść do tego obskurnego miejsca, Jimi. Będę się grzać pod kołdrą w wolnym czasie, będziecie mi przynosić jedzenie, ale na lekcje po prostu MUSZĘ chodzić. - zgódź się, błagam. Zrobiłam słodkie oczka. Odwrócił wzrok.
- Leż tu. - poszedł wyczerpany moją osobą.
- Kocham cię!

Syriusz próbował mnie przykryć. Spojrzałam po wszystkich. Natrafiłam wzrokiem najpierw na Franka, później na Alę i już wiedziałam. Oni też wiedzieli, że ja wiem. Teraz mogę stwierdzić, że jestem szczęśliwa.
Huncwoci i Frank wyszli, zostałyśmy same z dziewczynami.
Spojrzałam na złotowłosą.

- Powiesz coś w końcu? - pytam.
- Ale co się stało? - dziewczyny nie wiedzą, zaraz je uświadomię.
- To, że Alicja całowała się z Longbottomem na MOIM ŁÓŻKU.
- Ale jesteś okropna. - powiedziała do mnie. Udałam, że się obraziłam.
- Gilbert, natychmiast gadaj! - krzyczały.
- No bo...- nie wiedziała, co powiedzieć. No nie wiem, może prawdę. - Eee...no bo przyszedł tu w celu szczerej rozmowy, dawno nie rozmawialiśmy sam na sam, no i akurat siedziałam na twoim łóżku, bo szukałam mojej zgubionej spinki i się złożyło, że poniosła nas chwila.
- Wróciliście do siebie? - pyta Lilka.
- Nie wiem, nie rozmawialiśmy po tym, jak tu wpadłaś.
- Przepraszam bardzo, po pierwsze musiałam załatwić swoje potrzeby w postaci wymiotów, a po drugie nie mieliście prawa robić tego na moim łóżku.
- Nic złego nie robiliśmy.
- Gdybym nie wpadła...
- Koniec tematu. Wybacz mi za tą całą sytuację. - oznajmiła Ala.
- Nie no okej. Nie jestem na was zła.
- Mam nadzieję, że do siebie wrócimy jeszcze dzisiaj...
- Miejmy nadzieję. Ale tak zmieniając temat, to wiecie jaką karę mieli na szlabanie?
- Właśnie, pójdę spytać. - wstałam i zanim się zorientowały, już byłam na schodach prowadzących do dormitorium Huncwotów.

Siostra Jamesa Pottera Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz