Rozdział 119: Carmen

23 1 1
                                        

Następny dzień, po lekcjach

~ James Potter ~

- Witajcie, ja jestem James Potter. Zaczynamy kwalifikacje do drużyny na pozycję szukającego i pałkarza w drużynie Gryfonów! Proszę się ustawić. Osoby, które są niżej niż na czwartym roku mogą się z nami pożegnać. Oraz również te, które nie umią latać na miotle. - odeszło kilkanaście uczniów. Westchnąłem.

Popatrzyłem na stary skład.
Syriusz Black - obrońca,
Frank Longbottom - pałkarz,
Marlene McKinnion - ścigająca,
Ja - James Potter - ścigający,
Liv Potter - ściągająca.

Pomimo moich protestów ta ostatnia przyszła dzisiaj na wybory.
Ja wszystko rozumiem, naprawdę, ale nie chcę, żeby później narzekała, że jej się pogorszyło i mogła wtedy przeleżeć tą chorobę w łóżku, a nie szlajając się, gdzie popadnie. No ale nie będę jej do niczego zmuszać, to jej życie i jej decyzję.

Na trybunach siedziała Evans z resztą dziewczyn i z resztą Huncwotów.

Zaczęło się. Kazałem wszystkim kandydatom się rozdzielić na tych, co pragną grać na pozycji szukającego i na tych, co chcą być pałkarzem.
Podzielili się mniej więcej po równo. Czyli gdzieś razem dwadzieścia osób, to w sumie nie tak dużo, ale i tak to będzie długie popołudnie. Było parę osób niż znanych, np. Andy McDonald - kuzyn Mary, Leo Bole i Johny - współlokatorzy Franka oraz Wendy Marshall, przyjaciółka Marleny. Nie daje jej jakichkolwiek szans. Nie oszukujmy się, prędzej mogłaby być komentatorką niż jednym z zawodników.

Zrobiliśmy tak, że każda osoba, która miała zamiar być szukającym będzie musiała złapać jak najszybciej złotego znicza. To zdecyduje, kto nim zostanie.
W przypadku pałkarza, będzie on musiał jak najostrzej bronić ścigających w trakcie gry.

Wsiedliśmy na miotły. Gdy Liv też to zrobiła, musiałem zareagować.
- Ty chyba nie jesteś poważna.
- Jak najbardziej jestem, jeśli chodzi o Quiditch. James, już przestań histeryzować, bo to się robi powoli nudne. Wiem, że się o mnie boisz i w ogóle, ale umiem o siebie zadbać, więc daj mi pokój. Przecież nie spadnę z miotły, a wiatru nie ma, więc się bardziej nie przeziębie. Obiecuję, że Ci powiem, jeśli się źle poczuję, braciszku. - zgasiła mnie. Musiałem na to pójść.

Dwie i pół godziny później skończyliśmy kwalifikacje, właśnie zamierzałem ogłosić wyniki.
- Więc po przedyskutowaniu wyników z zespołem pragnę oznajmić, że nowym szukającym Gryffindoru zostaje...- Syriusz zrobił dramatyczną melodie. - Leo Bole! - ogłosiłem.
Rozbrzmiały oklaski i gratulacje. Johny się pogniewał i wrócił do zamku, na nikogo nie patrząc, natomiast Frank do niego podszedł i już do nas nie wrócił.
- Drugim naszym pałkarzem zostaje...Andy McDonald! - znowu brawa i gratulacje. - Treningi będą się odbywać we wtorki, w środy, w czwartki i w soboty o 5⁰⁰ popołudniu. A teraz do zobaczenia, miłego wieczoru wszystkim. - powiedziałem, osobiście pogratulowałem wygranym i odszedłem do szatni.

Przebrałem się i wyszedłem, oznajmiając, że idę się spotkać z Alexem. Wczoraj nie miałem czasu, on też nie, dlatego dziś jest dobra okazja.
Jestem ciekaw dlaczego nam o tym nie powiedział, może sam jestem wtedy nie wiedział, zaraz się tu wyjaśni. Chcę mu pomagać, kiedy mogę i nie chcę, żeby czuł się samotny w tym cudownym miejscu. Ma też do dyspozycji Syriusza, który jakoś się przemógł i go polubił i Liv, zawsze pomocną i miłą.

Spotkaliśmy się na Wieży Astronomicznej.

- Teraz gadaj, dlaczego nie powiedziałeś mi, że zamierzasz chodzić do Hogwartu? - pytam zawiedziony.
- Sam nie wiedziałem. Rodzice mi to zaproponowali. Wiesz, nigdy nie chodziłem do szkoły, od zawsze miałem naukę domową. To jest dla mnie coś zupełnie nowego, chodzić tutaj, do czegoś należeć, mieć przyjaciół, których mogę spotykać na co dzień, a nie tylko w wakacje. Od razu się zgodziłem, nie mrugnąłem nawet okiem, chciałem coś zmienić w moim życiu, od teraz zaczynam nowy rozdział. Ty możesz być jego częścią. - opowiedział mi jak to było.
- Z miłą chęcią będę. A powiedz jak ci się podoba zamek, nauczyciele, uczniowie? - zaczął mi wszystko po krótce skracać.
- Cieszę się, że ci się podoba, możesz czuć się tu jak w domu. Co prawda nie jest to wypasiona willa, ale sądzę, że znajdziesz tu swoje miejsce. Możesz zawsze na mnie polegać, mówię serio, wiesz gdzie mnie znaleźć, stary.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo ci jestem wdzięczny, James.

Siostra Jamesa Pottera Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz