30 czerwca
~ Liv Potter ~
Koniec roku, po tylu miesiącach obijania się, nareszcie można z dumą powiedzieć, że egzaminy zdane i można jechać do domu.
Próby zakończone, przedstawienie we wrześniu, trzeba psychicznie odpocząć do Wright i się zrelaksować, bo po tych dwóch miesiącach czeka nas tyrania OWUTEMów. Pucharu domów oczywiście nie wygraliśmy, było by to wielkim zaskoczeniem, gdyby tak się stało. Przez naszych kochanych Huncwotów nie mieliśmy nawet najmniejszych szans.
Teraz jedziemy Ekspresem Hogwart-Londyn. Na szczęście nie rozstajemy się na długo, bo już jutro jedziemy całą naszą paczką na miesiąc do domku letniskowego naszych rodziców.
- Dawno nie graliśmy w butelkę. - rzekł w pewnym momencie mój bliźniak.
- I niech tak pozostanie. - oparła Ruda.
- Nie bądź taka sztywna.
- A ty taki tępy! - zaczęli się przekrzykiwać.
W międzyczasie sobie pospałam, na ramieniu Łapy.
Tak nam minęła podróż.
Z dworca odebrali nas rodzice.
Gdyby nasz związek się wydał, nie mam bladego pojęcia co by na to powiedzieli, ale aż strach o tym myśleć...
Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i pojechaliśmy naszym cudownym autkiem do Doliny Godryka. Jutro spotkamy się w centrum Londynu, żeby wszyscy mieli jak dojechać i było fair.
Stamtąd nasz tata nas teleportuje do domku letniskowego nad jeziorem daleko od wszystkiego. Będziemy tam aż do sierpnia.
Taki fajny odpoczynek od nauki, gwaru i ogólnie wszystkiego.
James i Lily będą musieli nas opuścić na jeden weekend, bo jej gburowata siostra wychodzi za Vernona. Są siebie warci, tyle powiem. Niektórzy z nas ukończyli kurs teleportacji miesiąc temu, w tym mój brat, ja Syriusz, Frank, Peter, Remus, Dor i Mar. Reszta, czyli Ala i Lily zrobią go, kiedy skończą 17 lat, czyli już w wrześniu będą miały pełne prawo do tego.
3 lipca, czyli w piątek wieczór Rogacz teleportuje ich do Surrey, a wrócą dopiero szóstego w poniedziałek rano. Czeka ich niezła zabawa, kiedy tymczasem my tylko będziemy siedzieć przy ognisku i jeść pianki.
Weszliśmy do domu i od razu znalazłam się w swoim pokoju.
W końcu mogę używać magii poza szkołą, ale nie będę jej nadużywać, przynajmniej na razie. Trzeba się rozpakować z kufra szkolnego i spakować w kufer wakacyjny. Czeka mnie długi wieczór.
Parę godzin później przyszli do mnie chłopcy.
- Trzeba ustalić kto ma z kim pokój. - rzekł mój chłopak na wejściu. Tyle dobrego, że jest tam dużo pokoi z dużą ilością łóżek.
- A nie byłoby lepiej to zrobić, kiedy będziemy z wszystkimi na miejscu. - zasugerowałam, szukając okularów przeciwsłonecznych.
- Ale jakiś wstępny plan możemy ustalić. - przewróciłam oczami.
- To ustalaj. - odparłam, wzdychając.
- Więc, my z Łapą mamy razem.
A jakby inaczej.
- Ja mam z Lily. - tylko dodałam szybko.
Najlepsze z tego wszystkiego będzie to, że kiedy nasza zakochana para wyjedzie na parę dni, będziemy oboje z Syriuszem mieć wolne pokoje. A to oznacza, że spędzimy razem dużo pięknych chwil sam na sam.
- Zakładam, że Alice będzie chciała z Frankiem. - dodał szatyn.
- A Mary z Remusem?
- Nie. Nie zostawi ona Meadowes na rzecz Luńka. - odpowiedziałam szczerze.
- Myślisz?
- Ja to wiem.
- Czyli one będą razem, a Remus z Glizdogonem. I wszystko jasne, można iść spać. - orzekł okularnik.
- Jadłaś kolację? - spytał Łapa, leżąc na moim łóżku.
- Nie zdążyłam.
- To idź zjedz. - nie, nie pójdę.
- Nie mam ochoty.
- Ale będzie dla ciebie lepiej, jeśli...
- Jeśli nie chce, to jej nie namówisz. - wtrącił się na szczęście mój bliźniak.
Spojrzałam w końcu na Blacka.
- Dobranoc, ja idę spać, zanim wyjdą duchy spod szafy. - James nas opuścił.
- Możesz się nie wtrącać w moją dietę?
- Czy ty cokolwiek dzisiaj jadłaś?
- Tak, śniadanie w Wielkiej Sali...
- Tylko? Chyba nie jesteś poważna?!
- Naprawdę będziemy się teraz kłócić o to czy coś dzisiaj jadłam czy nie? Ja się ciebie nie pytam o to, co jesz i czy wogóle, więc proszę cię mnie też zostaw w spokoju. I nie krzycz, bo wszyscy śpią.
- Przyniosę Ci coś. - wyszedł. A ja załamałam ręce.
Wyskoczyłam przez okno.
To nie było planowane, powiem nawet, że się wahałam nad podjęciem tej decyzji, ale szala przeważyła i to zrobiłam.
Wiedziałam jednak, że pod moim oknem jest miękko, bo ogólnie są tam kwiatki, trawka i krzaki, wiec nie bolało to aż tak jak powinno, a i miałam do dyspozycji różdżkę.
Czeka go wielkie zaskoczenie, kiedy wróci z kanapkami.
Nie wiem dlaczego nie chce nic jeść, może po prostu nie mam apetytu, a może tylko nie chce dać mu satysfakcji, że ma rację.
Jedno łączy się z drugim.
Zimne powietrze uderzyło mnie w twarz.
Syriusz wrócił i zajrzał przez okno.
- Ty masz nierówno pod sufitem. - rzekł. Jakby tego nie wiedział już dawno. - Natychmiast wracaj na górę.
- Chyba śnisz. Muszę się przewietrzyć. - zaczęłam iść w stronę bramki.
Kiedy byłam już poza terenem naszego domu, usłyszałam za sobą kroki. Mam nadzieję, że to on, bo jeśli nie, to jestem w czarnej dziurze. Nie wzięłam różdżki.
- Olivio Euphemio Potter...- odwróciłam się. - Wracajmy do domu.
- Po twoim trupie. - odparłam złowrogo.
- Brałaś coś albo piłaś? - podejrzewał mnie.
- Nie, to tylko ty tak na mnie działasz. - przewrócił oczami.
- Przestań świrować i wracajmy, zanim ktoś się dowie, że jesteśmy poza domem.
- Nie znałam cię od tej strony.
Odpowiedzialny, rozsądny, bojący się ryzyka, to nie ty.
- Myślisz, że wszystko o mnie wiesz? A tak naprawdę nie wiesz nic.
Zaczęłam iść w stronę placu zabaw.
- To nie jest śmieszne, Potter. Chodź albo...
- Albo co? Zerwiesz ze mną? - zakpiłam.
- Gorzej.
Co może być jeszcze gorszego...
- Powiem o nas Euphemii i Fleamontowi, może nawet Jamesowi. Cała rodzinka do kompletu.
- Nie odważyłbyś się. - zaczął padać deszcz.
- Sprawdź mnie. - odwróciłam się i zaczęłam się kierować w stronę domu.
- Nie nawidzę cię!
Mogłam tak nie krzyczeć, jeszcze przybędzie pani Forbes i znowu będzie się nas pytać o naszą relację. Jeszcze by powiedziała rodzicom.
- Nawet nie reaguję na twoje humorki. Zobacz, jestem cierpliwy i spokojny, normalnie jak Remus. - szedł obok mnie całkiem zadowolony.
- Jak zacznę cię okładać, to na pewno się to zmieni, więc nie podskakuj.
- Ty ciągle masz o coś problem.
- Może jeszcze powiesz, że to ja jestem problemem. - rozpadało się na dobre. Ja zaraz też się rozpłaczę.
- Nie, wiesz, że nie. Czy możemy żyć w zgodzie? Czy możesz nie być sarkastyczna choć przez jeden dzień?
Spojrzałam na niego zaskoczona.
- Bo niby ty jesteś inny.
- Chodzi mi o to, że jesteśmy zbyt do siebie podobni, dlatego nie możemy się dogadać.
- Może to znak. - otworzyłam furtkę.
- Chcesz coś przez to powiedzieć?
- Tylko tyle, że chyba uderzyłeś się w głowę, bo mówisz takie bzdury, że aż zachciało mi się jeść. - weszliśmy do domu, a potem do góry po schodkach.
- To zjedz i idź w końcu spać, bo jesteś nie do wytrzymania.
- Wzajemnie. - odparłam i położyłam się do łóżka, uprzednio się myjąc i zjadając kanapki.
Jutro jest nasz wyjazd i nic mi tego nie zepsuje, nawet pan wszechwiedzący Black.
CZYTASZ
Siostra Jamesa Pottera
FanfictionLiv Potter to 15-letnia dziewczyna, która do czasu uczy się w Beauxbatons. Lecz później przenosi się do Hogwartu, gdzie odnawia relacje z bratem i poznaje jego przyjaciół. Czy ich polubi? Czy może się w którymś zakocha? Zobaczcie sami.
