~ Syriusz Black ~
- A więc, zebraliśmy się tutaj po to, żeby...- pozwolę dokończyć komuś za siebie.
- Żeby umieć się bronić...? - ktoś zapytał lub odpowiedział, trudno stwierdzić.
- Pudło.
Stoję na środku sali, a wokół mnie znajdują się różni uczniowie, w tym Miguel. Rozpowszechnił informację o spotkaniu na cały Hogwart, jestem mu za to wdzięczny. I tak oto mam paru uczniów, którzy chcą się czegoś nauczyć o walce wręcz. Tutaj będzie obowiązywał zakaz różdżek.
- To dlaczego? - spytała ta sama osoba, która wcześniej się odzywała.
- Jeśli nie umiesz samemu sobie odpowiedzieć na to pytanie, to wyjdź. - milczenie. - Kto również nie wie po co się tutaj znajduje, niech w tej chwili wyjdzie. - poczekałem chwilkę. Klasę opuściło z pięciu nastolatków.
- Tak więc, wy zostaliście, bo wiecie po co tu jesteście. Chcecie stać się twardzielami, z którymi nikt nie będzie chciał zadrzeć i będą się was bać na sam widok! Odwrócicie scenariusz. To wy będziecie straszyć innych.
A więc trzeba dać naszemu...- spróbowałem dać temu jakąś nazwę.
- Stowarzyszeniu?
- Organizacji?
Westchnąłem.
- Klubowi? - padały różne propozycje, ale na żadną się nie zdecydowałem.
- Dobra, nieważne, po prostu dajmy temu nazwę. Propozycje? - popatrzyłem na Miguela i innych moich uczniów.
Sami luzerzy, nerdy i dziwacy.
To będzie długa droga, ale postaram się ich przekształcić w inne osoby.
Już nie będą mieć głupich okularów, pryszczy, debilnych sweterków czy innych zmutowanych rzeczy. Od teraz będą modnie się ubierać, mieć zadbaną skórę i włosy, i co najważniejsze będą umieli się postawić czy sprzeciwić swoim oprawcom. Bowiem niedługo sami nimi będą.
- Dobra, nazwa może poczekać. - oznajmiłem, gdyż nikt się nie kwapił do pomocy z wymyśleniem nazwy.
- Musimy ustalić inne zasady...a więc...- przerywam, bo otworzyły się drzwi. Oby to nie tylko jakiś profesor, bo zepsuje nam całą zabawę. Odetchnąłem z ulgą, kiedy zobaczyłem jakiegoś spóźnionego chłopaka.
- Przepraszam za spóźnienie.
- Witaj, przybyszu. Wstąp w szereg. - mówię.
Wydał mi się jakiś podejrzany. Oby nie był tylko jakimś tanim szpiegiem ze Slytherinu czy coś w tym rodzaju.
Podeszłem bliżej. Stali jeden przy drugim wzdłuż klasy. Golden był najnormalniejszy z nich wszystkich, dlatego oszczędziłem mu wyzywania i przeszedłem do następnego ludzia. Najpierw miałem powiedzieć zasady, dlatego znowu się oddaliłem i zacząłem mówić. Ale mieszam.
- Macie mówić na mnie Łapa, zrozumiano?
- Tak, Łapo. - odpowiedzieli moi wszyscy uczniowie, tylko przybysz się zaśmiał.
Podszedłem do niego.
- Coś ci nie pasuje? - spytałem go, patrząc mu w oczy.
Niby wygląda niewinnie, a widać, że ma charakterek. Jest ubrany w jakieś szare spodnie.
Gdzieś już takie widziałem...Ale to teraz nie jest ważne. Wtedy nie zastanawiałem się nad tym długo.
Bluzę z kapturem ma koloru czarnego z jakimiś wzorami, oczywiście z męskimi. Buty najnormalniejsze w świecie. Włosy kręcone, czarne, dosyć bujne, orzechowe, charakterystyczne oczy, i leciutkie rysy twarzy. Kolejny dziwak, ale moim zadaniem jest to zmienić.
Wytrzymał moje spojrzenie. Szacun, nie wiele osób to potrafi. Mam bardzo piękne oczy, od których nie można się oderwać, on też to zauważył, dlatego później pierwszy odwrócił wzrok w bok. Wiem ze gadam bez sensu, znaczy myślę, ale taka moja natura, uważam siebie za bóstwo.
- Nie.
- Jak ci na imię? - czy mi się wydaje, czy zaskoczyło go to pytanie...nie, nie możliwe.
- Eee...Oliver. - odpowiada po zastanowieniu. Wszyscy patrzą na nas z ciekawością.
- A na nazwisko? - dopytuje. Będę musiał się nauczyć imion tych nerdów. Cóż...taka rola nauczyciela.
- Terry.
- Oliver Terry. Okej. - przeszedłem do następnych.
- A ty? Tak, do ciebie mówię, rudzielcu o tępym wyrazie twarzy!
- Hej, nie mów tak o nim! - odezwał się Oliver.
- A ty co, jego adwokat, obrońca?
- Skąd wiesz kto to jest adwokat? Przecież jesteś czystokrwisty. - oznajmia.
- Ooo, widzę, że coś o mnie wiesz. A znam to słowo stąd, że mam przyjaciółki z mugolskich rodzin. Ale te zajęcia nie służą do poznawania siebie nawzajem, tylko do samoobrony i ataku. Więc, jak masz na imię rudzielcu, imiona wystarczą. - I tak nie zapamiętam wszystkich, od razu mówię, miejcie to na uwadze!
- Samuel, ale przyjaciele mówią mi Sam.
- To ty masz przyjaciół? Wielkie nieba. - zawstydza się. Przewracam oczami z przyzwyczajenia. - Ty, z pryszczem na czole?
- Wybacz...Łapo, ale nie powinieneś tak traktować swoich podopiecznych...to znaczy nie możesz żartować z czyjegoś fizycznego wyglądu, nie mamy wpływu na to, jak wyglądamy. - prychnąłem.
- Sugerujesz mi, że nie mam wogóle prawa żartować z czyjegoś wyglądu? - pytam bezpośrednio.
- Tak!
- Okej, powiem Ci coś. Może nie uczą was tego tutaj, w szkole, ale życie nie ma litości i ludzie przez całe wasze życie będą was ośmieszać, robić z was to, co będą chcieli. Ponieważ życie nie zna granic. Ale ja postaram się was do tego przygotować! - zwróciłem się do wszystkich.
CZYTASZ
Siostra Jamesa Pottera
Fan-FictionLiv Potter to 15-letnia dziewczyna, która do czasu uczy się w Beauxbatons. Lecz później przenosi się do Hogwartu, gdzie odnawia relacje z bratem i poznaje jego przyjaciół. Czy ich polubi? Czy może się w którymś zakocha? Zobaczcie sami.
