Rozdział 120: Szok

26 1 0
                                        

Sobota

~ Liv Potter ~ 

Obudziłam się z krzykiem. Dorcas aż podskoczyła i wylała trochę lakieru do paznokci. Tylko ona bowiem była w pokoju. Na zegarze widniała godzina 11³⁰.
- Aleś mnie przestraszyła. - posprzątała różdżką wyrządzone szkody. - Miałaś koszmar? - dodała.
Założyłam okulary i odparłam:
- Coś w tym rodzaju. - Gdzie reszta? - dodałam.
- Alicja poszła z Frankiem do wioski, chyba już do siebie wrócili, pomimo że nic nam nie powiedzieli. Mary poszła się spotkać z Remusem, również w Hogsmede, a Lilka poszła z siostrą. - odpowiedziała.
- A ty? Czemu nie poszłaś? - zaczęłam powoli wstawać. Te sny mnie kiedyś wykończą. Jak mogą mi się śnić takie absurdalne rzeczy. To już przesada. Pierwszy raz Black śnił mi się w wakacje w Liverpoolu. To było okropne, a teraz znowu to powraca. Dlaczego tak się dzieje, nie mam pojęcia i chyba nie chcę wiedzieć.
- Nie miałam z kim iść.
- Mogłaś iść z z Huncwotami. - szukałam w szafie ubrań na dziś.
- No co ty, James podobno poszedł na randkę z jakąś laską, Łapa mu ją zorganizował. - przypadkowo upuściłam wieszak, ale szybko go podniosłam.
- A reszta? - spytałam, ubierając jakąś luźną, fioletową koszulkę.
- Remus, jak już mówiłam, jest z Mar, a Peter z Syriuszem poszli na browara.
- No to mogłaś się do nich dołączyć.
- I miałam cię tu samą zostawić, nie było opcji.
- Dorcas, przyznaj, że James kazał ci mnie pilnować.
- No co ty, Livka, chyba nie podejrzewasz mnie o takie świństwo, ja i układy z Rogaczem, niemożliwe. - poszła do łazienki. Na pewno jej kazał. Westchnęłam.

Ubrałam czarne, luźne spodnie i zajęłam łazienkę, kiedy Meadowes wyszła. Umyłam zęby, buzię, ułożyłam włosy i się pomalowałam. Tak można się pokazać ludziom.

- Idę na dół. Zaraz wracam.
- Spoko.

Zeszłam do pokoju wspólnego i zaczęłam szukać kogoś, kogo znam i nie poszedł do wioski. W fotelu w kącie znalazłam kogoś odpowiedniego.
- Hej, Marlena. Co tam? - pytam, dosiadając się.
- Hej, a nic ciekawego, uczę się. A co u ciebie?
- Jestem chora. - zaśmiałam się. - A przynajmniej mój brat tak twierdzi.
- Interesujące...- powiedziała, czytając jakiś fragment w podręczniku od transmutacji.
- Jak ci się układało z Apollo pod koniec roku szkolnego? - wypaliłam.
Zaśmiała się szczerze.
- To naprawdę dziwna historia. Wtedy co do niego poszłam, co nie, kiedy ci o tym powiedziałam w czerwcu...- przytaknęłam. - ... to przyjął mnie bardzo serdecznie, nie mam pojęcia jakie panują zwyczaje w Hiszpanii, ale po prostu zaczął mnie całować. - tak jak Dorcas, prawie Mary i mnie.
- Na brodę Merlina i co? - spytałam, patrząc na nią intensywnie.
- No co? A jak myślisz?
- Ty tego nie przerwałaś. - domyśliłam się. Zaśmiałam się krótko.
- Po tym incydencie nie mieścimy już ze sobą do czynienia.
Koniec końców Syriusz nas nie zobaczył.
- No cóż, tak musiało być. - podsumowałam.
- Przeszła mi już obsesja na niego, po tym, co mi zrobił na naszej randce.
- Tak, nagannie się zachował. - odparłam.

Nie wiem czemu, ale nie chciałam jej mówić, że Łapa chce do niej znowu podbijać. Usłyszałam to z pokoju Łapy, kiedy gadał o tym z Jamesem w Dolinie Godryka.

Pożegnałam się i wróciłam na górę do brunetki. Czytała magazyn Czarownica i szykowała jakieś dziwne rzeczy.
- Co robisz?
- Szukam nowych inspiracji. Mogę na tobie potrenować?? Proszę...-  i tak nie mam nic do roboty. Co mi szkodzi.
Wzruszyłam ramionami.
- Świetnie, usiądź tu. - pokazała swoje łóżko. Siadłam przed nią. Ona za mną.
Przyniosła szczotkę, gumki, wałki oraz inne bibeloty i zaczęła nawijać jak katarynka.
- Więc, opowiadaj, jak było na wczorajszej randce z Caradoc'iem? Pocałowaliście się już?
- Co? O czym ty mówisz? Po pierwsze to nie była randka, a po drugie dlaczego mielibyśmy to zrobić? On mi się wcale nie podoba. - szarpnęła mnie za włosy.
- Ała, do cholery, Dorcas, mogłabyś być delikatniejsza. - No dobra, prawie.
- Co? Nie usłyszałam cię, możesz powtórzyć? - prowokowała mnie.
- Prawie mnie pocałował. - wyznałam.
- Dlaczego prawie? Co z tobą jest, dziewczyno? Przystojny chłopak, a ty się tak zachowujesz względem niego?
- Sama się za niego zabierz, jak jesteś taka mądra. - odszczekałam jej.
- Aha, rozumiem, podoba Ci się ktoś inny. Kto to, znam go?
- Co? - nie rozumiałam jej kompletnie.
- Myślisz, że nie dałam mu się pocałować tylko dlatego, że jest ktoś inny, prawda?
- A nie jest tak? - zaczęła mi robić mnóstwo warkoczyków tak, że na koniec miałam w nich całą głowę.
Wyglądałam jak nie ja.
- Nie, nie jest, jesteś w błędzie. Po prostu ty jesteś zakochana i wszędzie widzisz miłość. - dokopałam jej.
- Że co proszę? Ja? Zakochana? Niby w kim? - próbowała się wymigać.
- Nie wiem, ty mi powiedz.
- Nie, nie, chcesz wszystko obrócić przeciwko mnie. Rozmawiamy o tobie.
- Ale w czym problem teraz mówić o tobie? Poza tym skończyłyśmy rozmowę na mój temat. - powiedziałam.
- Nie wydaje mi się. - skończyła mi robić włosy. Wyglądałam jak jakaś wariatka. Ale w sumie mi się podoba, mogę tak nawet wyjść do Wielkiej Sali.

Siostra Jamesa Pottera Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz