Wtorek, 4 kwietnia
~ Liv Potter ~
Wczoraj był trening. James rzucił na mnie to wcześniej wspomniane zaklęcie i było dobrze. Nawet nie padało.
Tak to można żyć.
Ale jest jeden problem.
Dziś ma się odbyć pierwsza próba naszej gównianej sztuki.
Nie mam pojęcia czy iść czy jednak nie...
Poza tym to nawet nie wiem kto jest moim Romeo!
To będzie porażka. Wiem to, nie muszę tego przeżywać.
Ostatnią sprawą jest to, że Slughorn o mnie zapomniał i nie będę mieć korepetycji, no cóż, tak miało być, i tak nie chciałoby mi się na nich siedzieć. Zwykła strata czasu.
Dalej się nie odzywam z Blackiem przy Dorcas. Musimy przynajmniej przez tydzień tak robić, żeby uwierzyła w to, co się odbyło.
Wieczorem siedziałam w dormitorium z Lilką. Zastanawiałyśmy się czy mamy tam iść czy nie. Ona jako publiczność, ja jako aktorka.
Co ze mnie wogóle za aktorka.
Ja nie umiem grać ani nic z tego. Dlaczego ci idioci mnie wybrali, czy oni mają rozum.
A jeśli na dodatek się dowiem, że mój brat i Łapa na mnie głosowali, to ich zatłukę.
- I tak musisz się wytłumaczyć jakoś Wright, czemu nie przyszłaś, więc możemy iść...chociażby, żeby zobaczyć kto został twoim księciem z bajki.
- James wie, a mi nie powiedział. - rzekłam zła.
- Może chciał cię potrzymać w niepewności?
- Nie broń go!
- Ja wcale go nie bronię, ja tylko...przecież wiesz, że...
- Dobra, już się nie tłumacz. Wstawaj, idziemy zobaczyć ten cały cyrk. - poszłyśmy do sali prób, czyli starej sali do transmutacji.
Została ona przetransmutowana na coś lepszego. Wszystko było oświetlone. A na środku stała ogromna scena, a przed nią krzesła dla widowni. Obsada już tam była i tylko na mnie czekano.
Gdy weszłam, Wright już zaczęła swój monolog o „pasji i talencie aktorskim”. Syriusz oczywiście stał oparty o ścianę, nonszalancko podrzucając różdżkę w dłoni.
- Ooo, proszę państwa, gwiazda raczyła się pojawić! - oznajmił z szerokim uśmiechem, a cała sala wybuchła śmiechem.
- Zamknij się, Black. - rzuciłam lodowato i usiadłam na najdalszej ławce. - I wcale nie jestem spóźniona.
Lily też sobie klapnęła.
- Nieee, skądże. My tu tylko czekaliśmy na twoje wielkie wejście, Potter. - jego uśmiech był tak bezczelny, że aż chciało się rzucić w niego podręcznikiem.
- Przepraszam, że cię zawiodę, ale nie mam zamiaru w tym brać udziału. - oznajmiłam na głos, żeby wszyscy słyszeli.
- Co? - Wright wyglądała, jakby ktoś właśnie złamał jej serce. - Panno Potter, jesteś główną rolą! Publiczność już czeka na twoje „Romeo, Romeo”!
- Publiczność poczeka sobie wieczność. - odpowiedziałam chłodno. - Ja nie zamierzam w tym brać udziału.
Syriusz teatralnie westchnął, zrobił krok w moją stronę i z udawaną troską powiedział:
- Zrób to, a do końca szkoły Luniek będzie odrabiać Ci lekcje.
- Nienawidzę cię. - syknęłam.
- Wzajemnie, księżniczko. - mrugnął.
A Wright tymczasem klasnęła w dłonie.
- Skoro wszyscy są już obecni, zaczynamy!
Spojrzałam na Syriusza, a on uśmiechnął się jak diabeł, który właśnie dostał nową duszę do kolekcji.
I wiedziałam, że to się skończy źle. Bardzo źle.
- Nie. - powiedziałam automatycznie.
- Tak. - odpowiedziała Wright tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Syriusz złapał mnie teatralnie za rękę.
- Chodź, księżniczko. To tylko scena. - zaciągnął mnie na nią.
- Jeszcze raz mnie tak nazwij, a zobaczysz, gdzie wylądujesz.
Stanęliśmy na środku. Wright podała Syriuszowi kartkę.
- Zacznij od „Ależ to moja miłość...”.
- Dlaczego on ma cokolwiek czytać? - zdziwiłam się.
- Bo jest Romeo.
- Słucham? Jaja sobie robicie?! -
szatyn spojrzał na mnie z tym swoim cwanym uśmiechem.
- Ależ to moja miłość, która...
- Przestań tak na mnie patrzeć! - przerwałam mu.
- Jak? - zapytał niewinnie. - Przecież tak wygląda zakochany Romeo.
- Ty nigdy w życiu nie wyglądałeś na zakochanego! - syknęłam. - Wyglądasz jak... jakbyś planował coś głupiego.
- To akurat trafne. - mruknął Remus spod sceny.
Syriusz roześmiał się i ciągnął dalej:
- Miłość, która świeci jak gwiazda...
- Jak ci zaraz przywalę, to też będziesz świecił. - rzuciłam groźnie.
- Liv! - Wright prawie zawału dostała. - To scena miłości, nie bójki!
- No to może niech Romeo się zachowuje jak Romeo, a nie jak idiota.
Syriusz nachylił się do mnie z poważną miną.
- Wiesz, że w pewnym momencie mamy się pocałować, prawda?
- Co?! - krzyknęłam, a cała sala wybuchnęła śmiechem.
- Tak jest w scenariuszu. - Wright była czerwona jak burak. - W akcie drugim, scena balkonowa...
- Ale przecież pani mówiła, że...że to szkoła i nie będzie żadnego całowania. - zbulwersowałam się.
- Zmieniłam zdanie, Romeo mnie przekonał. Będzie to bardziej realistyczne dla publiki.- oznajmiłam wściekle.
- To mnie tutaj nie będzie. - oznajmiłam. - Nigdy.
Black wyglądał, jakby właśnie dostał najlepszy prezent urodzinowy w życiu.
- Ależ Julii nie wypada uciekać przed prawdziwą miłością. - rzucił z szelmowskim uśmiechem.
- Ty nie jesteś prawdziwą miłością, Black. Ty jesteś koszmarem.
- Koszmarem w przystojnym wydaniu.
- NIE ZBLIŻAJ SIĘ DO MNIE! - ryknęłam, kiedy zrobił krok w moją stronę, publiczność, czyli reszta obsady, prawie spadła z krzeseł ze śmiechu.
Wright złapała się za głowę.
- To będzie długa, długa droga...
- Czy ja mogę zrezygnować?
- Nie, nie ma nawet takiej opcji. Podtrzebujemy cię. - westchnęłam.
- Ale nikogo całować nie będę.
- Możecie zrobić udawany...
- zaczęła Wright, ale Syriusz już zdążył się rozpromienić jakby usłyszał najpiękniejsze słowa świata.
- Nie ma mowy. - powiedziałam stanowczo. - Ani prawdziwego, ani udawanego, ani żadnego.
- Ależ, panno Potter. - wtrącił Syriusz, kładąc rękę na sercu, jakby był bohaterem wielkiego romansu. - Publiczność oczekuje emocji! A my im je damy. Prawda, pani profesor?
- Prawda! - Wright aż się ożywiła. - Musi być chemia!
- To ja wam mogę zafundować chemiczną reakcję. - syknęłam. - Jak zaraz rzucę w niego eliksirem trądzikowym, to będzie widowisko.
- Nie bądź taka zasadnicza, księżniczko. - Syriusz nachylił się tak blisko, że aż cofnęłam się o krok. - Trochę realizmu nikomu nie zaszkodziło.
- Jeszcze raz mnie tak nazwij, a zobaczysz, co to znaczy realizm w wykonaniu Potterów.
- Syriusz, przestań ją prowokować. - rzucił Remus spod sceny, ale nawet on ledwo powstrzymywał śmiech.
- Ja? Ja tylko jestem profesjonalistą. - powiedział Black z niewinną miną. - W końcu Romeo i Julia… to para wiecznych kochanków.
- Ty nawet nie umiesz być kochankiem w sztuce! - wrzasnęłam.
Syriusz spojrzał na Wright, uśmiechnął się i nagle teatralnym szeptem rzucił:
– Widzicie? Ona już mnie pragnie.
Cała sala ryknęła śmiechem. Lily aż się przewróciła na krześle, Dorcas piszczała, a James wyglądał, jakby miał ochotę zabić Syriusza, ale jednocześnie sam się śmiał.
- Profesor Wright. - powiedziałam ze śmiertelną powagą. - ...albo wyrzuci pani z tego scenariusza tę całą scenę balkonową, albo ja się wypisuję.
- Absolutnie nie! - była nieustępliwa. - Dla dobra sztuki…
- …poświęcę się. - dokończył Syriusz z triumfalnym uśmiechem.
- Nie poświęcisz się. - powiedziałam tak chłodno, że aż cicho zrobiło się na sali. - Bo jak się do mnie zbliżysz, to publiczność zobaczy tragedię w wersji naprawdę realistycznej.
Łapa tylko mrugnął. - Widzisz? Ona mnie uwielbia.
- UWIELBIAM?! - krzyknęłam. - Ja cię…!
- Dobrze, dobrze. - Wright uniosła ręce, żeby nas uciszyć. - Ustalimy to później. Teraz akt pierwszy, bez pocałunków. Romeo, Julia, na scenę.
- Już jesteśmy. - odpowiedział Syriusz i zanim się obejrzałam, złapał mnie znowu za rękę. - Spokojnie, księżniczko. Dzisiaj tylko miłosne wyznania.
- Jutro twoje pogrzebowe. - syknęłam, ale weszłam na scenę.
Reszta obsady jeszcze się śmiała.
CZYTASZ
Siostra Jamesa Pottera
FanfictionLiv Potter to 15-letnia dziewczyna, która do czasu uczy się w Beauxbatons. Lecz później przenosi się do Hogwartu, gdzie odnawia relacje z bratem i poznaje jego przyjaciół. Czy ich polubi? Czy może się w którymś zakocha? Zobaczcie sami.
