Rozdział 165: Alkoholicy

23 0 0
                                        

30 maja

~ Liv Potter ~

Właśnie się odbył ostatni mecz w tym sezonie - Gryffindor kontra Slytherin. Oczywiście, że wygraliśmy my, nie mogło być inaczej. Tym samym wygraliśmy puchar Quidditcha. Z tej okazji nasz kapitan James i jego najwierniejszy przyjaciel Syriusz
urządzili imprezę w naszym pokoju wspólnym.

Właśnie siedziałam na kanapie z dziewczynami, kiedy usłyszałam wrzask Franka:
- Zawody w piciu ognistej whisky! - Huncwoci oczywiście na to poszli, nawet Remus, który jest prefektem.
- Ja im zaraz wybije ten pomysł z głowy. - Alicja wstała i poszła zrobić awanturę.
- Ja też. Nie chcę później mieć pijanego chłopaka. - Mary do niej dołączyła.
- Ty nic nie powiesz? - spytała Meadowes Rudą.
- Nie tym razem. - odparła. Podniosłam brwi. Co za przemiana. - To nie moja sprawa. Chyba, że wydarzy się coś nieprzyzwoitego, wtedy pójdę tam jako szanujący się prefekt. Muszę zmniejszyć czas denerwowania się na Pottera do minimum. - dodała. Mało co nie wybuchłam śmiechem.
Wymieniłam spojrzenia z Dor i poszłam się przebrać do dormitorium. Nie będę paradować w stroju meczowym.

Ubrałam czarną, skórzaną spódniczkę i niebieską bluzkę na krótki rękaw z jakimiś czarnymi wzorkami. Uczesałam warkoczyki, poprawiłam makijaż i zeszłam na dół. Pierwszy raz od stuleci jakoś się uczesałam, ciągle tylko nosiłam rozpuszczone.

Kątem oka widziałam jak Remus z Mary wychodzą poza salon. Pewnie wycofał się z zawodów, żeby nie mieć problemów z blondynką.
Natomiast Longbottom nie dał się Gilbert, dlatego się pokłócili i ta zaszyła się w naszym pokoju.
Lily poszła ją ściągnąć do nas spowrotem. Nie pozwolimy przecież, żeby sama tam siedziała i płakała. Nie warto wylewać łzy na takich palantów.
Więc Frank, Peter, James, Syriusz, Leo, Johny i Will (nasz zastępczy pałkarz za Andy'iego) pili w najlepsze Ognistą i nie przejmowali się konsekwencjami. Zobaczymy kto polegnie pierwszy. Kiedy obok nich przechodziłam, Łapa puścił mi oczko. Przewróciłam oczami, ale też się uśmiechnęłam. Oby szybko zrezygnował, bo ja nie mam zamiaru go później tarmosić do jego dormitorium. Jeśli będzie pijany na maksa, to może nas wydać, więc wolałabym mieć go trzeźwego. A i nawet tak nie jest się w stanie opanować, więc jeśli się napije, to będzie normalnie katastrofa narodowa.

Usiadłam koło dziewczyn.
- Dlaczego on zawsze musi robić mi na opak? Dlaczego...- narzekała Ala.
- Nie dramatyzuj. Chodźcie, idziemy na parkiet. Niech zobaczą co tracą.
- Co ci się stało? - spytała, wybierając sobie mokre policzki.
- Aż tak źle...? - odparłam.
- Nie, przeciwnie, wyglądasz pięknie, ale jeszcze nigdy...
- Dobra, idziemy. - przerwałam i złapałam ją za rękę. Reszta ruszyła za mną. Wybrałyśmy miejsce, w którym chłopcy by nas idealnie widzieli.
Tańczyłyśmy prawie tak samo, jak byśmy były w klubie nocnym.
Lily po paru minutach się wykruszyła i uciekła do stołu z napojami.
Chwilę później usłyszałam szept koło ucha.
- Cześć, kochanie.
Syriusz złapał mnie jedną ręką za talię, a w drugiej trzymał kubek z czymś podejrzanym.
- Patrz, co ci przyniosłem.
- Siebie już upiłeś i teraz masz zamiar zrobić to ze mną. Nieźle. - wzięłam trunek i wyszłam z tego tłumu. Ruszył za mną.
- Nie przesadzaj. Wcale nie jestem taki pijany. - bronił się.
- Jeszcze. - odparłam i się napiłam. Piwo kremowe. Ma szczęście.
- Idziemy tańczyć? - spytał, patrząc na mnie błagalnym wzrokiem.
- Dopiero co stamtąd wróciłam. Nie, może później. - spojrzał na mnie tak, jakbym mu zabrała coś drogocennego.
Zamiast odpuścić, nachylił się jeszcze bardziej i powiedział z uśmiechem:
- Ja będę tańczył za nas oboje.
Zanim zdążyłam zaprotestować, chwycił moją dłoń i zakręcił mnie tak, że prawie wpadłam w tłum Gryfonów. Wszyscy ryknęli śmiechem, a on z triumfalnym uśmiechem stanął przede mną, trzymając mnie w pasie.
- Widzisz? Już zatańczyłaś. - puścił do mnie oko.
- Ty jesteś nienormalny. - pokręciłam głową, ale poczułam, jak kąciki moich ust drgają.
- I dlatego mnie tak kochasz. - odpowiedział bez cienia zawahania.
Zanim zdążyłam zgryźliwie skomentować, James nagle wpadł na parkiet, krzycząc:
- OTOCZCIE BLACKA, ON PRÓBUJE MI UKRAŚĆ MOJĄ SIOSTRĘ!
W jednej chwili wszyscy zaczęli gwizdać i bić brawo, jakby oglądali jakieś przedstawienie. Syriusz, zamiast się speszyć, teatralnie przyklęknął na jedno kolano, wciąż trzymając mnie za rękę.
- O, najpiękniejsza Liv Potter, zatańcz ze mną, nim umrę z pragnienia i upokorzenia. - zawołał, udając rozpacz.
Wybuchnęłam śmiechem, ale zanim się zorientowałam, już znowu mnie podnosił i obracał wśród rozbawionych uczniów. Cały pokój wspólny wiwatował, a ja miałam wrażenie, że zaraz pęknę ze śmiechu i zawstydzenia jednocześnie.
Kiedy muzyka przy stole dobiegła końca, Syriusz pochylił się do mojego ucha i szepnął:
- Widzisz? Nikt nie zauważył niczego podejrzanego. Myślą, że to tylko żarty.
- A to nie były żarty? - zapytałam, unosząc brew.
Odchylił się, patrząc na mnie z błyskiem w oku.
- A jak myślisz?
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Frank z hukiem runął z krzesła na podłogę, a całe towarzystwo rzuciło się do niego, zapominając o nas. Łapa tylko uśmiechnął się pod nosem.
- Los nas chyba bardzo lubi, Pchełko. Ciągle daje nam zasłony dymne.
- BLACK! Chodź tutaj! - zawołał go mój brat.
Pożegnał się, po czym poszedł do przyjaciół, a ja do swoich dziewczyn.
- Ten taniec nic nie pomógł, Liv, Frank dalej pił. - Ala dalej rozpaczała.
- Chyba wiadomo dlaczego. - przesłała mi pytające spojrzenie. - Jest zwykłym alkoholikiem i już.
- Trzeba wysłać go na odwyk. - dodała Dorcas. Złotowłosa nie wytrzymała tego dłużej i poszła do swojego chłopaka. Nie zważając na nic walnęła go z plaskacza, potem po prostu go pocałowała, a na koniec odeszła z gracją.

Siostra Jamesa Pottera Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz