25 grudnia, późny wieczór
~ Liv Potter ~
Florence szła wąskim korytarzem, nucąc coś pod nosem. Jej długie, czarne włosy falowały z każdym krokiem, a na ramieniu miała futrzaną pelerynkę, jakby właśnie wracała z kolejnego świątecznego miniprzyjęcia, na które nikt poza nią nie był zaproszony.
Nie zauważyła mnie, dopóki nie wyszłam z cienia.
- Och. Liv. - rzuciła, lekko zdziwiona. - Co u ciebie?
Nie odpowiedziałam od razu. Stałam oparta o ścianę, ramiona skrzyżowane, spojrzenie ostre jak ostrze tnącego zaklęcia.
- Potrzebuję trzech minut. Nie więcej.
Florence uniosła brew.
- Zawsze tak oficjalnie?
- Po prostu chciałabym mieć to za sobą. - odparłam znudzona.
Flora westchnęła z teatralnym zmęczeniem i oparła się o chłodny kamień.
- No dobrze. Domyślam się, że chodzi o wczoraj. O Syriusza.
Nie zmieniłam wyrazu twarzy.
- Chodzi o to, że go pocałowałaś.
Starsza Potter wzruszyła ramionami.
- To był tylko pocałunek, Liv. Nie sądziłam, że ty...
- Bo ci to nie pasowało do planu, prawda?
Florence wyprostowała się, lekko urażona.
- Nie miałam żadnego planu. - zaprzeczyła.
- Jesteś Florence Potter. Zawsze masz plan.
Przewróciła oczami, ale uśmiech zniknął z jej twarzy.
- Dobrze. Może miałam. Może pomyślałam, że jeśli on błąka się po balu jak zbity pies, to nie zaszkodzi... rozgrzać atmosfery. Poza tym, nie należysz do niego, Liv. Nie jesteście razem.
- Nie trzeba być z kimś, żeby go nie zdradzać, Florence.
- Ale to nie ty go zdradziłaś.
Zrobiłam krok bliżej. W jej oczach nie było już gniewu. Była lodowata świadomość.
- Nie. Ty tak. Mnie. - odpowiedziałam z żalem.
Florka otworzyła usta, ale nie znalazła odpowiedzi. I to bolało bardziej niż jakakolwiek kłótnia.
- Przez chwilę myślałam, że jesteśmy rodziną. I że to coś znaczy. - dodałam ciszej. - Ale najwyraźniej nie dla ciebie.
- Liv... on był wolny. I wiesz, że to nie potrwa długo. On nie traktuje mnie poważnie. - powiedziała.
- Ale ja traktuję poważnie siebie. I ciebie. Albo przynajmniej... traktowałam.
Niebieskooka spuściła wzrok.
Już się odwróciłam, gotowa odejść, ale w ostatniej chwili zatrzymałam się jeszcze raz.
- Jeszcze jedno.
- Tak?
- Jeśli go pocałowałaś, żeby mnie zabolało - to ci się udało.
Florence zbladła.
- Ale wiesz, co jest w tym najlepsze? Już mnie nie boli tak bardzo jak to, kiedy myślałam, że jesteś po mojej stronie.
I bez słowa więcej odeszłam w stronę schodów. Z wysoko uniesioną głową.
Florence została w miejscu. Wreszcie – bez planu.
Potem wróciłam do dormitorium. Każda była zajęta sobą.
Lily czytała książkę od eliksirów, Mary kręciła włosy różdżką, Ala malowała paznokcie na miętowo, a Dorcas medytowała na podłodze.
Pięć minut później zaczęły się rozmowy.
- Wczorajszy bal przejdzie do historii Hogwartu. - zaczęła Meadowes. - Tyle się działo. Lily zatańczyła z Jamesem więcej niż raz i go nie atakowała.
- Miałam powody. Po pierwsze to...- wtrąciła Ruda.
- Okej, później nam opowiesz, jaki to Potter jest wspaniały.
- Czy ja kiedykolwiek tak mówiłam?! Nie! - sama sobie odpowiedziała.
- Mary tańczyła na stole, kiedy Remus nie patrzył. Alicja wygrała konkurs na wypicie jak największej ilości soku dyniowego, ja poderwałam Benia Fenwicka i zaczynam mu się podobać. - wszystko mnie to ominęło, bo...byłam zajęta przesiadywaniem poza wielką salą z Filchem albo z Kaiem.
- A ty, Liv...miałaś najlepsze, podwójne zniknięcie ever.
- Ale za każdym razem wróciłam. - odparłam złośliwie.
- Aa, i jeszcze dodam, że spiłaś się jak jakiś menel i musieli cię wynosić...- zaśmiała się.
- Tak, jak Lilka, miałam powody.
- Przechodzimy do części numer dwa.
Peter nieźle tańczył z tą dziewuchą, jak jej tam było...
- Carmen. - odrzekła Evans.
- Nie chcę wiedzieć skąd to wiesz, ale niesamowicie wymachiwała tymi swoimi pazurami i machała włosami na prawo i lewo, Pettigrew ledwo nie został zmiażdżony przez jej obcasy.
Natomiast Lupin...- popatrzyła się na Mary. - ...pilnował tylko porządku, nic specjalnego. Frank wygrał konkurs pt.: "kto wyjdzie ostatni z balu". Rogacz zatańczył z każdą możliwą dziewczyną, nawet z McGonagall.
- Nigdy nie zapomnę jej miny. - zaśmiewały się z tego. Ja nie mam takich wspomnień.
- Natomiast Black całował się na oczach wszystkich z Florence Potter, twoją kuzynką, Liv. - spojrzały na mnie, Lily ze współczuciem.
- Nie musisz mnie uświadamiać, sama widziałam. Mało mnie to obchodzi. Może robić, co chce, nic mi do tego.
- To dlatego wyszłaś?
- Co to, przesłuchanie? - zapytał zirytowana.
- Żartuję, nie złość się, wiesz, że lubię plotki.
- Coś jeszcze się wydarzyło o czym nie wiem? - spytałam, ignorując ich spojrzenia, pytania i wszystko, co mnie dobija.
CZYTASZ
Siostra Jamesa Pottera
FanfictionLiv Potter to 15-letnia dziewczyna, która do czasu uczy się w Beauxbatons. Lecz później przenosi się do Hogwartu, gdzie odnawia relacje z bratem i poznaje jego przyjaciół. Czy ich polubi? Czy może się w którymś zakocha? Zobaczcie sami.
