Rozdział 155: Rozstania

29 0 0
                                        

10 marzec

~ Syriusz Black ~

Dzisiaj są 17 urodziny naszego Luniaczka. Będzie impreza stulecia. Oczywiście będzie alkohol, tańce, pot, dziewczyny, tort, prezenty i wszystko inne. Nie mogę się doczekać siódmej wieczorem. Muszę jeszcze znaleźć McKinnon i ją związać, żeby nie przeszkadzała mi w zabawie.

Poza tym to wymknęło się to spod kontroli. Miałem robić to wszystko dla zemsty, ale kiedy ma przyjść moment powiedzenia jej prawdy...chyba nie mam serca jej tego powiedzieć. Jest moją dobrą koleżanką z drużyny i naprawdę się we mnie zakochała.
Ale zaczyna mnie wnerwiać i irytować, będę musiał to zrobić, bo doprowadzi mnie do nerwicy. Ciągle chce mnie kontrolować i wogóle jest za miła, jak na dziewczynę, która została zdradzona i oszukana.
Same kłopoty są z tym. Chyba trzeba będzie to załatwić inaczej. Będzie musiała mnie zobaczyć z inną. Dzisiejsza impreza będzie idealna.

Przed przyjęciem w naszym dormitorium odbywały się ostre przygotowania. Także sobie gadaliśmy o tym i owym.

- Właśnie się dowiedziałem, że ten ćpun całował się z moją siostrą. Evans mi powiedziała. - rzekł Potter. Nie wiem czy Rudej można wierzyć.
Ale on myśli inaczej, jeśli Evans coś mówi, to jest to na sto procent prawdą.
Ale nie powiem, jeśli jest to prawdziwe, to serce mnie trochę zakłuło z zazdrości.
- Co twoim zdaniem Deaborn w niej widzi? - zapytał mnie James.
- A co ona widzi w nim? - odparłem, zapinając koszulę.
- Dearborn? Jest...mądry.
- A jakieś pięć godzin temu mówiłeś, że to kretyn.
- No cóż, on całował się z moją siostrą, prawda? Muszę go nienawidzić, wiesz? Tak dla zasady. - rzekł. Gdybym to ja był na jego miejscu, też by musiał mnie nienawidzić, tak dla zasady...to chore.
- Chyba masz rację.
- Więc co on w niej widzi? - dopytywał.
- Nie wiem. Jest inteligentna. Zabawna. Atrakcyjna.
- Atrakcyjna?
- Wiesz, ma ładną cerę. - dodałem.
- Cerę? Mówisz, że Caradoc spotyka się z moją siostrą ze względu na jej cerę?
- Cóż, nie, to znaczy, mówię tylko, że to może mieć jakieś znaczenie. - powiedziałem.
- Lily ma ładną cerę, jeśli o cerze mówimy szczerze.
- Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale chyba tak. Może ładną.
- Te wasze rozmowy są dość specyficzne. - wtrącił Remus.
Zaśmialiśmy się.

Kilka minut później zeszliśmy do salonu.
Zaśpiewaliśmy sto lat jubilatowi, daliśmy mu prezenty, zjedliśmy tort i zaczęła się zabawa na całego.
Od razu walnąłem sobie kieliszeczek wódki.
Ja już mogę, jestem dorosły.
Remus w sumie też, tylko Peter i Rogacz muszą jeszcze czekać.
Godzinę później znalazłem Livkę i poprosiłem ją do tańca. Zgodziła się niechętnie. Zostawiła dziewczyny i poszła ze mną na parkiet.
Na przyjęcie ubrała się w czarną, krótką miniówkę i czerwony, stylowy podkoszulek.

- Wyprowadź mnie z błędu, jeśli się mylę, ale jesteś z Deabornem? - zapytałem, patrząc na nią.
- Kto ci takich głupot nagadał? Nie jestem z nim i nigdy nie będę.
- Dlaczego? - zapytałem z ulgą.
- Dobrze wiesz dlaczego i nie zadawaj mi już tych bezsensownych pytań. - nie będę drążył tematu.
5 minut później zeszliśmy na bok.
- Noo, to była twoja chwila chwały, Black. - powiedziała Liv, sięgając po kielich ponczu. Piła go przez słomkę. - Wszyscy widzieli, że potrafisz tańczyć. Możesz umrzeć szczęśliwy.
- A ty, Potter, możesz teraz mówić, że zatańczyłaś z najbardziej pożądanym chłopakiem w Hogwarcie. - rzuciłem z udawaną skromnością.
- O Merlinie… - Liv przewróciła oczami, ale uśmiechnęła się mimo wszystko.
W tym momencie przez salę przebiegł Peter, cały oblany ponczem, za nim Dorcas z triumfalnym okrzykiem „Punkt dla mnie!”, a James gdzieś z boku ryczał ze śmiechu, goniąc Lily, która groziła mu różdżką.
Pchełka roześmiała się cicho. Ale kiedy na mnie spojrzała, coś w jej oczach sprawiło, że nagle zrobiło mi się dziwnie gorąco.
- Potter. - powiedziałem po chwili, z półuśmiechem. - Masz trochę kremu…tu.
- Gdzie? - próbowała go strącić z policzka.
- Tutaj. - odpowiedziałem, wskazując. Ale zamiast jej pomóc, tylko patrzyłem, jak sięga dłonią obok.
- Ty jesteś niemożliwy. - mruknęła. - Zamiast mi pomóc, to się gapisz…
I wtedy zrobiłem coś kompletnie nieplanowanego. Po prostu pochyliłem się i zlizałem jej krem z ust.
Nie było żadnej muzyki, żadnej dramatycznej pauzy. Po prostu gwar, śmiechy, ktoś przewrócił stół z ponczem w tle, a ja polizałem Liv Potter, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie. Zamarła na sekundę.
- Syriusz… - wyszeptała, gdy się odsunąłem, zupełnie spokojny, jakby nic się nie stało.
- Mówiłaś, że miałem pomóc. - rzuciłem z tym swoim bezczelnym uśmiechem. - Widzisz? Kremu już nie ma.
Livie patrzyła na mnie w milczeniu, starając się ukryć, że ręce trochę jej drżą.
- Ty… jesteś idiotą. - powiedziała w końcu.
- Tak, ale całkiem czarującym idiotą. - odpowiedziałem i ruszyłem w tłum, zostawiając ją kompletnie rozbitą w miejscu.

Siostra Jamesa Pottera Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz