Dla GalaxyGerl
- Myślisz, że to dobry pomysł żebyśmy tam szli? - zapytałam Thomasa.
- Grega ma nie być - oparł się ramieniem o futrynę drzwi sypialni. - A nawet jeśli... Nie pozna cię. Zmieniłaś się odkąd widział cię ostatni raz... Teraz masz rude włosy i nie nosisz okularów... Ślicznie wyglądasz - uśmiechnął się, gdy wstałam od toaletki. - Ładnie ci w niebieskim - stwierdził. - Granatowym? - dodał, gdy uniosłam brwi.
- Lepiej - zaśmiałam się i podeszłam do niego. - To kobaltowy, kochanie - pocałowałam go lekko w usta. - Dziękuję - poprawiłam kołnierzyk jego szarej koszuli.
- To jakaś nowa bluzka? - dotknął materiału mojej bluzeczki.
- Może - objęłam ramionami jego szyję. Thomas przeciągnął palcami po moich plecach, które odsłaniała bluzka.
- Nie wiem, czy mogę cię tak wypuścić z domu - zażartował.
- Zawsze możemy zostać.
- Obiecałem Stefanowi, że będziemy... Więc powinniśmy już wychodzić.
Miał rację. Założyłam szpilki i płaszcz, i poszliśmy do samochodu.
- A jak mnie rozpozna?
- Nie będzie go - zapewnił mnie.
- A jeśli?
- Justyna, przestań panikować, ok? Najwyżej cię zobaczy, stwierdzi, że żałuje, że cię zdradził i że był idiotą, a ty mu wtedy powiesz, że jesteś mężatką i tyle.
- Mądrala - wyciągnęłam rękę i przeczesałam palcami jego włosy. - Wiesz, że nie chodzi o mnie... Boję się, że...
- Prawnie Alex jest moim synem... Jemu też tak powiesz. Nie będzie drążył tematu... A poza tym, nawet jeśli przyjdzie na tą domówkę, to nie będziesz musiała z nim rozmawiać...
- Masz rację... Jak zawsze zresztą - uśmiechnęłam się.
- Nie zapominaj o tym.
- Nie zapomnę.
Gdy dojechaliśmy na miejsce, okazało się, że Thomas miał rację i Grega nie było, za to impreza trwała w najlepsze.
Po dwudziestej drugiej siedziałam z Thomasem i Stefanem na kanapie, i rozmawialiśmy.
- Wiecie, co myślę? - zaczął Kraft.
- Będę tego żałował - Thomas objął mnie ramieniem. - Co myślisz?
- Macie dwoje dzieci, każde z innego związku, więc teraz chyba pora na wspólne - oznajmił, a ja zakrztusiłam się sokiem.
- Przystopuj z alkoholem - zabrałam brunetowi szklankę. - Już wystarczy.
- Ooo... Mówił, że nie da rady wpaść... Zaraz wracam - Stefan zerwał się z kanapy i odszedł. Podążyłam za nim wzrokiem i zobaczyłam, że rozmawia z Gregorem.
- Przyniosę sobie jeszcze skoku - chciałam wstać, ale Thomas mnie powstrzymał.
- Ja ci przyniosę - pocałował mnie w skroń. - Zaraz wracam - wziął moją szklankę i poszedł po kuchni.
- Ten tatuaż rozpoznam wszędzie - obok mnie usiadł Schlierenzauer. Miał na myśli różę, którą mam wytatuowaną na plecach między łopatkami. - Co tu robisz?
- Zostałam zaproszona. Miało cię nie być.
- Ale jestem.
- Jakoś to przeżyję...
- Nie dostałem zaproszenia na ślub - patrzył na moją obrączkę.
- Jesteś głupi, jeśli oczekiwałeś zaproszenia - wstałam.
- Justyna - złapał mnie za rękę. - Porozmawiajmy, jak dorośli ludzie.
- Ty nie umiesz rozmawiać, jak dorosły człowiek - chciałam wyrwać mu rękę. - Puść mnie.
- Justyna...
- Po co robisz sceny? - warknęłam.
- Co tu się dzieje? - obok mnie pojawił się Thomas. Gregor natychmiast puścił moją rękę, a ja przytuliłam się do męża. - Czego od niej chcesz?
- Skąd pewność, że czegoś chcę?
- Jedźmy już do domu... - poprosiłam. - Zwolnimy nianię wcześniej.
- Rodzina się powiększa, co?
- Thomas - popatrzyłam mu i oczy. - Proszę.
- Chodźmy - objął mnie w pasie i poszliśmy poszukać Stefana.
- Miało go nie być... Teraz mi głupio, bo was o tym zapewniałem.
- Nie masz się czym przejmować - przytuliłam go. - Bawiłam się świetnie - zapewniłam.
- Cieszę się.
Zamieniliśmy jeszcze kilka słów z Kraftem i wyszliśmy.
- Zawsze wiedziałam, że podjęłam dobrą decyzję - oznajmiłam w samochodzie. - To, że nie powiedziałam mu, że jestem w ciąży było jedną z trzech najlepszych decyzji w moim życiu.
- A jakie są pozostałe dwie?
- Nie usunięcie ciąży, a wszyscy mi to doradzali i zostanie twoją żoną - wyciągnęłam rękę i pogłaskałam go po policzku.
- Kocham cię, Justynko, ale trzymaj kierownicę - zaśmiał się.
- Ja też cię kocham.
To w ogóle nie wyszło tak, jak miało wyjść...
Najlepiej wgl zignorujcie tego shota.