- Ambar kurwa nie wygupiaj się. To są twoje urodziny i musisz przyjść! - namawiała mnie od piętnastu minutn Esmeralda.
- Już ci mówiłam, że źle się czuje. Boli mnie brzuch...- przerwała mi.
- A wcześniej mówiłaś, że boli cię głowa. Mała co jest z tobą? - zapytała.
- Nic. - odpowiedziałam. Chciałam pozbyć się jej i w końcu zostać sama, a przede wszystkim przemyśleć tą chorą sytuacje.
- Dobra. Powiem wszystkim, że źle się czujesz. - odparła, ale ja byłam pewna, że ona coś knuje. Esmeralda, którą znam nigdy się nie podaje i zawsze dostaje to czego chcę, więc moja przyjaciółka zrobi wszystko, żebym poszła na własne urodziny.
- Es tylko błagam cię nie rób nic głupiego, bo ja i tak nie przyjde. - ostrzegłam ją.
- Dobra nic nie zrobie. Będę już szła, a ty zdrowiej. - powiedziała, a ostatni wyraz wzięła w cudzysłowie. Po chwili wyszła z mojego pokoju.
Spowrotem położyłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Nic nie mogłam zrobić. Nic. Mogłam jedynie ryczeć i użalać się nad sobą. Jak on mógł mi to zrobić? No jak!? Całe życie mi spieprzył, a teraz nawet nie może za to zapłacić. Nawet nie mogłam wygadać się najlepszej przyjaciółce, ani chłopakowi.
***
Usłyszałam głośne walenie w drzwi. Kiedy otworzyłam je, to chciałam zabić Esmeralde. Miała nic głupiego nie robić, a tym czasem wszyscy goście, którzy przyszli świetować moje osiemnaste urodziny teraz stoją przed moim drzwiami.
- Na mnie się nie patrz. To był pomysł Isaca. - wytłumaczyła Es.
- Skoro nie chciałaś przyjść na urodziny, to my przyszliśmy do ciebie. - powiedział Nives, a ja ich wszystkich wpuściłam do środka.
- A teraz wszyscy zaśpiewamy Ambar sto lat! - krzyknął Dylan, który był już lekko wstawiony.
- Sto lat, sto lat...- błagam tylko nie to. Nienawidze gdy ktoś mi śpiewa sto lat. Nigdy wtedy nie wiem co mam robić i stoje jak idiotka i głupio się uśmiecham, ale tym razem nie mogłam wymuści żadnego uśmiechu. Próbowałam, ale nie mogłam. Zamiast szczęścia wymalowanego na twarzy miałam łzy w oczach, których nie mogłam powstrzymać. Zamiast cieszyć się z osiemnastych urodzin i skakać z radość do góry, to płacze i wycieram słone łzy z policzków.
- Skarbie co jest z tobą? - zapytał Isac, który chwycił mnie za ręke i zaprowadził na góre do mojego pokoju. Powoli jego dotyk zaczął mnie parzyć, więc wyrwałam się z jego uścisku.
- Nic. Możesz wracać na dół. - odpowiedziałam.
- Ambar nie wkurwiaj mnie! Od wczorajszego dnia unikasz wszystkich. Nie odbierasz telefonów, ani nie odpisuje na smsy. Nie wiem może to ja zrobiłem coś nie tak? - spytał.
- Isac ja nie chcę o tym rozmawiać. - odparłam.
- Wiedziałem, że coś się stało, ale to ja coś nie tak zrobiłem? - dopytywał.
- Isac, bo ja cię...zdradziłam. - skłamałam.
- Co? To jakiś żart. - powiedział.
- Nie...zrobiłam to wczoraj wieczorem. Przepraszam. - odpowiedziałam.
- Kurwa! Ty słyszysz co mówisz?! Ambar zmieniłem się dla ciebie! Przestałem chlać, cipać i bzykać się z innymi laskami, a ty jak tania pierwsza dziwka lecisz do drugiego! - krzyczał.
- Isac ja...- przerwał mi.
- Kurwa nie chcę cię więcej znać! - przyznał i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami.
Co myślicie o rozdziale? Jest to ostatni w części pierwszej, a dziś postaram się napisać jeszcze epilog. Drugą część zaczne po wycieczce.
CZYTASZ
Bezczelny Sąsiad (Zakończone)
Romance*poprawione rozdziały 6 z 24* - Posłuchaj koleś odwal się ode mnie! - krzyknęłam. - Jednak nikt cię nie pieprzył. - stwierdził. - Skąd ty to możesz niby wiedzieć? - zapytałam. - Gdyby ktoś cię pieprzył byłabyś spokojniejsza. - odpowiedział ,a ja...