Rozdział 191: Problemów ciąg dalszy

15 0 0
                                        

6 września, wieczór

~ Liv Potter ~

- Zakładamy się? - spytał Syriusz, siadając na naszą kanapę.
- O? - już miałam po dziurki w nosie tych naszych zakładów.
- O to, że James nie zerwał z Dowson. Jest za to za cienki. Jeśli w najbliższym czasie się nie ogarnie, zrobię to za niego.
- Zerwiesz za niego z jego dziewczyną? - zapytałam kpiąco. - Ale z ciebie dobry przyjaciel. A ze mną umiałbyś zerwać? - dodałam.
- Pewnie...nie. - przewróciłam oczami z jego głupoty.
- Podobała ci się randka? - spytał, ściszając głos do minimum. Spojrzałam na niego.
- No...nawet...- odczekałam chwilę. - Żartuję. Było idealnie, pomimo że wszystko działo się w Zakazanym Lesie.
Zaśmiał się tym swoim psim śmiechem.
Akurat wszedł James z uwieszoną na ramieniu Rachel.
Black zaśmiał się jeszcze głośniej.
- A nie mówiłem. - szepnął mi.
- Czego rechoczesz, Łapo? - spytał go mój brat.
- Po prostu jesteś bardzo zabawny. I jak, randka udana?
- Ee...chyba tak. - zawahał się. -
A gdzie Freya?
- Podobno jej nie lubisz. - odezwałam się w końcu.
- Ja? Ja lubię wszystkich, to po prostu ona mnie nie lubi. - odpowiedział.
Ja odniosłam inne wrażenie.
A umiem rozpoznać, kiedy ktoś na mnie źle patrzy.
- Przyjdzie później do naszego dormitorium. - usłyszałam i przez chwilę znieruchomiałam.
Znowu muszę się przebrać. Westchnęłam.
- Trzeba posprzątać w takim razie. - zakpił Rogacz.
- To ty się tym zajmij. - spojrzałam na Łapę, chyba nie mówił poważnie.
- Właśnie, my się tym zajmiemy, ja też nie będę przebywać w takim syfie. - dodała dziewczyna okularnika. Uniosłam brew. Co tu się w ogóle dzieje...
- Ja muszę iść do Wright. - mój chłopak wstał. - Wyjaśnić sprawę, którą przede mną zatailiście.
- spojrzał na nas wszystkich rozczarowany.
- Syriusz...- Jamie próbował, ale on już poszedł.
- No to ten...my idziemy sprzątać. - przerwała niezręczną ciszę Dowson.
Spojrzeliśmy na nią, jak na wariatkę.
- Jeśli myślisz, że ja...
- No chodź! - pociągnęła go na górę. Jeszcze zdążyłam spojrzeć na niego współczująco.

Zostałam sama. Wszyscy jeszcze musieli być w Hogsmede. Mogłam iść pomóc bratu i Rachel, ale nie chciałam im przeszkadzać, może potrzebowali trochę przestrzeni.
Natomiast Syriuszowi też należało się trochę spokoju, w końcu jego brat uczestniczy w całej tej szopce, pogadałabym z Regulusem, ale nie chcę mieć później kłopotów, poza tym niech się wyżyje na Wright, zasłużyła sobie. W ogóle cały ten spektakl to jakiś jeden wielki żart, Scarlett miała rację, pójdę sobie złamać nogę, bo nie jestem zbyt dobra, żeby zabrać Julię tak, jak tego ode mnie wymagają.

Pięć minut później kiedy miałam zamiar wstać i wyjść, przez portet weszli pozostali Huncwoci. Dziewczyny jeszcze nie wracały. Zakupy musiały pójść nieźle.
- Peter, idź już na górę. - rzekł do niego przyjaciel. Pettigrew nas opuścił. - Cześć, Liv, jak poszła randka? - spytał swobodnie Lunatyk. Miałam ochotę po prostu się roześmiać.
- Nie uwierzysz, ale zamiast do pokoju życzeń, zabrał mnie do Zakazanego Lasu.
- Nie. Nie zrobił tego. - nic nie powiedziałam. - Cieszę się, że jesteś cała. - dodał humorystycznie.
- W każdym razie było niesamowicie. Nie spodziewałam się tego po nim, ale umie być romantyczny. A za chwilkę idę się przebrać, bo Freya u was zagości.
Westchnął.
- Tylko bądźcie ostrożni.
- Jak zawsze.
Poszedł na górę, a ja wstąpiłam do Wielkiej Sali, akurat była pora obiadowa. Zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam Franka siedzącego przy stole. Podeszłam i usiadłam naprzeciwko.
- Czemu siedzisz sam? - spytałam.
- Nikt nie był głodny.
- W sumie ja też nie jestem, ale ci potowarzyszę.
- Ale jeśli nie przyszłaś nic jeść i nie wiedziałaś, że tu będę, to po co w takim razie tu przyszłaś?
- To jest bardzo dobre pytanie...- zastanowiłam się, po czym dodałam: - Nie wiem. Po prostu nie miałam co ze sobą zrobić.
A tak w ogóle to jak ci się mieszka z Huncwotami?
- Jakbym miał być szczery...to przeraża mnie ich niechlujstwo, ale tak to jest okej, chociaż tęsknię za Johnym i Leo. - wyznał.
- No tak, rozumiem, kiedyś na pewno jeszcze się spotkacie, przecież w każdej chwili możesz do nich napisać.
- Wiesz, że nawet na to nie wpadłem.
Tak się złożyło, gdy rozmawialiśmy o listach i tego typu rzeczach, do naszego stołu przyleciała jakaś sowa, akurat miała dla mnie jakiś list, zdziwiona spojrzałam na Longbottoma.
- No bierz. - polecił mi.
Puchacz odleciał.
- To od rodziców. Muszę znaleźć Jamesa.
- W takim razie chodźmy.
No i poszliśmy do dormitorium chłopaków. Ale nie było tam Rogacza, więc zostawiłam Franka i poszłam, nawet nie zwracałam uwagi na Rachel i Syriusza siedzących na ziemi, spiskujących o niewiadomym.
Czekałam w pokoju wspólnym.
Po około dziesięciu minutach zaszycili mnie swoją obecnością.

Siostra Jamesa Pottera Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz