Rozdział 192: Lody

10 0 0
                                        

** Rozdział na 31 lipca, czyli urodziny Harrego.**

19 września 1977

~ Lily Evans ~

Jutro wielka premiera. Próby były prawie cztery razy w tygodniu, oczywiście nie zawsze na nich byłam, bo miałam też inne ważne obowiązki, np. takie, że jestem prefektem naczelnym i muszę chodzić na wszystkie te zebrania, tak jak Remus, ale on gra w sztuce, dlatego musiałam go usprawiedliwiać.
Liv już się przekonała do sceny balkonowej, ku zadowoleniu Wright, i mogą w całości odtwarzać wszystko po kolei, tak jak to jest w scenariuszu.
Sprawa ze Scarlett na razie ucichła, ale zdaje się, że jest to tylko cisza przed burzą.
A jeśli chodzi o Pottera, to nie rozmawiałam z nim sam na sam, odkąd popełniliśmy ten błąd w schowku na ostatniej imprezie, zdradził Rachel, czuję się z tym okropnie, dlatego staram się unikać ich obu, co mi idzie bardzo dobrze, ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy, nie?

Był piątek popołudniu, siedziałam akurat z Alą i Dor w bibliotece i odrabiałyśmy lekcje, reszta była na próbie generalnej,
gdy do moich uszu dotarł dźwięk, który zagłuszał mój spokój, musiałam to sprawdzić.
Wstałam i poszłam szukać źródła hałasu.
Okazało się, że to była moja siostra Antonia, która kłóciła się ze swoimi współlokatorkami, Ann i Natalie.
- Cześć, wybaczcie, że się wtrącam, ale zagłuszacie ciszę innym uczniom.
- Oo, Lily, jak dobrze, że cię widzę. - moja bliźniaczka pożegnała się oschle z przyjaciółkami i razem poszłyśmy się przejść.
- Co to było? - spytałam ciekawska.
Ta westchnęła.
- Po prostu mają problem do Hestii, że ciągle jej z nami nie ma ze względu na próby. Próbowałam im wytłumaczyć, że już jutro będzie po wszystkim...ugh, szkoda gadać. A co u ciebie? - odpowiedziała ponuro.
- Nic nowego, odkąd się ostatnio widziałyśmy. W sumie chyba tylko bardziej przykładam się do nadchodzących egzaminów.
- Które będą za kilka miesięcy, daj sobie spokój, a jak tam sytuacja z Jamesem, zmieniło się coś między wami po tym jak zaprosiłaś go na wesele naszej starszej siostry?
Przewróciłam oczami.
Nie zastanawiałam się nad tym, ale chyba nadal uważam, że James Potter to ten sam napuszony szmatławiec, co kilka lat temu, to się nie zmieniło, chociaż...kilka dni temu wcale tak nie myślałam, bardziej byłam zajęta jego ustami niż tym, jaki z niego kretyn.
- Dalej go nie znoszę, nie martw się, nie ulegnę jego złudnemu urokowi.
Ona chyba myśli inaczej, ale jeszcze zobaczy. To zakończyło naszą krótką pogawędkę.

Pół godziny później siedzieliśmy wszyscy w pokoju wspólnym na naszym stałym miejscu.
Końcowo Merkrucjem i Benwoliem zostali Will, ten nowy ścigający od nas, i Nick z Hufflepuffu z naszego roku, nawet przystojny chłopak, ciągle na mnie zerkał na próbach, ale nie zwracałam na to większej uwagi, a może powinnam, Potter byłby wściekły, tak, muszę nad tym poważnie pomyśleć.
- Jutro ma być alkohol na tym poczęstunku po spektaklu. - rzekł ten rozczochrany przygłup.
- Ale z pewnością nie dla was. - odezwał się jedyny mądry, czyli Remus.
- To się jeszcze okaże.
- Zawsze wiedziałam, że jesteście uzależnieni, ale teraz to mam stuprocentową pewność. - musiałam dodać swoje trzy grosze.
- Za to ty jesteś uzależniona od perfekcji, pani perfect. - odbił pałeczkę.
- Chociaż mam jakieś pewne ustalone zasady, nie to co ty, alkoholik, zdradzający swoją dziewczynę...!
- Ty też w tym uczestniczyłaś, do niczego cię nie zmuszałem!
- PRZESTAŃCIE, DO CHOLERY, JAK CHCECIE SIĘ NA SIEBIE WYDZIERAĆ, TO IDŹCIE TAM, GDZIE NIE MA LUDZI! - zdenerwował się Black.
Posłałam Potterowi spojrzenie, które mogłoby zabijać, i poszłam do dormitorium, zostawiając ich wszystkich do diabła.
Co on sobie myśli?! Że może mnie publicznie przed wszystkimi obrażać, nie tym razem, ja znam te jego sztuczki.
Pokazał swoje prawdziwe oblicze.
Parę minut później dziewczyny do mnie dołączyły.
- Lily...!
- Nie nawidzę go! Naprawdę, teraz mówię to całkowicie poważnie, mój wróg numer jeden!
- Chodźmy na kolację! - przerwała to wszystko Gilbert.
Poszłyśmy. Usiadłyśmy. Chwilę później dosiedli się chłopcy.
Ja siedziałam na uboczu, obok Liv, naprzeciwko niestety miałam Blacka.
Wszyscy jedli tosty.
Nie wiem co mnie w tamtym momencie dopadło, ale zachciało mi się płakać.
Ale nie dałam mu tej satysfakcji, pozostałam niewzruszona.
- O której to się jutro zaczyna? - przerwał niezręczną ciszę Peter.
- O trzeciej popołudniu. - odparł posępnie Lupin.
To by było na tyle z miłego posiłku.

Siostra Jamesa Pottera Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz