Ojciec Sharon, Alfredo nie często bywał w rezydencji. Relacje jego z córką nie były zbyt rewelacyjne, a i on nie lubił siedzieć długo w jednym miejscu. Zawsze zwiedzał świat, podróżował i bawił się. Później podupadł na zdrowie i spędzał czas w sanatorium, gdzie samotne chwile przypomniały mu o rodzinie, którą postanowił odwiedzić.
I właśnie dziś nastał ten dzień.
Rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi i już po chwili do salonu wszedł starszy Pan odpierający się łaską. Czekał na niego komitet powitalny. Jego córka Sharon, wraz z Ambar, asystentem Reyem, kucharką Mocnia oraz jej mężem Migquelem i córka Luna.
- Jak dobrze znowu być w domu - powiedział uśmiechnięty Alfredo - Tak dawno się nie widzieliśmy Sharon.
- Dobrze Cię widzieć Tato - powiedziała Kobieta i przytuliła go.
Nie była skoro do okazywania emocji, ale do zrobienia dobrego wrażenia już jak najbardziej.
- Widzę tu nowe twarze - powiedział rozglądając się.
- Na pewno pamiętasz Reya, mojego asystenta - powiedziała Sharon - A to mówi pracownicy państwo Valente i ich córka Luna.
- Luna, jakie ładne imię - odparł Alfedo.
- Dziękuję - uśmiechnęła się Brunetka - Miło pana poznać.
- Mi też jest bardzo miło poznać Was wszystkich - odrzekł Alfedo.
Mężczyzna cieszył się z przyjazdu tu. Liczył na spędzenie czasu w rodzinnymi domu, który przywoływał tak wiele pięknych wspomnień i może na poprawę relacji z córką.
Jego wzrok zatrzymał się na Ambar i przyglądał się jej przez chwilę.
- Dzień dobry Alfredo - przywitała się Ambar.
- Jak dobrze Cię widzieć Sol - powiedział i przytulił dziewczynę.
- Sol ? - powtórzyła zaskoczona Blondynka - Przecież wiesz, że nazywam się Ambar.
Alfedo odsunąć się od dziewczyny przyglądając się jej, po czym spojrzał na Sharon.
- Jeszcze jej nie powiedziałaś ? - spytał - Obiecałaś, że zrobisz to gdy skończy siedemnaście lat, a teraz ma...
- Osiemnaście - podpowiedziała Ambar - Może mi ktoś wyjaśnić o co chodzi ?
- Lepiej porozmawiajmy na osobności - odparła Sharon.
Służba wróciła do swoich obowiązków, a Sharon, Alfedo i Ambar udali się do ogrodu. Blondynka nie widziała czego się spodziewać, są to dorośli doskonale wiedzieli. Alfredo chciał jak najszybciej wyjawić prawdę, lecz Sharon wolała nie robić tego wcale.
- A więc o co chodzi ? - spytała ponownie Ambar gdy usiedli przy stole w ogrodzie.
- Sharon miała Ci o tym powiedzieć, ale skoro tego nie zrobiła ja to zrobię - odparł Alfedo.
- Tato... - zaczęła Kobieta.
- Nie Sharon dość już tych tajemnic - odparł poważnym głosem - Ona ma prawo wiedzieć.
- Prawo wiedzieć o czym ? - spytała Ambar.
- Chodzi o to że nie jesteś tym kim myślisz - spojrzał nią nią Alfedo - Na pewno znasz historię o pożarze w tym domu. O tym gdzie zaginęła moja córka Lili i jej mąż Berni. Zapewne też wiesz, że mieli też mała córeczkę Sol...
- Tak, wiem - odrzekła Ambar.
- Dziewczyna nie zginęła w pożarze, przeżyła. Ale by mogła mieć normalne dzieciństwo zdała od ciekawskiej pracy i bez traumy z przeszłości, ukryliśmy to przed nią. Był to bardziej pomysł Sharon, ale nieważne... Chodzi o to że już najwyższy czas byś poznała prawdę.
- Jaką prawdę ? - spytała Blondynka.
- To Ty jesteś Sol Benson - odparł Alfedo - Córka Lili i Berniego. Ja jestem Twoim dziadkiem, Sharon ciotką. A to wszystko cała rezydencja i pieniądze należą do Ciebie.
- Co takiego ? - zapytała z niedowierzaniem Ambar
* Kilka godzin później *
Ambar siedziała na łóżku w pokoju swojego chłopaka Matteo. Brunet przytulał ją i głaskał po włosach. Tak czuła się bezpiecznie. W ramionach swojego ukochanego.
Zaraz po rozmowę z Sharon i Alfedo, gdy już jakiś to wszystko przetrawiła udała się do Matteo był jej najbliższą osobą z jedną jakiej mogła zaufać i opowiedzieć o tej sprawie.
- Chcesz dziś zostać na noc ? - spytał Matteo czuje całując ją w policzek.
- Bardzo chętnie... ale chyba muszę tam wrócić - westchnela Blondynka - Do ciotki która tyle lat mnie okłamywała...
- Hej nie martw się tak - Brunet wziął ją za obie ręce i spojrzał prosto w jej błękitne oczy - Nie zmienisz przeszłości, ale możesz cieszysz się tym co jest. Zawsze marzyłaś by mnie rodzinę i teraz jakby ją masz. Masz dziadka, a on na pewno może Ci opowiedzieć o Twoich rodzicach... Może ciotka cię oszukiwała, ale może miała powód, porozmawiaj z nią.
- Wiem że masz rację ale to strasznie trudne - powiedziała Dziewczyna - Już nawet nie wiem kim jestem. Ambar Smith czy Sol Benson.
- Powiedzieć Ci kim jesteś ? Piękna, utalentowaną, silną dziewczyną, która że wszystko da sobie radę z także z tym. A przed wszystkimi dziewczyną którą kocham ponad życie.
Mówiąc to Matteo zbliżył się do Blondynki i złączył ich usta w namiętnym pocałunku.
Ambar od razu odwzajemniła pocałunek i złapała go za szyję przysuwając bliżej sobie.
Bez względu na wszystko będąc z Matteo była szczęśliwa. On by jej miłością, jej oparciem i widziała że jak źle by nie było, da radę jeśli będzie mieć go obok.
W tej chwili nie było ważne czy jest Ambar Smith czy Sol Benson. Była dziewczyną która bez reszty i do szaleństwa była zakochana w Matteo Balsano i to z wzajemnością. To było najważniejsze.
CZYTASZ
One Shot - Soy Luna ✔
FanfictionOne Shoty z serialu Soy Luna Start: 13 marca 2017 Koniec: 30 września 2019
