Rozdział 102

73 14 28
                                    

- Zdajesz sobie sprawę, jak dziwnie będzie to wyglądało? – Księżyc zerknęła na Paradoksa, gdy czekali już przed teatrem. – Dwóch pseudo-superbohaterów i cywil. Oli będzie miała przesrane, jeśli media to wyłapią.

- Przecież to był twój pomysł – chciałaby móc powiedzieć, że jej to wytknął, ale głos miał jak zwykle pogodny i beztroski. – Nic się nie przejmuj, Księżyczko, na sali będzie ciemno, a wszystkie oczy będą zwrócone na scenę. Ludzie nie przyszli tu dla nas.

- Jeden: nie nazywaj mnie tak, dwa: ciężko by było, skoro na dobrą sprawę, nie wiedzą nawet, że tu będziemy. O, idzie – pomachała do przyjaciółki, która odpowiedziała tym samym. Przyjrzała się ich strojom i natychmiast się skrzywiła.

- Cześć – Oleandra upewniała się, że nikt im się nie przysłuchuję, zanim napiętym szeptem, oznajmiła: – Zmieniłam zdanie, wisisz mi dwie przysługi.

- Załatwiła ci bilet, to chyba wymazuję jedną z nich. Pewnie wiesz, ale jestem Paradoks, miło cię poznać.

- Oleandra – uścisnęli sobie dłonie. – Dużo o tobie opowiadała – skinęła na Księżyc, która momentalnie się spięła.

- Bo mnie wypytywałaś!

- Miło wreszcie poznać innego człowieka, którego toleruję – ciągnęła, nie zważając na jej komentarz.

- Stoję tutaj!

- Ha! Z tym to jeszcze zaczekajmy, nadal jest na mnie troszkę cięta – Paradoks zarzucił Kasamii rękę na ramię. Mutantka natychmiast się spodniej wyrwała i postawiła między nimi metrowy odstęp. – A nie mówiłem?

- Nie jest fanką przytulania.

- Ty także długo tego nie łapałaś – przypomniała, próbując stłumić zakradający się uśmiech. – Lepiej już chodźmy, niektórych zanadto interesują nasze prywatne sprawy – ostentacyjnie zamaszystym ruchem wskazała grupkę nastolatków, która zatrzymała się kawałek dalej i udawała, że ogląda bilbord; wytarty i zalegający tam od miesięcy. Zabawne, że kiedy tylko skończyła mówić, „nagle" przypomnieli sobie, że się spieszą.

- Nie bierzcie tego do siebie! – zawołał za nimi Paradoks. – Nie musiałaś-

- Znowu chcesz się kłócić? – uciszyła go.

- Wyrazić własne zdanie – położył dłoń na jej plecach i poprowadził do bramek. Oleandra z tym swoim uśmiechem swatki, trzymała się z tyłu.

Zeskanowali bilety i weszli do środka.

- Ej, Oli, myślisz, że od naszej ostatniej wizyty naprawili sprzęt?

- Oby – roześmiała się lekko, nareszcie z nimi zrównując. – Żebyśmy nie musiały znowu włamywać się „za kulisy" – mrugnęła.

- Chyba nie chcę wiedzieć, co nawyprawiałyście ostatnim razem – zarówno jego ton, jak i spojrzenie sugerowało coś przeciwnego.

- Nie działały słuchawki, więc... – Oleandra zamilkła na moment, gdy przechodzili obok pracownika ochrony. – Weszłyśmy na górę – weszły na salę, a ona wskazała palcem na sufit, który był wtedy w remoncie – i oglądałyśmy stamtąd.

- Bohaterka miasta, wzór cnót – zażartował, spoglądając na Księżyc krańcem oka z prowokującą do przekomarzań miną.

Oleandra parsknęła, próbując powstrzymać niestosowny śmiech. Kasamię zamurowała, ale tylko na sekundę, bo zaledwie chwilę później roześmiała się razem z nią. Promet nawet nie zdawał sobie sprawy, jak dalekie od prawdy było to stwierdzenie. Właściwie, to obok prawdy to ono nawet nie stało – przestała się śmiać, kiedy to sobie uświadomiła.

Brakujący ElementOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz