Neville Longbottom & Reader

2.3K 111 11
                                        

Witam, znowu dawno mnie tu nie było, ale powoli wracam. Proszę o jedynie cierpliwość, bo moja wena ma na mnie wywalone.

W tym rozdziale postać Voldemorta nie została usunięta, ale zmartwił się o edukację Harry'ego i pozwoli mu skończyć szkołę, więc nie zdziwcie się, że bohaterowie są na ostatnim roku.

*

- Wiecie, mam dużo nauki do Owótemów, ale Harry i Ron zawsze...

Neville prowadził swój dialog z rodzicami, kompletnie nie przejmując się tym, że ci go nie rozumieją. Pierwsza bitwa czarodziejów i śmierciożercy spanikowani śmiercią swego Pana, odbiła się na nich niezmiernie. Parodniowe tortury spowodowały, że dzisiaj nie pojmowali wiele. Zachowywali się jak dzieci, uśmiechali się do siebie, bawili się papierkami lub zabawkami i nie często zwracali na niego swoją uwagę. Jednak on przychodził tutaj co miesiąc za zgodą profesora Dumbledora i za każdym razem zwierzał im się ze swoich myśli i problemów, bo po za nimi wprawdzie nie miał nikogo bliskiego.

Babcia go kochała i był tego pewien, ale kompletnie nie rozumiała współczesnej młodzieży, więc jakby miała mu pomóc? Cokolwiek jej mówił, ona starała się postawić go na nogi, ale jedyne co później czuł to wyrzuty wobec siebie, że w ogóle zaczął jakikolwiek temat. Już i tak miała dość swoich problemów: jej córka i teść przeżyli potworne rzeczy, a nade wszystko musiała go wychować i znaleźć pieniądze na wydatki z tym związane. I o zgrozo musiała patrzeć, jak jej wnuk wyrasta na pospolitą ciamajdę. Nie chciał dokładać jej problemów.

Tak samo jak nie zwierzał się swoim... znajomym. Wprawdzie nie wiedział, jak nazwać Harry'ego, Rona i Hermione. Rozmawiał z nimi to owszem, ale nigdy nie utrzymywali kontaktów w wakacje, czy święta, nie zapraszali się nawzajem do siebie, ani nie zwierzał im się ze swoich problemów. Oni się przyjaźnili, a Nevill czasem dołączał do ich paczki, gdy była taka potrzeba i równie szybko znowu stawał się samotny. Po za nimi nie miał nikogo kogo znał na tyle blisko. Z wieloma osobami rozmawiał, ale nigdy nie zbliżył się na tyle, aby nazwać ich swoimi przyjaciółmi.

Zwykle nie narzekał na ten stan, ponieważ samotność była uczuciem, do której dało się przyzwyczaić. Jedynie w takich momentach jak dziś, gdy potrzebował się komuś wygadać, miał wielki dylemat do kogo się udać. Zwykle mówił o wszystkim swoim rodzicom, a najczęściej po prostu zapisywał swoje myśli na kartce lub, upewniwszy się, że jest sam w pomieszczeniu, mówił do siebie.

- Dzień dobry, Neville. - odwrócił głowę, słysząc głos pielęgniarki, uśmiechającej się do niego.

- Dzień dobry, (T.I). - odpowiedział, odwzajemniając uśmiech.

(T.I) była młodą pielęgniarką, która od paru miesięcy zajmowała się jego rodzicami. Od razu polubił ją, ponieważ emanowała taką radością i serdecznością, że ciężko było jej nie uwielbiać. Najbardziej jednak lubił w niej fakt, że nigdy nie klepała go po głowie i nie wmawiała, że wszystko będzie dobrze, jak próbowało wielu lekarzy przed nią. Ona współczuła mu, poprawiła humor, ale zawsze mówiła,  jak rzeczywiście wygląda sytuacja. Za to był jej wdzięczny, bo ona jako jedyna nie traktowała go jak dziecko.

- Jak tam w szkole? - zapytała, przeglądając papiery.

- W porządku chociaż mamy wiele nauki. W tym roku zdaje Owutemy, to strasznie dużo pracy.

- Zawsze jak przychodzisz i mówisz o szkole, rozmyślam, jak bardzo mi tego brakuje. Chociaż kończyłam ją tylko rok temu. - rozmarzyła się, zaprzestając czytać kartotekę.

Neville nie kojarzył jej ze szkoły. Pamiętał tylko jedną sytuację z nią w roli głównej, gdy podczas Turnieju Trójmagicznego jej przyjaciółka z ogromnym żalem płakała nad ciałem Cedrika Diggory'ego. Nie było to jednak przyjemne wspomnienie, zatem jak tylko mógł, nie myślał o nim. Teraz jednak złapał z nią wspólny język. Raz nawet gdy pojawiła się w Hogsmeade, zaprosiła go na wspólne picie herbaty. Na co dzień wymieniali się nawet listami, a gdy tylko miał ją zobaczyć, cieszył się na ten dzień z niedoczekaniem.

Harry Potter || one shotOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz