Jakby ktoś nie wiedział jest on jednym z bohaterów "Fantastycznych Zwierząt"
********
Kobieta podeszła do drzwi i odwróciła tabliczkę z napisem "zamknięte" na "otwarte. Poszła za ladę i uszykowała piękny kwiecisty bukiet, w którym główną rolę przejęły konwalie. Na koniec związała wszystko ładną, białą wstążką. Spojrzała na efekt i uśmiechnęła się do siebie. Poczuła dumę na jego widok. Białe kwiaty z niezapominajkami i parama długimi trawami prezentowały się prześliczne. Odwróciła jednak od nich wzrok, widząc, że do kwiaciarni wleciał zmęczony mężczyzna w średnim wieku.
- Dzień dobry Panie Seo. Pański bukiet. - podała mężczyźnie go, a ten uśmiechnął się szeroko.
- Dziękuję. Muszę szybko lecieć, bo jak żona się obudzi, a mnie nie będzie z prezentem to chyba mnie zabije. - mówił i szukał portfela o kieszeniach swojej czarnej marynarki - O jest! Proszę - podał dziewczynie pieniądze i wybiegł ze sklepu do domu.
Uśmiechnęła się delikatnie, widząc dzieci, biegnące przed drzwiami jej sklepu. Przypomniała sobie dni, w których to ona bawiła się na ulicach z przyjaciółmi. Teraz była piękną, dorosłą kobietą, prowadzącą swój własny biznes. Była z siebie dumna, że jej życie poszło właśnie w takim kierunku. Chociaż czasami bywały takie dni, że czuła się samotnie. Jej najbliżsi znajomi mieli już rodziny i nie przebywali z nią tyle czasu co kiedyś, co było zrozumiałe. Brakowało jej jednak towarzysza do rozmów, kiedy wieczorami przesiadywała samotnie w swoim mieszkaniu. Z tymi myślami wróciła do pracy.
*
Czarno włosy nastolatek stał przy banku, rozdając ulotki. Ludzie jednak raczej niechętnie takowe kartki brali i nadzwyczajnej w świecie go omijali. Na dworze było już ciemno, ciepło lata powoli ustępowało wieczornym niższym temperaturach. Chłopak wyglądał na przerażonego. Patrzył niepewnie na swoje buty, starając ogrzać się, poprzez pocieranie ręka swojego ramienia.
Nagle w przypływie jego nieuwagi, kartki wraz z powiewem delikatnego wiatru spadły na bruk. Szybko ukucnął, aby je pozbierać, nie chciał, aby Mary Lou znowu go ukarała. Już czuł pas odbijający pręgi na jego ciele i poczuł, jak łzy napływają mu do oczu. Ile dałby, aby choć jeden dzień spędzić w spokoju, nie martwiąc się o ból fizyczny czy psychiczny. Westchnął ciężko, widząc, że niektóre ulotki wręcz uciekały przed nim i pofrunęły dalej. Podnosił wzrok dopiero wtedy, kiedy zauważył dłonie kobiety, sięgające po kartki.
Dziewczyna była piękna. Miała (T.K.W) włosy i delikatny uśmiech na twarzy. Zarumienił się, widząc, że dał się przyłapać na wpatrywaniu w nią. Kobieta wstała i podała mu jego zgubę, uśmiechając się niepewnie. Prowadząc niedaleko swoją kwiaciarnie, widywała Credenca na ulicy. Niezależnie od pory roku stał tutaj nawet wieczorami przez co nie wiele razy chciała do niego podejść i zapytać się czy wszystko z nim w porządku. Jednak zawsze w takich momentach pojawiała się jego matka, która delikatności i madczynego instynktu nie miała za grosz. Widziała, że chłopak bał się jej. Próbowała gdziekolwiek to nawet zgłosić, jednak nikt nigdy jej nie słuchał.
- Dziękuję. - wyjąkał i spuścił głowę.
Nie wiedział, jak ma zachować się w tej sytuacji. Ludzie rzadko okazywali mu swoje dobre serce. Zwykle wyśmiewali go, unikali i byli obojętni wobec jego krzywd. Każdy w okolicy dobrze wiedział, jak jego opiekunka traktuje go w sierocińcu, a jednak nigdy nikt nic z tym nie zrobił. Cechowali się obojętnością wobec niego. Udawali, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, aby nie zaprzątać sobie tym głowy.
- Credence, chcesz pójść na chwilę do mojego mieszkania się ogrzać? Zrobię ci coś ciepłego do picia. - zapytała niepewnie, patrząc na chłopaka.
Mieszkała całkiem niedaleko, dlatego nie był to dla niej żaden problem, a wiedziała, że mogła mu w ten sposób pomóc. Było lato, lecz wieczorami panował dość mocny chłód, a on stał tam w samej koszuli.
- Nie, nie trzeba. Poradzę sobie. - odpowiedział niepewnie, niemal trzęsąc się ze strachu. Przez matkę, bał się ludzi, a (T.I) poczuła, niezwykłe współczucie wobec niego.
- Chociaż na chwilę. Ogrzejesz się - chwyciła go za rękę i pogłaskała ją, przez co on był bardziej czerwony od pomidora.
Nie myśląc o konsekwencjach, pokiwał twierdząco głową. Teraz gdy stała bliżej, zrozumiał skąd ją kojarzył. Dwie kamienice dalej miała swoją kwiaciarnie, skąd zawsze wydobywał się piękny zapach kwiatów. Była śliczna i przede wszystkim niezwykle miła. Gdyby go poprosiła, poszedłby za nią nawet na koniec świata. Niby uczyniła wobec niego tak niewielki, wręcz nic nie znaczący gest, stała się w jego oczach aniołem.
Wchodząc do jej domu, poczuł przyjemne ciepło. Mieszkanie urządzone było w ciepłych kolorach, lecz zanim zdarzył się rozejrzeć dziewczyna kazała mu usiąść na sofie. Tak zrobił, delektując się pięknem tego miejsca. Było tak inaczej niż w domu swojej opiekunki. Tutaj chciało się siedzieć i nie wychodzić. Dopiero jak kobieta wróciła po chwili z parującym naparem i przestał rozglądać się na boki. Chłopak poczuł aromat kakao i zamknął oczy, czując jak ciepło rozchodzi się po jego ciele, kiedy upił łyka.
Nagle usłyszał kroki w korytarzu. Wychylił się i zobaczył małego, czarnego pieska, biegnącego w jego stronę. Otworzył szeroko oczy, bojąc się, że ten go ugryzie. Zwierzak jednak podszedł do swojej pani w poszukiwaniu atencji. Dopiero później spojrzał na Credenca i niespodziewanie skoczył mu na kolana. Chłopak stanął jak wryty.
- Nie bój się. Musiał bardzo cię polubić, bo raczej nikomu nie ufa. - stwierdziła patrząc jak jej pupil zasypia mu na nogach. Barabone z uśmiechem pogłaskał go za uszkiem.
- Uśmiechaj się częściej, ślicznie wtedy wyglądasz. - Credence zarumienił się na jej komentarz, jednak z jego twarzy nie zniknął uśmiech. Pierwszy raz w życiu był naprawdę szczęśliwy i spokojny.
CZYTASZ
Harry Potter || one shot
FanfictionOne shot Harry Potter ( zamówienia zamknięte) * proszę nie zwracać uwagi na wszelakie błędy, gdyż shoty są dopiero w trakcie poprawek *
