Credence Barabone & Reader

1.7K 63 3
                                        

Rozdział zamówiony przez wirma_aa i mam nadzieję, że się spodoba.

Credence opadł na ziemię po zamienieniu się w człowieka

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.


Credence opadł na ziemię po zamienieniu się w człowieka. Zaczął szlochać w rękaw, nie wiedział jak ma sobie poradzić z tym wszystkim. To było ponad jego siły...

Rozejrzał się po zniszczonym pomieszczeniu, w poszukiwaniu jakiegoś zegara. Ostatnimi siłami wstał i podszedł do pokoju, w którym kiedyś była prawdopodobnie kuchnia.

Usłyszał małe, płaczące dziecko i poczuł się jeszcze gorzej. Tu kiedyś mieszkała rodzina, szczęśliwa i pełna miłości, a on to rozwalił, bo nie umiał opanować swojej mocy i zniszczył im dom.

Popatrzył na leżący na ziemi zegar i podszedł do niego, zcierając z niego kurz. Godzina wskazywała na dziesiątą, Credence wiedział, że jeśli teraz wróciłby do domu, mama by go ciężko ukarała.

Jakby nie wrócił dziś do domu kara, byłaby jeszcze większą, jednaknie miał siły. Był zniszczony fizycznie i psychicznie, miał po prostu dość. Teraz już wszystko było mu obojętne.

Spojrzał za pęknięte okno i zobaczył mnóstwo cegieł, rozwalonych części. Koło tego stało mnóstwo mugoli, którzy próbowali przekrzyknąć policjanta. Każdy myślał, że to był wypadek, wybuch gazu. Nawet nie śmieliby pomyśleć, że to sprawa biednego, cichego, zniszczonego chłopca...

Chłopak wiedział, że za chwilę w budynku zejdzie się mnóstwo ludzi, dlatego po cichu zszedł na dół tylnym wyjściem i ostatni raz spojrzał na dziecko leżące i uśmiechające się na kawałku materiału. Gdyby wiedział co tu się właśnie stało...

Nie przedłużając po prostu zszedł po schodach i przyśpieszył gdy usłyszał otwieranie drzwi. Stanął na dworze i westchnął zmęczony. Stał tam chwilę, chcąc upewnić się, że ludzie na pewno znaleźli dziecko. Gdy usłyszał wiwatownie z tego powodu, po prostu odszedł.

Szedł i zaczął pocierać ramiona czując, że robi mu się coraz zimniej. Zobaczył sklep z ciepłymi bułeczkami i zajrzał do kieszeni czy czasem nie ma jakiś groszy, bo był naprawdę głodny.

Niestety nic nie znalazł, więc odszedł dalej. Gdzie szedł? Sam nie wiedział, po prostu przed siebie, tak jak zawsze chciał. Zrobić coś pod wpływem chwili, nie przejmując się konsekwencjami.

Zapatrzył się na sklep i nawet nie zauważył jak zakapturzona postać biegła wprost na niego. Spostrzegł dopiero jak osoba prawie na niego wpadła. Wypadła z kieszeni jej różdżka, którą ten szybko podniósł i chciał ją zawołać, jednak ta szybko uciekła.

Chłopak gdy chciał krzyknąć w jej kierunku, zobaczył jak dwaj policjanci biegną w kierunku tej osoby, rozkazując żeby się zatrzymała. Jednak ona dużo sobie z tego nie zrobiła i uciekła im.

Czarnowłosy szybko poszedł w przeciwnym kierunku. Nie chciał, żeby ktoś go tu widział. Zresztą i tak nikt na niego nie zwraca uwagi, to czemu teraz mieliby? Ludzie są po prostu ślepi.

Wszedł w ciemny zakątek widząc, że ulica się kończy. Ziewnął i po chwili poczuł jak ktoś zamyka mu buzię. Chciał się wyrwać, jednak zobaczył przed sobą tą samą zakapturzoną postać. Zastanawiał się, jak to się stało, że przed chwilą była daleko, A teraz jest tu.

- Ci. - powiedziała, a Credence po głosie poznał, że to dziewczyna. Pociągnęła go za ramię w tylko sobie znanym kierunku. Chłopak szedł za nią grzecznie, choć nie wiedział co ona ma na myśli.

Stanęła i zaczęła się rozglądać. Gdy zobaczyła, że nikogo nie ma w pobliżu ściągnęła kaptur, a jego zatkało. Miała prześliczne (T.K.O) oczy i (T.K.W) włosy spięte w warkocza. Wyglądała jak prześliczny anioł.

- Słuchaj. - zaczęła, a to wybiło go z transu. - Wiem, że masz moją różdżkę i bądź tak dobry i mi ją oddaj. - powiedziała twardo, jednak lekko się uśmiechając.

Ten szybko wyciągnął przedmiot z kieszeni i jej oddał, a ona pociągnęła go za rękę dalej.

- Widziałeś mnie i teraz nie mogę Cię tak po prostu puścić. - powiedziała, jednak zanim do chłopaka dotarły te słowa, dziewczyna wraz z nim deportowała się na śliczną polane z chabrami.

Chłopak chwycił się za głowę czując, że w głowie mu się kołowroci. Nie był to jednak pierwszy raz kiedy się teleportował, jednak to ciągle nie było przyjemne doświadczenie.

- Gdzie my jesteśmy? - zapytał, rozglądając się po polanie. To był najpiękniejszy widok jaki kiedykolwiek widział. - I kim Ty jesteś? - zadał ponownie pytanie, a dziewcyzna uśmiechnęła się do niego.

- Jesteśmy tam gdzie chciałeś być. - odrzekła. - A jestem tym kim chciałeś żebym była. - dodała tajemniczo.

Credence o nic więcej nie pytał i zerwał kwiatka, który za chwilę odrósł jeszcze piękniejszy. Chłopak uśmiechnął się i rozejrzał się, nie mógł uwierzyć w to widzi. Tam było za pięknie.

- Rozejrzyj się i spójrz w dół. - powiedziała, a ten spojrzał w trawę, której nie było zobaczył tylko swoje ciało, leżące w zimnym zakątku. Otworzył szeroko oczy i spojrzał na dziewczynę. Ta uśmiechnęła się do niego i lekko kiwnęła głową, wiedząc co ten chce zapytać.

- Wiesz czasem koniec, oznacza dopiero początek. - odrzekła i chwyciła go za rękę. - Zamarzłeś tam. -dodała i pociągnęła go w kierunku małego domku, którego ten wcześniej nie widział...

Harry Potter || one shotOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz