#118 Talent

1.1K 52 2
                                        

*Draco*

Y/N zdecydowanie była ciekawą osobą. Czarownica pół-krwi, a więc jeszcze nie najgorsza, ale oprócz tego... fascynująca, inna. Nie mówię w tej chwili o charakterze czy wyglądzie. Raczej o talencie. Odkąd poznałem ją na swoim drugim roku (a była o rok młodsza), miałem trudności z odwróceniem od niej wzroku. Czy się lubiliśmy? Nie. W ogóle. Zasadniczo skakaliśmy sobie do gardeł przy każdej nadarzającej się okazji. Tak więc co takiego mi w niej imponowało? Skrzypce. Tak, durne, ale skrzypce. Potrafiła zagrać każdą możliwą piosenkę, nawet wcześniej nie ćwicząc. A do tego wygląd samego instrumentu powalał na kolana - nie wyglądał jak taki standardowy, znany wszystkim. Miał kształt błyskawicy, co robiło na mnie ogromne wrażenie. Na mugolskich wytworach w ogóle się nie znałem, ale podobno tego typu rzeczy należały do „nowoczesnych". Wiecie, tak jak Błyskawica Pottera w naszym świecie. Nigdy nie rozumiałem całej tej nowoczesności. Y/N zawsze zachwycała się mugolskimi wynalazkami, a każdemu kto ich nie rozumiał mówiła „to właśnie technologia, przydatna rzecz". Może i tak. W każdym razie zmierzam do tego, że mimo dość sporej niechęci w jej stronę, nie umiałem się oprzeć, gdy grała i tańczyła do rytmu. Towarzyszyła temu taka pozytywna energia, przez którą po prostu dzień stawał się lepszy. A gdy któregoś dnia pojawiły się jeszcze wzmacniacze (dwie czarne, nieduże „skrzynki", przez które wydobywały się niesamowite basy a i sam instrument brzmiał głośniej) miałem wrażenie, że Hogwart zwyczajnie żyje. Każdy słuchał Y/N podekscytowany, a w dodatku - bo to najważniejsze i z tym się wiąże cała historia - po pewnym czasie Y/L/N stała się naszą szkolną muzyczną gwiazdą! (W sumie nie tylko szkolną). No i tutaj rozpocznę.

***

- Słyszysz?-Odezwał się Blaise, nasłuchując dochodzących nas z zewnątrz odgłosów. Skrzypce, definitywnie. A do tego tym razem towarzyszył im anielski głos. Spojrzeliśmy na siebie, po czym dość szybkim krokiem wyszliśmy na dziedziniec. Bingo, tak jak myślałem. Y/N znów grała i w dodatku śpiewała. ŚPIEWAŁA! Nigdy wcześniej nie robiła tego publicznie. Można sobie tylko wyobrazić jakie uczniowie mieli miny. Szczęki niektórych sięgały aż do ziemi.
- Niezła jest.-Rzucił Goyle, który wraz z Crabbe'em koślawo podrygiwali do nieznanej żadnemu z nas piosenki. Sam miałem ochotę do nich dołączyć. Przy takiej muzyce nogi same chodziły, ale wróć - nie lubisz jej, nie lubisz jej, nie lubisz jej!
- Co to w ogóle za język?-Odezwała się Pansy, krzyżując ramiona na klatce. Ah no tak, zapomniałbym. Parkinson to największa zazdrośnica. Również uwielbiała muzykę od dziecka. Jej wujek był jednym z pracowników w sklepie z instrumentami Concordia & Plunkett na Pokątnej. Sama grała na harfie i uważała siebie za najbardziej muzyczną osobę w szkole. A gdy pojawiła się Y/N ze swoim niezwykłym darem, Pans nie ukrywała swojego oburzenia.
- To.. hiszpański. Słyszałem go już podczas jednej z podróży.-Odparł Pike, opierając się o drzewo.
- Hiszpański?-Zdziwił się Crabbe.
- Nie myślicie chyba, że angielski to jedyny istniejący na świecie język?-Zaśmiał się Blaise, szturchając moich „goryli" w ramiona.-Błagam, powiedzcie, że tak nie myśleliście.-Dodał, nieco bardziej zmartwionym tonem. Miny Vincenta i Gregory'ego mówiły same przez siebie. Chyba muszę poważnie zastanowić się nad zmianą otoczenia.

*Y/N*

Nie ukrywam, było mi głupio grać i śpiewać wśród praktycznie wszystkich uczniów. Niektórzy mieli takie wyrazy twarzy, jakbym spadła z kosmosu, co dość mocno mnie onieśmielało. Oczywiście wcale nie odbierałam tego za coś negatywnego. Miałam świadomość, że dla wielu takie akcje stanowiły niemałą rozrywkę. Kątem oka dostrzegłam złotą trójkę, bliźniaków, Ginny oraz Lunę z Nevillem, świetnie bawiących się. Uwielbiali mnie słuchać. Naprawdę często byłam atrakcją na wielu imprezach w naszym niedużym gronie. Najbardziej zdziwiły mnie reakcje Ślizgonów - znaczna część z nich wydawała się być zachwycona. Słuchali mnie z rozwartymi ustami, a gdy skończyłam z jedną piosenką, za namową tłumu zaczęłam grać i śpiewać inną. Niedługo potem dziedziniec stał się bardziej roztańczony, niż ubiegłoroczny bal bożonarodzeniowy. Nabrałam trochę więcej pewności siebie, widząc, że ludziom naprawdę niesamowicie podobało się moje hobby. A gdy sami nauczyciele dołączyli do świetnej zabawy, poczułam największą możliwą euforię. Rozruszanie Snape'a to zdecydowanie rzecz niemożliwa, a jednak dostrzegłam, że tupał nogą do rytmu, a nawet kiwał głową z boku na bok, gdy się zapomniał. Sama przemieszczałam się pomiędzy uczniami, tanecznym krokiem, dołączając do niesamowitej zabawy. Czułam się jak jakaś gwiazda. Muzyka to najlepszy wynalazek świata. Dawała tyle radości, tyle odwagi, tyle światła w ponure dni, że aż chciało się żyć. Jedyną rzeczą, która mnie onieśmieliła, była obecność Dracona i jego przyjaciół. Nie umieliśmy się dogadać. Rok wcześniej tak mocno się posprzeczaliśmy bez żadnego powodu, że skończył jako ropucha, a Neville pomylił go z Trevorem. Przez następne pół roku razem z przyjaciółmi śmialiśmy się do łez słuchając opowiadań Rona o tym, jaką Longbottom miał minę, na widok Malfoy'a leżącego z nim w łóżku. A tamten wcale nie był lepszy.

Draco Malfoy & Tom Felton ImaginyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz