Imagine - krótka forma opowiadania. Każdy imagin opowiada o czymś innym, może być podzielony na kilka części. Może być króciutki, może być bardzo długi. Cała książka to zbiór imagine'ów, w którym każdy opowiada inną historię. Nie ma ciągłości między...
Wieść o przyjęciu na uczelnię marzeń była najlepszym co spotkało mnie po wszystkich nieudanych latach w poprzednich szkołach. Ludzie nie dopisywali. Z reguły trzymałam się sama, bo rówieśnicy mieli szalone pomysły, w których nie chciałam brać udziału. Imprezki to zadanie numer jeden do wykonania każdego dnia tygodnia, a opierniczanie się w nauce to chyba motto ponad połowy klas, w których do tej pory byłam. Ale przyszedł czas na zostanie studentką, wszystko miało się zmienić - dojrzalsi ludzie, znacznie większa współpraca z grupą no i szacunek - cholerny szacunek do siebie nawzajem, czego nigdy nie doświadczyłam w niższych stopniem placówkach, a miałam nadzieję doświadczyć na uniwersytecie. Jak to pięknie brzmi - już nie mówiłam „jadę do szkoły" tylko „jadę na uniwersytet". Czułam się jakbym zawojowała świat tą jedną, z pozoru niewielką zmianą. Ale mniejsza z tym, bo zaczynam przynudzać. Wyniosłam się do Warszawy, gdzie moje życie miało obrócić się o 180° i faktycznie tak się stało. W końcu inne otoczenie, inne warunki i okno na świat, którego nie miałam w mojej miejscowości. No i tak - moje przeczucia okazały się trafne. Grupa absolutnie niezwykła, pomocna i chętna do współpracy. Wykładowcy przemili, powiedziałabym wręcz że do tańca i do różańca. Niestety tym, co średnio mi się podobało, były zajęcia online. Cała sytuacja epidemiczna wywróciła świat do góry nogami, a moim zdaniem szkoły ucierpiały na tym najbardziej. Mówcie co chcecie, ale nigdy nauka przeprowadzana internetowo nie będzie na tyle skuteczna, co ta twarzą w twarz. Siedząc w mieszkaniu zawsze znalazło się coś, co mnie rozpraszało. To tykający zegar, to ptaki za oknem, to jakiś wyjątkowy zapach od sąsiada, normalnie myśli się o wszystkim, o czym się nie powinno. Ale to o czym szczególnie chciałam opowiedzieć, to moje zajęcia z native speakerem. Mój kierunek - filologia angielska z językiem hiszpańskim. Wydawać by się mogło, że to nuda i już niczego prostszego nie mogłam wybrać, jednak uwierzcie - jest masa nauki. Ale wróć - konwersacje, czyli jeden z moich przedmiotów. Na początku panowała ogromna ekscytacja, że naszym wykładowcą będzie Brytyjczyk. To takie małe spełnienie marzeń dla kogoś, kto od dziecka wiedział, że któregoś dnia zamieszka na wyspach. Jednak gdy wyszło na jaw kto będzie tym Brytyjczykiem, o mało nie padłam. Dlatego trzymano to w tajemnicy, dlatego pod tym właśnie przedmiotem na planie nie było danych wykładowcy. Tom Felton. Po obudzeniu się i otrzymaniu tej wiadomości na grupie klasowej, byłam pewna, że to zwykły zbieg okoliczności. W końcu halo - co światowej skali gwiazda miałaby niby robić w stolicy kraju, o którym pewnie w życiu nie słyszała? Chwila, a może jednak słyszała.. W końcu parę lat wstecz odwiedził Oświęcim. No ale nieważne, nie o tym. Nawet jeśli słyszał, co niby miałby robić na stanowisku wykładowcy? Z tego co było mi wiadomo, pracował nad dwoma filmami. To niemożliwe być na planie obu produkcji i tego samego dnia dodatkowo wyjeżdżać i uczyć.
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.