Kasamia nie zdążyła krzyknąć, gdy z przejścia wylała się pierwsza fala przeciwników, a białe światło eksplodowało jej za powiekami w momencie zderzenia ze ścianą. Przez kilka chwil uderzała na oślep, mrugając, by przegnać mroczki, kiedy dotarło do niej, że nie jest atakowana.
W końcu wzrok jej się wyostrzył, a plamki zniknęły. Dympiry spoglądały na nią, przechylając głowy z zaciekawieniem, jak szczeniaczki z filmików, które wysyłał jej Promet.
Wiatr przechadzał się między nimi, oceniając jej reakcję. Jego postawa świadczyła wyłącznie o wyższości i drwinie. Wreszcie stanął na czele armii, a wtedy jego wzrok opuścił mutantkę i powędrował obok.
Żywioły stały po obu jej bokach.
- Nie chcemy z tobą walczyć, poddaj się, bracie – usłyszała błagalny ton Roślinności, do którego mimo starań przekradł się gniew.
Chwila... a gdzie są-
Kasamii zakręciło się w głowie, ale Życie wspomogła ją ramieniem. Niemal straciła grunt pod nogami, gdy pojęła, że jasnoszare postacie pośród Dympirów, to właśnie jej zaginieni adepci.
Nie widziała Arii, ale wewnętrznie czuła, że jest gdzieś w tym tłumie.
- Nie! Nie! Aria! Promet! Nie! Puście mnie! Aria! – jej usta krzyczały, a ciało szarpało naprzód. Żywioły przytrzymały ją w miejscu.
- Oddychaj, on chcę, żebyś panikowała – Woda wyszeptała z napięciem. – Łatwiej mu będzie cię pokonać.
- Jeśli chcesz ich uratować, musisz zachować zimną krew – podpowiedział Ogień, a ciepło z jego uścisku rozeszło się w dół jej ramienia.
- Morda! – wrzasnęła przez łzy. – To ja mam zakończyć tę wojnę, nie wy! Nie potrzebuję waszych cennych rad! Wy już się popisaliście!
Żywioły cofnęły się zaskoczone, a na twarzach dwojga z nich wykiełkowało poczucie winy. Kasamii zrobiło się głupio, ale przez myśl nie zdążyło jej przejść, że powinna przeprosić, bo właśnie odezwał się Wiatr:
- Powinnaś się była wycofać, kiedy jeszcze mogłaś – rzekł triumfująco. – Ostrzegałem, że jeśli zwrócisz się przeciwko mnie, odbiorę ci wszystko – jego spojrzenie powędrowało niżej, a podły uśmiech wkradł się na usta. – Bardzo ładny pierścionek. Wygląda na to, że „Póki śmierć nas nie rozłączy" nadeszło szybciej, niż „Żyli długo i szczęśliwie". Kolejna złamana obietnica... prawie jak nasza umowa, nie sądzisz?
Kasamia już dawno nie czuła takiej furii. Tego było za wiele. Odepchnęła się od ściany i rzuciła wrogiemu Żywiołowi do gardła. Zamiast jednak trafić Wiatr, wylądowała na Dympirze. Stwór upadł i wykorzystując jej dezorientacje, odepchnął ją nogami, posyłając na przypominającą ołtarz skałę. Kryształowa konstrukcja nad nią zachwiała się od siły uderzenia.
Mutantka zakaszlała, ponieważ cios z jej płuc wyparł resztki powietrza. Zdołała jednak zobaczyć spojrzenie, jakim obdarzył Wiatr owego Dympira. Stwór klęczał przed nim z żałosną miną, nosem niemal szorując po ziemi, zanim popiskując zerwał się i ukrył w tłumie.
Podniosła się, ale tym razem zaczekała, aż pierwszy zaatakuje. W międzyczasie prowokowała go minami, wzrokiem i smaganiem ogona.
- A mogłaś zajść tak daleko, stając u mego boku... – mówił dalej. – Niemal wciąż ubolewam nad tym, że tak się nie stało. Mogliśmy razem osiągnąć wielkie rzeczy... – Wiatr obrócił się i czekał, jakby liczył, że przyzna mu rację i poprosi o miłosierdzie. Skrzywił się, kiedy tego nie zrobiła. – Doprawdy, wielka szkoda. Oboje byliśmy tymi niepokornymi swoim stwórcom, oboje poznaliśmy smak cierpienia i niesprawiedliwości... oboje znamy ból odrzucenia, bycia niechcianym, niedocenianym, zbędnym... Byliśmy tacy sami. Co ten chłopak ci zrobił?
CZYTASZ
Brakujący Element
Fantasy"Kiedy noc nastanie nad światem, pełnia zaświeci na niebie, księżyc odbije światło słońca i zadecyduje, kto teraz władze sprawuję. Gdy krew spłynie na jego jasną posturę, zwycięstwo Dympirów przypieczętuje, lecz gdy księżyc biały nastanie, mroku to...
