Kasamia i Lukas nieśli Arię, a za nimi, w chwytającej za serce ciszy, podążali adepci, przywróceni do życia oraz Dympiry – niektóre wciąż pokryte kleistymi, różowymi plamami. Maszerowali pogrążeni w myślach i choć wiele było jeszcze do opowiedzenia, na razie nikt nie zadawał pytań.
Kiedy dotarli do tymczasowego obozowiska, Kasamia ułożyła siostrę w ramionach brata tak, by dalej mógł ponieść ją sam. Wokół roiło się od posągów, zastygłych w walce – mutantów i jednego człowieka. To właśnie tutaj było ich najwięcej.
Skupiła moc i wdzięczna, że nie musi już tracić dla niej krwi, ożywiła wszystkich na swojej drodze. Zawahała się dopiero przy człowieku. Alanie. Miała do niego wiele osobistych urazów, ale teraz nie zżerały jej one, a współczucie.
Pamiętała emocje, które zmusiły ją do ucieczki. Świadomość, że Promet nie żyję. Ten strach, ból, chęć by krzyczeć, milczeć, paść na kolana, wyjść... wbić sobie pazury w pierś i wydrapać serce, byle pozbyć się tego uczucia. Byle nie cierpieć. Czuła wszystko jednocześnie i każde z osobna. Nie życzyłaby tego najgorszemu wrogowi.
- Może byśmy mu tego oszczędzili? – Kasamia postanowiła zasięgnąć opinii pozostałych. – Moglibyśmy go przenieść i przywrócić dopiero po... – głos ją zawiódł. – Po pogrzebie.
Najpierw odezwał się Promet, a po nim Lukas:
- Pozwól mu się pożegnać.
- To nie najprzyjemniejsze wieści, ale obiecałem Arii, że mu coś przekażę.
Kasamia, drżąc z emocji, skinęła głową. Dotknęła figury i wlewała w nią moc, aż ostatni okruch odpadł, odsłaniając wstrząśniętego Kilka. Naukowiec złapał się za głowę, z trudem zachowując równowagę. Rozejrzał, a gdy odnalazł bezwładną Arię, oczy szerzej mu się otworzyły, a usta rozchyliły. Kolory odpłynęły mu z twarzy.
Alan przypadł do nieruchomej Arii, obejmując jej bladą twarz. Usta mu zadrżały, a z oczu wypłynęły równo dwa strumienie łez. Przyłożył palce do tętnicy szyjnej i ucho do serca. Jego rozpacz pogłębiała się z każdą sekundą, a gdy nie mógł już temu zaprzeczyć, w oczach rozbłysł mu tak wielki ból, że ci, których spojrzenie napotkał, odwracali wzrok i spuszczali głowy.
Lukas zacisnął powieki i nie otwierając ich, wydusił:
- Byłem przy niej. Kazała ci przekazać... że przeprasza i że chciałaby, żeby sprawy potoczyły się inaczej. No i jeszcze, że dziękuję – mężczyźni spojrzeli sobie w oczy. – Bardzo mi przykro.
Alan wyrwał Lukasowi ciało i wszystkich zaskakując, wepchnął je w ramiona Kasamii.
- Pomóż jej! Zrób coś! Ona nie może umrzeć! Błagam!
- Ja... nie mogę.
- Oczywiście, że możesz! Masz moce Życia! Ożywiłaś mnie! Po prostu ją weź, zaświeć, zrób coś, cokolwiek! Kasamia, proszę cię! Zrobię wszystko, tylko ją ożyw!
Kasamia raz jeszcze spojrzała na ciało i czułym ruchem zgarnęła pukiel jasnobrązowych włosów z twarzy i zaczesała za ucho.
- Chciałabym, ale taka jest kolej rzeczy. Już nic nie mogę zrobić, nawet, gdybym się uparła... – westchnęła. Nie potrafiła znieść jego intensywnego spojrzenia, nadziei, która bezpowrotnie gasła. – Życie odeszła. A z nią i moce, do których potrzebowałyśmy dzielić jaźń. Przykro mi.
Alan wyrwał Arię z objęć Kasamii i przez chwilę kręcił się w miejscu, próbując wypatrzeć zbawienie. Gdy dotarło do niego, że to bezcelowe, zanurzył twarz w jej ciele i szlochając, upadł na kolana.
CZYTASZ
Brakujący Element
Fantasía"Kiedy noc nastanie nad światem, pełnia zaświeci na niebie, księżyc odbije światło słońca i zadecyduje, kto teraz władze sprawuję. Gdy krew spłynie na jego jasną posturę, zwycięstwo Dympirów przypieczętuje, lecz gdy księżyc biały nastanie, mroku to...
