*Zoe*
– Witam, James Ward. Miło mi panią poznać. – Młody mężczyzna, który jeszcze przed chwilą siedział przy stoliku, teraz już stał przede mną. Miał na sobie idealnie skrojony ciemny garnitur, a zamiast krawatu mogłam zauważyć czarną muchę, która dodawała mu uroku i odmładzała swoją drogą. Zwróciłam uwagę na jego twarz, gdzie znajdował się kilkudniowy zarost, który idealnie współgrał z wystającymi kośćmi policzkowymi, a ciemne włosy tylko dodawały mu charakteru. Ideał chyba większości kobiet i nie powiem, zrobił na mnie ogromne, pozytywne pierwsze wrażenie, a to się najbardziej liczy.
Niby każdy mówi, nie oceniaj książki po okładce, ale tak naprawdę wszyscy tak robią. Efekt pierwszeństwa ewidentnie działa na każdego z nas, co również jest potwierdzone naukowo. W końcu pierwsza informacja przekazana do naszej świadomość jest dużo ważniejsza niż ta, która dostarczana jest później. To, co pojawia się pierwotnie stanowi dla nas taki konkretny punkt odniesienia, podstawę, na której budujemy dalsze informacje, które do nas docierają. Tworzymy sobie wyobrażenie o jakieś nowo poznanej osobie wobec schematów, które towarzyszą każdemu w codziennym życiu.
– Zoe Clark. Również mi miło. – Uśmiechnęłam się delikatnie w jego stronę. Po oficjalnym przedstawieniu się zajęłam miejsce naprzeciwko mężczyzny. Czułam się zestresowana, w końcu jest to niecodzienna sytuacja.
– Dziękuję, że się pani zgodziła, to dla mnie naprawdę ważne. – Zaraz, zaraz jakie zgodziłam? Przecież nic takiego nie miało miejsca. Miałam się z nim tylko spotkać i dopiero wtedy podjąć decyzję, czy mam zamiar pakować się w takie kłopoty.
– Nie wyraziłam jeszcze zgody, to znaczy jeszcze nie wiem do końca, nie jestem przekonana. Domyślam się, że Patrick nie powiedział panu, że mam córkę. – Zaskoczony potwierdził, to co sama wywnioskowałam. Miałam świadomość, że Patrick zazwyczaj ukrywa pewne fakty, aby tylko osiągnąć swój cel. Zdziwiłam się w momencie, kiedy James stwierdził, że nawet obecność dziecka mu nie przeszkadza. Faktycznie musiał być bardzo zdesperowany. Przez pół wieczoru biłam się z myślami, rozważałam wszystkie za i przeciw mojej ewentualnej decyzji. Może jednak warto zaryzykować? To rozwiązałoby wszystkie moje problemy, może mogłabym wrócić do normalnego życia, a nie do pracy na dwa etaty.
– Podjęła pani decyzję? – z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos Jamesa.
– Zgadzam się. – W końcu raz się żyję. Nie mam pojęcia, czy jest to dobra decyzja, ale mam nadzieję, że ta cała sytuacja pomoże mi, a nie zaszkodzi. Zauważyłam, jak z jego twarzy znika ten cały stres, niepewność, a te emocje zastępuje szeroki uśmiech. Mężczyzna zaczął szukać czegoś w jednej z kieszeni marynarki i zaskoczył mnie, kiedy przesunął w moją stronę małe, czerwone pudełeczko. Nie ukrywam, sądziłam, że to tylko czysta umowa, podpiszemy jakiś dokument i tyle, a nie będziemy bawić się w te wszystkie oficjalne rzeczy.
– To ważny element – powiedział, gdy zobaczył moje zdezorientowanie. Powoli otworzyłam opakowanie i zaniemówiłam, moim oczom ukazał się przepiękny pierścionek, z dużym oczkiem. Pasował on idealnie do całej wielkości tej biżuterii, nie sprawiał wrażenia takiego, który zajmie praktycznie całą dłoń i będzie rzucał się w oczy poprzez swoją wielkość kryształu znajdującego się w środku. Nie znam się na takich rzeczach za bardzo, ale wydawało mi się, że jest to brylant bez żadnej skazy, wtrąceń, a z tego, co słyszałam to bardzo drogi wydatek. Wzięłam go do ręki i z zaciekawieniem przyglądałam mu się z każdej strony. Cudownie mienił się, gdy odbijał światło świec znajdujących się na naszym stoliku. Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że mogę od kogokolwiek dostać taką błyskotkę. Jak mam być szczera to boję się, nawet ją nosić. Mogę się założyć, że kosztowała więcej niż moja sukienka i szpilki, które mam na sobie, razem wzięte, ale to nie zmienia faktu, że zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia.
– Jest śliczny. – Założyłam go po chwili wahania. Atmosfera pomiędzy nami była cały czas napięta. Praktycznie, co chwilę zerkałam na pierścionek, który znajdował się na mojej lewej dłoni. Tak bardzo do mnie nie pasował, był bogato zdobiony, co kolidowało z moim wyobrażeniem o pierścionku zaręczynowym. Wolałam świadomość i przede wszystkim prawdziwość takiego uczucia. Ten, który znajdował się na moim palcu, idealnie oddawał obraz tej całej sytuacji. Sztuczny, wymuszony i przesadny. James podczas reszty naszego wspólnego wieczoru wypytywał mnie o podstawowe rzeczy, które dotyczyły mojego życia. Na każde zadane pytanie odpowiadałam zdawkowo, czułam się jakby moja głowa była zupełnie w innym miejscu. Nie zabrzmię chyba idiotycznie, jeżeli powiem, że czuję się jak w jakimś filmie.
– Coś nie tak? – zapytał wyraźnie zaniepokojony.
– Nie, nie wszystko jest w porządku, po prostu nie czuję się komfortowo w tej sytuacji, potrzebuję chwili – powiedziałam zgodnie z prawdą. Nie zamierzałam go okłamywać.
– Rozumiem, masz do tego pełne prawo. Zdaję sobie sprawę, że jest to dość dziwna sytuacja. – Pokiwałam twierdząco głową na jego słowa. – Chyba powinienem, chociaż odrobinę rozjaśnić ci sprawę. Chodzi o to, że pewien człowiek próbuje zakłócić spokój w mojej rodzinie i odebrać firmę, która jest w mojej rodzinie od pokoleń. Nie mogę na to pozwolić.
– To twoje prywatne sprawy, nie oczekuję, że będziesz mi o nich opowiadał. – Oprócz tego dowiedziałam się, że jego rodzina być może domyślała się, co planuje James. Jednak on chce jak najdłużej udawać, że to wszystko jest prawdą. Musiałam się na wszystko zgodzić, w końcu tutaj to on dyktował warunki, a ja tylko grzecznie wykonywałam jego polecenia. Konieczne było ustalenie jakiejś wspólnej wersji wydarzeń, co nie było prostym zadaniem. Nikt nie uwierzy, że wpadliśmy na siebie w parku. Różniliśmy się i było to widoczne gołym okiem, więc znalezienie jakiegoś złotego środka było ciężkim zadaniem. Zgodnie uznaliśmy, że również najlepszą opcją będzie wmówienie każdemu, że po prostu chcieliśmy jak najdłużej ukrywać naszą znajomość ze względu na moją córkę. Mężczyzna był zadziwiająco opanowany, ale również wyczułam bijący od niego chłód, który powodował u mnie nieprzyjemne dreszcze. Podczas kolejnych tematów, które poruszyliśmy, wyjawił mi, że z zawodu jest prawnikiem oraz pracuje w zawodzie. Wtedy wiedziałam już, dlaczego zachowuje się w taki sposób. Jego zachowanie, które już zdążyłam zaobserwować, idealnie odzwierciedla typowe zachowanie dla każdego prawnika.
– A ty czym się zajmujesz? – tego pytania obawiałam się najbardziej. Wiedziałam, że będę musiała poruszyć ten temat, ale nie sądziłam, że wyjawienie tego będzie dla mnie tak ciężkim zadaniem. W gruncie rzeczy wstydziłam się tego, co robię, jednak nie miałam wyboru, przecież żadna praca nie hańbi.
iW
~~~
Hej! Taka mała niespodzianka, rozdział miał pojawić się dopiero teraz, ale znalazłyśmy trochę wolnego czasu i jest dodatkowo dzisiaj. Dziękujemy za tyle komentarzy, gwiazdek i wejść, każda wiele dla nas znaczy.
Liczymy na gwiazdki, komentarze, dodawanie do bibliotek jak i polecanie naszego opowiadanie innym.
Pozdrawiamy
Eve i Nika:*
Kolejny rozdział w sobotę
Rozdział poprawiony: 14.04.2017r.
CZYTASZ
Find Happiness
RomanceMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
