*Zoe*
Czas płynął w zadziwiająco szybkim tempie i nim się obejrzałam to wracaliśmy już do domu. Gdybym tylko mogła to z chęcią zostałabym tutaj na dłużej. Uwielbiałam to miejsce. Czułam się tutaj zdecydowanie pewnie oraz bezpiecznie. Wydawało mi się, że wszystkie problemy znikają, a ja po prostu nie mam się czym przejmować.
- Możemy jechać - odezwał się James, chowając do bagażnika ostatnią walizkę, która nam została. Westchnęłam cicho. Już parę razy mówiłam mu, że chętnie zostałabym tutaj na dłużej, ale on był przeciwny. Cały czas powtarzał, że ma masę spraw do załatwienia. Z początku nie chciał o nich mówić, ale za którymś razem po prostu uległ i byłam pod wrażeniem.
Zdziwiło mnie, że nie chciał przedłużyć naszego wyjazdu tylko i wyłącznie dlatego, że miał wizytę u psychologa. Jednak to oznaczało, że faktycznie wyjście z nałogu było dla niego bardzo istotną kwestią, co mnie naprawdę ucieszyło. Nie sądziłam, że tak poważnie do tego podszedł, ale cieszyłam się.
- Skoro musimy - mruknęłam cicho, wsiadając do samochodu. Charlotte już wcześniej została posadzona oraz zapięta w foteliku na siedzeniu z tyłu. Tak samo, jak ja nie chciała wracać. Polubiła to miejsce i wcale się nie zdziwiłam.
- Obiecuje ci, że jeszcze was tutaj zabiorę - powiedział z uśmiechem na twarzy. - Oczywiście o ile będziesz chciała - dodał, zapinając swój pas bezpieczeństwa.
Mężczyzna odpalił samochód i wyjechał poza teren posesji. Zatrzymał się kawałek dalej, a następnie wysiadł i upewnił się czy bramka jest na pewno zamknięta. Dopiero kiedy wszystko sprawdził, wsiadł ponownie do pojazdu i mogliśmy ruszyć w kilku godzinną podróż.
Byłam zmęczona po nieprzespanej nocy. Praktycznie do rana siedzieliśmy z Jamesem i oglądaliśmy jakieś głupie filmy. W końcu mogliśmy spędzić tak beztrosko czas. Gorzej było, kiedy nad ranem musiałam zająć się Charlotte, a do tego spakować nasze rzeczy.
Oparłam głowę o szybę i przyglądałam się mijającym drzewom. Widok ten spowodował, że byłam jeszcze bardziej zmęczona niż wcześniej i po prostu po chwili zasnęłam. Mój organizm w końcu miał szansę na regenerację.
Obudziłam się dopiero, kiedy samochód dosyć gwałtownie zahamował. Nie spodziewałam się tego, więc byłam odrobinę spanikowana.
- Co się stało? - zapytałam, otwierając oczy i spoglądając na Jamesa. Był wściekły, co mogłam śmiało wywnioskować po jego mocno zaciśniętej szczęce i dłoniach zaciśniętych w pięść.
- Pieprzony idiota w nas wjechał - powiedział, podnosząc głos.
- Uważaj na to, co mówisz - stwierdziłam. Charlotte nie powinna słuchać takiego języka, a Ward powinien potrafić się pohamować w jej obecności.
- Kto mu dał prawo jazdy?! - krzyknął, gasząc silnik, a następnie wysiadł z samochodu. Wiedziałam, jak ważne było dla niego to auto, dlatego obawiałam się, że mógł coś zrobić kierowcy drugiego pojazdu.
Odpięłam szybko pas bezpieczeństwa i sama wybiegłam, a praktycznie wypadłam na chodnik. Spojrzałam jeszcze na Char, która smacznie spała i szybkim krokiem podeszłam do wkurzonego Warda, który krzyczał na drugiego mężczyznę.
- James! - Położyłam dłoń na jego ramieniu, chcąc sprawić, żeby chociaż odrobinę się uspokoił. krzykiem niczego nie zyska, a może tylko pogorszyć sytuację.
- Idź do samochodu - powiedział surowym głosem, myśląc, że go posłucham, ale nie było mowy. Nie zostawiłabym go w takim stanie tutaj samego. Jeszcze rzuciłby się na sprawce wypadku i miałby problemy.
- Może spiszemy oświadczenie? - zaproponował kierowca drugiego samochodu, a ja widząc minę Jamesa zaczęłam się jeszcze bardziej obawiać rozwoju sytuacji.
- Czekamy na policję - odpowiedział pewnie Ward. Tego się mogłam po nim spodziewać. Potrafił walczyć o swoje i to mi się naprawdę w nim podobało. Wiedział czego chciał i konsekwentnie do tego dążył.
- Po co policja? - zapytał lekko spanikowany mężczyzna. Obawiał się czegoś, co mogłam śmiało stwierdzić, ale nie wiedziałam czego.
- Jestem zmęczona - zaczęłam. - Zgódź się na to oświadczenie i jedziemy do domu - dodałam, łapiąc go za rękę. Nie chciałam, żeby ten drugie kierowca miał kolejne problemy. Może nie powinnam w ten sposób postępować, ale uważałam, że sama konfrontacja z Jamesem była czymś strasznie stresującym, a co dopiero kontakt z policją.
- Masz szczęście - warknął James i wyciągnął z dokumentów jakąś karteczkę, po której zaczął coś pisać. Nie zwracałam już na to uwagi, tylko wróciłam do samochodu. Było mi już zbyt zimno, stojąc na dworze w samym krótkim rękawku. Niby było ciepło, ale zostałam wybudzona ze snu, a to zdecydowanie pogarszało sytuację.
Trzęsąc się, wsiadłam do samochodu i podwyższyłam ogrzewanie, żeby móc chociaż odrobinę się ogrzać. Spoglądałam w lusterko, aby móc kontrolować sytuację, która miała miejsce kawałek dalej. W każdej sekundzie mógł wybuchnąć, biorąc pod uwagę jego charakter.
- Kretyn - mruknął Ward, wsiadając do samochodu. Kawałek papieru wrzucił do schowka i ruszyliśmy dalej po krótkiej chwili. W końcu.
- Możesz jechać? Nie zniszczył nic za bardzo? - zapytałam. Może za bardzo naciskałam na Jamesa, żeby mu odpuścił. Nie wzięłam pod uwagę tego, że coś poważnego mogło odlecieć albo też się rozwalić i nie będziemy mieli, jak wrócić do domu.
- Ta - powiedział od niechcenia. Reszta drogi minęła nam w ciszy. Żadne z nas się nie odzywało. Sama też nie rozpoczęłam rozmowy, ale nie czułam się z tym źle. Czasami warto było pomilczeć.
- Mamo, pić - odezwała się zaspanym głosem Charlotte. Odwróciłam się w jej stronę i uśmiechnęłam czule. Nie miałam pojęcia, co bym bez niej zrobiła.
Wyciągnęłam z torby sok z czarnej porzeczki, a następnie jej podałam. Dziewczynka sama sobie odkręciła butelkę i przyłożyła ją do ust.
Podskoczyłam ponownie dzisiejszego dnia, gdy usłyszałam dźwięk klaksonu i parę przekleństw z ust Jamesa. Pokręciłam tylko przecząco głową. On naprawdę nie potrafił się powstrzymać.
Wróciłam wzrokiem do córki, która patrzyła na coś z przerażeniem w oczach. Spojrzałam w to miejsca, na którym mała była skupiona i nie wiedziałam, co powiedzieć. Na siedzeniu samochodu Warda znajdowała się ogromna plama. Char wylał się sok. On nas przecież zabije, gdy to zobaczy.
Pokazałam jej gestem, żeby nie odzywała się. Mężczyzna nie musiał się o tym dowiedzieć od razu. Najpierw niech spokojnie dojedzie do domu, a później może ponownie się wściekać. Miałam nadzieję, że to jakoś zejdzie, bo te samochody naprawdę wiele dla niego znaczyły.
~~~
Niedługo grudzień :*
Eve i Nika:*
CZYTASZ
Find Happiness
RomanceMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
