*Zoe*
Po urodzinach Charlotte wszystko musiało wrócić do normy. Dziewczynka cały czas była smutna. Liczyła na to, że James przyjedzie do niej, ale niestety zachował się, jak ostatni idiota, zostawiając małą w taki dzień samą. Nie potrafiłam tego zrozumieć
Moja córka traktowała go, jak ojca, a on nie potrafił się odnaleźć w tej roli. Samo to, że pozwalał mówić do siebie tato, nic nie oznaczało. Było za mało, dla Charlotte czy nawet innego małego dziecka. Byłam na siebie wściekła, że dopuściłam do tego.
Rano tak samo, jak zawsze odwiozłam córkę do przedszkola, a następnie skierowałam się do kancelarii. Podobało mi się to, że cały czas miałam jakieś zajęcie i praktycznie ciągle coś robiłam, nie mając nawet chwili dla siebie, bo przynajmniej nie myślałam za dużo.
Powoli zbliżała się rozprawa, a ja zaczęłam się tego obawiać. Nie wiedziałam do czego był zdolny Ward. Zastanawiałam się, co takiego wymyślił jeszcze, żeby mnie pogrążyć, bo przecież raz nie mógłby odpuścić.
Przez cały czas, gdy jechałam do pracy, spoglądałam w lusterko. Od jakiegoś czasu czułam, że ktoś mnie obserwuje. Miałam nadzieję, ze to były tylko moje wymysły, ale zaczęłam się trochę bać.
W końcu nadal byłam żoną Jamesa, a mogłam się założyć, że spore grono ludzi, chciałoby mu zaszkodzić. Szkoda tylko, ze nie znali prawdy. Oczywiście miałam nadzieję, że to nie była prawda i po prostu ostatni horror, który obejrzałam z Patrickiem tak na mnie wpłynął.
Mimo wszystko starałam się, jak najmniej przebywać na mieście i od razu wracać do domu. Wolałam nie ryzykować swojego życia oraz tym bardziej Charlotte.
W kancelarii nie miałam zbyt dużo do zrobienia. Napisałam parę wniosków do sądu, które oddałam szefowi do sprawdzenia, a następnie towarzyszyłam jednemu z prawników przy spotkaniach z klientami. W końcu zaczynałam się czegoś uczyć, ale bardziej praktycznego.
Naprawdę podobał mi się sposób funkcjonowania tej kancelarii. Dawała ogromne możliwości studentom, którzy chcieli zostać dobrymi adwokatami.
Większość moich znajomych z roku skończyła na kserowaniu dokumentów oraz robieniu kawy dla klientów oraz innych pracowników. Ja dzięki Jamesowi uniknęłam tego, za co byłam mu mimo wszystko wdzięczna, bo tak to sama wylądowałabym pewnie w takiej kancelarii, jak reszta. Znajomości dużo robiły i teraz mogłam się o tym doskonale przekonać.
Po skończonej pracy, szybko odebrałam Charlotte i pojechałyśmy prosto do domu. Może przesadzałam, ale naprawdę się bałam. Mała trochę marudziła, bo chciała pójść jeszcze na plac zabaw, ale w końcu jej przeszło, gdy obiecałam, że dziadek nas odwiedzi dzisiaj. Musiałam z kimś porozmawiać o tej całej sytuacji, bo sama bym zwariowała.
Zaparkowałam samochód na parkingu pod blokiem i od razu poczułam się lepiej. Ulżyło mi, że byłam już praktycznie w domu.
- Dokąd się tak śpieszysz, Zoe? - usłyszałam głos sąsiada. Czy ja do cholery miałam jakiegoś pecha albo na czole napisane coś, żeby każdy idiota mógł się do mnie przyczepić?
- Do domu - mruknęłam cicho i złapałam Charlotte za rękę. Nie miałam ani czasu, ani tym bardziej ochoty na głupie dyskusje. Takie przekomarzanie się było dobre w szkole, ale nie w dorosłym życiu.
- Cześć, jestem Nate. - Mężczyzna podszedł bliżej Char i wyciągnął do niej rękę na przywitanie. Mała się za bardzo wstydziła, żeby mu podać swoją dłoń, dlatego tylko schowała się za mną. Sąsiad zaśmiał się i po chwili opuścił wyciągniętą kończynę.
- Chodź, Char idziemy. - Zaczęłam kierować się w stronę wejścia do bramy, ale po raz kolejny wciągu kliku dni, źle się poczułam. Zrobiło mi się słabo i gdyby nie Nate to leżałabym już na zimnym chodniku.
- Byłaś z tym u lekarza? - zapytał, a ja pokręciłam przecząco głową. Nie miałam czasu na takie głupoty, bo przecież nic mi nie było. - Zoe, to już drugi raz przy mnie, gdy prawie zemdlałaś - dodał.
- To naprawdę nic takiego, jestem po prostu przemęczona - odpowiedziałam i weszłam do windy razem z córką, zamykając od niej drzwi. Miałam dosyć tego mężczyzny. Nie miałam pojęcia za kogo on się uważał.
W mieszkaniu przygotowałam szybką kolację, którą od razu zjadłyśmy, a następnie poszłam się z nią pobawić. W końcu obiecałam jej to.
Dziewczynka chciała zaczekać na mojego ojca, ale nie dala rady. Zasnęła chwilę po tym, gdy pomogłam jej się wykąpać.
- O czym chciałaś porozmawiać? - zapytał ojciec, kiedy siedzieliśmy przy kuchennym stole. - Brzmiałaś całkiem poważnie, coś się stało? - spojrzał na mnie i z uwagą przyglądał mi się przez dłuższy czas.
- Wydaje mi się, że ktoś mnie śledzi - powiedziałam od razu. Nie chciałam z tym zwlekać. Pragnęłam mieć to już za sobą i poczuć ulgę, która mi towarzyszyła, gdy tylko wypowiedziałam te słowa.
- Jesteś pewna? Może coś ci się przewidziało? - pokiwałam przecząco głową i widziałam, jak przez dłuższą chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią.
- Boję się - powiedziałam cicho, spuszczając wzrok. Nie lubiłam przyznawać się do swoich słabości, a teraz musiałam to zrobić.
- Myślałaś o ochronie? - zapytał. - Mogę kogoś wam załatwić, jeżeli to sprawi, że poczujesz się bezpieczniej. - W momencie, gdy wypowiedział te słowa, zaczęłam poważnie się nad tym zastanawiać. Może to wcale nie był taki głupi pomysł? Miałabym pewność, że Charlotte nic nie grozi.
- Może to jest dobry pomysł - westchnęłam. Naprawdę nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Nie chciałam też wyjść na idiotkę, która wymyśla sobie, że ktoś ją obserwuje. Na dobrą sprawę to wszystko mogło mi się tylko wydawać.
- Poszukam kogoś. - Cieszyłam się, że ojciec mi w tym pomoże. Sama nie wiedziałabym od czego zacząć. Nie znałam żadnych sprawdzonych firm, który się zajmowały tą kwestią, a nie chciałam wybrać jakiejś najgorszej. Tutaj chodziło o życie mojej córki, a na niej nie miałam zamiaru oszczędzać.
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się w kierunku ojca. Nie wiem, co bym zrobiła bez rodziców w tej sytuacji. Naprawdę się cieszyłam, że w końcu udało nam się dojść do porozumienia i pogodzić się. Wiele to dla mnie znaczyło. Ja odzyskałam rodziców, a Charlotte dziadków, których wcześniej nie miała.
~~~
Eve i Nika;*
CZYTASZ
Find Happiness
RomanceMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
