*Zoe*
Leżeliśmy w ciszy, wpatrując się w sufit. Nie miałam pojęcia, co powiedzieć i tak samo chyba James. Woleliśmy pomilczeć. Charlotte, kiedy tylko skończyła opowiadać o tym, co takiego robiła podczas naszej nieobecności, ze zmęczenia zasnęła. Leżała pomiędzy nami, a jej jedna noga znajdowała się praktycznie na Wardzie.
Kątem oka spojrzałam na niego i chyba nigdy nie zapomnę takiego widoku. Wpatrywał się w moją córkę, a do tego delikatnie głaskał ją po brązowych włosach. To wszystko wyglądało strasznie uroczo.
- James - odezwałam się cicho, aby nie obudzić córki. Mężczyzna oderwał wzrok od Char i przeniósł go na mnie. Z wyczekiwaniem czekał, aż powiem coś jeszcze.
Kiwnęłam głową na drzwi. Nie chciałam rozmawiać z sypialni, gdzie spała Charlotte. Bałam się, że nasza z pozoru normalna, jak i spokojna rozmowa przeobrazi się w coś gorszego, a tego nie chciałam.
Widziałam, jak James niechętnie wstał, wcześniej jeszcze przykrywając śpiącą dziewczynkę kocykiem. Kiedy ujrzałam tą cała sytuację, chciałam wrócić po prostu do łóżka i dalej leżąc w tej miłej atmosferze. Jednak z drugiej strony czułam potrzebę wyjaśnienia sobie z Wardem tego wszystkiego.
Nie czułam się dobrze, wiedząc, że James grał w jakąś grę, której ja totalnie nie rozumiałam. Liczyłam się, że może ona mogła dużo zmienić, ale sądziłam, że takie jakby oczyszczenie atmosfery będzie idealną opcją.
- Tak? - zapytał, gdy wyszliśmy z sypialni i stanęliśmy na korytarzu. Oparłam się o ścianę i przymknęłam na chwilę oczy. Potrzebowałam chwili spokoju, aby ułożyć odpowiednio słowa.
- Powiesz mi co się dzieje? - spojrzałam mu prosto w oczy. Myślałam, że w ten sposób powie mi prawdę albo ja będę potrafiła wykryć kłamstwo, jakie będzie próbował mi wcisnąć.
Widziałam lekkie zdezorientowanie na twarzy mojego męża. Nie rozumiał, o co mi chodziło. Podeszłam bliżej mężczyzny, aby zmniejszyć dystans między nami.
- Dziwnie się zachowujesz - westchnęłam, kładąc mu dłoń na barku. - Nigdy nie byłeś taki romantyczny, o co chodzi? - zapytałam. - To jakaś gra? - dodałam. Wolałam poznać nawet najgorsza prawdę niż żyć w kłamstwie.
Obawiałam się najgorszego, że po prostu założył się z kimś i teraz realizuje swój plan, aby wygrać jakaś bezsensowną nagrodę. Za dobrze go już znałam i taka zmiana z dnia na dzień była kompletnie niemożliwa.
Do cholery nikt nie mógł przejść takiej metamorfozy w ciągu paru godzin. Najpierw na mnie się wydzierał o głupie ciuchu, był oschły, a później nagle potulny, jak aniołek. Kochający mąż.
- Żadna gra kochanie. - Uśmiechnął się do mnie. - Nie musisz się o nic martwić - powiedział, obejmując mnie. Tak bardzo, jak chciałam z nim rozmawiać to w momencie, w którym mnie dotknął, pragnęłam tylko, aby mnie przytulił do siebie, zapewnił, że mnie kocha i nie zostawi.
Chciała usłyszeć, że dopiero teraz otworzył oczy i miał szanse na mnie spojrzeć, jak na kobietę. Liczyłam gdzieś w głębi również, że stwierdzi, iż ten układ nasz jest bezsensowny oraz podrze umowę, zapewniając mnie o czystej, jak i prawdziwej relacji pomiędzy nami. Pragnęłam tego, ale doskonale wiedziałam, ze to tylko marzenia.
- Pogubiłam się - szepnęłam cicho. Na dodatek jeszcze w moich oczach pojawiły się łzy. Męczyło mnie to wszystko. Nie wiedziałam, co mam sądzić o tym wszystkim. Czułam się, jak mała dziewczynka, która zgubiła się rodzicom i nie wie, gdzie ma dalej pójść, co zrobić.
- Kochanie. - Przytulił mnie mocniej do siebie. - Nie płacz - powiedział cicho, a następnie starł łzę z mojego prawego policzka. - Nie przeze mnie - dodał, a następnie pocałował mnie w czubek głowy.
Zaskoczył mnie. Nigdy nie otrzymałam tyle ciepła, jak i czułości z jego strony w tak zwyczajnej sytuacji. Wiadomo, kiedy uprawialiśmy seks ta bliskość miała miejsce. Pojawiało się pomiędzy nami pożądanie, wypowiadane były jakieś miłe słówka, ale nie przy takich codziennych czułościach.
- Połóż się, jesteś zmęczona. - Objął mnie mocno i skierowaliśmy się ponownie w stronę sypialni. Zaczęłam protestować, ale to było na nic. - Ledwo stoisz na nogach, kładź się - powiedział dość władczym tonem. Nie mogłam się sprzeciwić, dlatego też grzecznie położyłam się na łóżku.
- Zostań. - Wyciągnęłam rękę i złapałam mężczyznę za nadgarstek. Widziałam, jak Ward szykował się do opuszczenia pokoju, dlatego musiałam go jakoś zatrzymać. Potrzebowałam jego obecności, a najgorsze było to, że z każdym dniem coraz bardziej.
- Zaraz wrócę - westchnął. - Zaniosę Charlotte do jej pokoju - dodał, kiedy zobaczył, że nie mam zamiaru puścić jego dłoni. Niechętnie zabrałam rękę i położyłam ja na swoim brzuchu.
Wzrokiem śledziłam każdy ruch Jamesa. Doskonale widziałam, jak mężczyzna wziął moją córkę na ręce, a następnie przytulił do siebie. Char zaczęła mamrotać coś pod nosem, co nie wróżyło niczego dobrego. Zapewne zaraz wstanie i tyle będzie ze spokojnego wieczoru.
Zrobiłam zaskoczoną minę, gdy Ward pocałował ją w czubek nosa, szepcząc jej coś na ucho. Nie miałam pojęcia, co takiego powiedział, ale chyba zadziałało na dziewczynkę, bo wtuliła się w niego i dalej smacznie spała.
Razem opuścili sypialnie, a ja odetchnęłam z ulgą. Zdenerwował mnie odrobinę fakt, że James unikał rozmowy ze mną, co było widoczne gołym okiem. Jednak nie mogłam naciskać na niego. Może coś go po prostu blokowało i nie potrafił się otworzyć? Musiałam być odrobinę bardziej wyrozumiała.
Czekałam, aż mój mąż wróci do sypialni, ale ten czas strasznie się dłużył. Nie wiem ile czasu dokładnie minęło od momentu, w którym poszedł z Charlotte, ale już tęskniłam za nim, za jego obecnością. Za bardzo się przyzwyczaiłam do niego i nawet nie chciałam myśleć o tym, co się stanie, kiedy każde z nas pójdzie w swoją stronę, zaczynając nowe życie. Nie chciałam tego, a to się z każdym dniem zbliżało do nas coraz bardziej.
Czas zdecydowanie za szybko mijał. Każdy dzień kończył się w błyskawicznym tempie, którego nie potrafiłam zatrzymać, mimo chęci.
- Przepraszam, ze tak długo. - Do pokoju wrócił James. Uśmiechnął się do mnie przepraszająco, a następnie położył koło mnie.
- Nic się nie stało. - Nie chciałam wyjść na jakaś zdesperowaną idiotkę, mówiąc mu, że już zdążyłam się za nim stęsknić. To nie był jeszcze ten etap w naszej relacji. Zdecydowanie było za wcześnie na takie wyznania, jednak marzyłam o tym, aby już niedługo moc bez skrępowania wypowiadać takie rzeczy, tak samo, jak ich słuchać. Chciałam tego.
- Będziesz zła, jak cię zostawię teraz? - zamurowały mnie jego słowa, kiedy zrozumiałam ich sens. Chciał mnie zostawić? To po co było to wszystko, te czułości miłe słówka? Na cholerę dawał mi nadzieję? Zdezorientowana spojrzałam na niego.
Dość gwałtownie podniosłam się, przez co poczułam delikatny ból w szyi. Syknęłam cicho z bólu, ale starałam się nie dać po sobie poznać, że coś było nie tak.
- Co? - zapytałam.
- Ojciec chce ze mną porozmawiać - powiedział, a ja automatycznie wypuściłam powietrze z ust. Miałam ochotę przywalić sobie za moją głupotę. Jak ja mogłam pomyśleć, że Ward chciał już zerwać naszą umowę. To było niedorzeczne. Chyba naprawdę powoli zaczynałam wariować. Przez to wszystko niedługo wyląduje z jakimś zakładzie psychiatrycznym.
- Jasne idź. - Pochyliłam się nad nim, aby pocałować go. Nie miałam pojęcia czy dobrze robię, ale może tym razem to ja powinnam wykonać jakiś ruch w jego kierunku.
- Niedługo wrócę. - Wstał z łóżka i skierował się w stronę drzwi. - Czekaj na mnie. - Puścił mi oczko i już po chwili zniknął z mojego pola widzenia.
~~~
Eve i Nika;*
CZYTASZ
Find Happiness
Roman d'amourMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
