*James*
Siedziałem w kancelarii i nie miałem zamiaru z niej wychodzić. Najlepiej byłoby gdybym tutaj nocował albo został przez tydzień. Nie chciałem wracać do domu i brać udziału w tej całej szopce.
Matka wraz z ojcem zachowywali się, jakby miała nas odwiedzić, co najmniej rodzina królewska. Od tygodnia zw jej domu pojawiło się więcej sprzątaczek niż przez cały rok. Każdy zakamarek był dokładnie wysprzątany, a wszystko było już praktycznie gotowe na przyjazd mojego brata.
Sam chciałem jakoś uniknąć tego wszystkiego, wykręcając się pracą, ale matka była sprytniejsza. Zaprosiła mnie i Zoe na niedzielny obiad. Starałem się wykręcić z tego, jak tylko mogłem, ale wszystko posypało się, gdy matka zapytała się mojej żony czy mamy jakieś plany na weekend. Kiedy ta zaprzeczyła, wiedziałem już, że nie było odwrotu.
Nie byłem zły na Zoe, nie miałem prawa. Po prostu mogłem wcześniej ją poinformować o moim planie. Była niewtajemniczona w to, więc tym razem to ja nawaliłem. Nie pozostawało mi nic innego, jak wytrzymać to wszystko, co miało się wydarzyć.
Zrobiłem sobie chwile przerwy. Przetarłem oczy ze zmęczenia w tym samym momencie, w którym usłyszałem pukanie do drzwi mojego biura.
- Proszę - krzyknąłem. Musiałem poważnie porozmawiać z sekretarką, bo wyraźnie poprosiłem ją, aby dzisiaj nikogo do mnie nie wpuszczała. Ten dzień miałem spędzić na papierkowej robocie, a nie przyjmowaniu klientów. Czego ona nie zrozumiała.
- Cześć, przeszkadzam? - spojrzałem w stronę drzwi, kiedy usłyszałem głos żony. Nie rozumiałem, co ona tutaj robiła, przecież nigdy w życiu mnie nie odwiedzała. Coś się stało?
Gestem ręki wskazałem jej wolne miejsce na krześle. Kobieta bez chwili zawahania usiadła na nim, wcześniej zamykając drzwi.
- Co tutaj robisz? - zapytałem. Nie miałem czasu na pogawędki przy kawie. Chociaż z drugiej strony będę mieć powód, aby zostać dłużej w pracy.
- Pomyślałam, że cie odwiedzę - stwierdziła. - Mam coś dla ciebie. - Zaczęła szukać czegoś w torebce. Przyglądałem się uważnie kobiecie i temu, co robiła. Po chwili wyciągnęła z niej małą czekoladową muffinkę.
- Dziękuję - powiedziałem, gdy podała mi ją. Coś mi nie pasowało w jej zachowaniu. Byłem przekonany, że nie przyszła tutaj po to, aby dać mi babeczkę. - Chcesz porozmawiać? -zapytałem, nie mogąc dłużej wytrzymać tego niezręcznego nastroju.
Widziałem, jak zaczęła o czymś intensywnie myśleć. Jakby rozważała za i przeciw tej rozmowy. Teraz już na pewno jej nie odpuszczę i dowiem się, o co jej chodziło.
- Mam problem - odezwała się cicho, jakby bała się przyznać do tego, że potrzebowała pomocy i to mojej. Zazwyczaj była samodzielna, co mi cholernie imponowało. Mało która kobieta była w stanie samodzielnie do wszystkiego dość, nie idąc przy tym na skróty.
- Tak? - zapytałem, a następnie ugryzłem kawałek muffinki. Czekoladowy smak rozpłynął się w moich ustach. Raz na jakiś czas mogłem zrobić odstępstwo od mojego codziennego jadłospisu.
- Mam zacząć teraz praktyki i nie mam pojęcia, gdzie złożyć dokumenty - westchnęła. - Pomożesz mi wybrać kilka opcji? - dodała, a ja odetchnąłem z ulgą. Pierwsze, co mi przyszło do głowy to, że chciałaby u mnie zacząć je robić,a na to bym się nie zgodził. Nie wyobrażałem sobie, żeby pracować z własną żoną. To by nie wyszło i tylko byśmy się przy tym męczyli jeszcze bardziej.
- Jasne. - Uśmiechnąłem się. Cieszył mnie fakt, że chciała, abym jej pomógł w takiej rzeczy. Oznaczało to, że w jakiś sposób ceniła mnie, jako prawnika i liczyła się z moim zdaniem. Podobało mi się to i zdecydowanie podbudowywało moje ego.
Widziałem, jak kobieta odetchnęła z ulgą. Ja sam będąc na jej miejscu, chciałbym, aby ktoś mi doradził. Na rynku było już ogromnie wiele kancelarii prawniczych, które z chęcią przyjmowały studentów na praktyki, ale tylko nieliczne faktycznie przygotowywały do zawodu.
Ludzie potrafili traktować młode, ambitne osoby dużo gorzej niż sprzątaczki, które pracowały w firmie. Stażyści najczęściej zajmowali się parzeniem kawy i układaniem dokumentów alfabetycznie. Moim zdaniem to był najgorszy błąd, bo ci ludzie nie chcą zostać baristami tylko prawnikami, a to była ogromna różnica.
- Przygotuje ci listę miejsc, do których naprawdę warto złożyć dokumenty - powiedziałem, spoglądając na nią uważnie.
- Dziękuję - odwzajemniła uśmiech. - Jest tyle ofert, że ciężko się zdecydować - stwierdziła, zakładając nogę na nogę.
- Dlatego masz mnie do pomocy - zaśmiałem się. Chciałem, aby miała świadomość, że ma wsparcie w mojej osobie.
- Kiedy wracasz do domu? - zapytała. - Poczekam na ciebie - dodała, a ja spojrzałem na zegarek. Było jeszcze zdecydowanie za wcześnie na powrót. Miałem zamiar posiedzieć tutaj jeszcze kilka dobrych godzin, ale Zoe mi pokrzyżowała plany.
Zamknąłem laptopa i spakowałem wszystkie dokumenty do teczki. Dokończę w domu, trudno, pomyślałem. Zamknąłem swój gabinet na klucz, a następnie pożegnałem się z osobami, które siedziały przy recepcji.
Objąłem Zoe i razem opuściliśmy teren kancelarii. Skierowaliśmy się do podziemnego parkingu, gdzie zaparkowałem swój samochód. Powoli wyjechałem z podziemi i włączyłem się do ruchu drogowego. Starałem się jechać, jak najwolniej tylko mogłem, aby przedłużyć nasz powrót do domu.
Po drodze zatrzymałem się koło jednego z supermarketów. Niby nic nie potrzebowałem, a przynajmniej nie było to takie pilne, ale każda dodatkowa poza rezydencją Wardów była idealna.
- Muszę kupić parę rzeczy - powiedziałem, odpinając pas bezpieczeństwa. Moja żona zrobiła to samo, chociaż nie była zbyt chętna na te małe, niespodziewany zakupy. Trudno, jakoś wytrzyma.
Chodziłem pomiędzy alejkami, powoli, nie spiesząc się. W koszyku mieliśmy tylko jedną zgrzewkę wody do picia .
- Naprawdę tylko po to tutaj przyjechaliśmy? - zapytała. - Przecież w domu jeszcze są dwie butelki. - No to wpadłem. Miałem nadzieję, że nie zorientuje się, o co mi naprawdę chodziło.
- Nie marudź kochanie - powiedziałem i pocałowałem ja w policzek, gdy znaleźliśmy się już w samochodzie. Nie miałem już pomysły, gdzie moglibyśmy jeszcze jechać, więc nie pozostawało mi nic innego, jak wrocić do domu.
Najgorsze było to, że nie miałem pewności czy mój brat już był. Nie przyjechał samochodem, więc nierealne było przekonać się o tym, nie wchodząc do domu rodziców.
Po zaparkowaniu samochodu, zacząłem się rozglądać dookoła, szukając tego idioty.
- Czegoś szukasz? - usłyszałem za sobą znienawidzony głos Christiana. Powoli odwróciłem się w jego stronę. Mruknąłem ciche cześć i chciałem, jak najszybciej odejść stamtąd. - Nie przedstawisz mi swojej żony? - zaśmiał się, spoglądając na Zoe.
- Kochanie to mój brat Christian - powiedziałem, wskazując przy tym na Chrisa. - To moja żona, Zoe. - Niechętnie powiedziałem, przytulając stojącą obok mnie kobietę. Chciałem ją schować przed nim i sprawić, aby nigdy nie mieli okazji, aby ze sobą porozmawiać.
- Miło mi cię poznać, Zoe - odezwał się mój brat, dosyć dziwnym tonem głosu. Wyglądał, jakby w głowie zrodził mu się już plan, pogrążenia mnie. No to zapowiadało się całkiem ciekawie.
~~~
Eve i Nika:*
CZYTASZ
Find Happiness
RomanceMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
