*James*
Z uśmiechem na ustach, przyglądałem się kobiecie, która stała przede mną. Naprawdę byłem zadowolony z tego, co widziałem. Dawno nie miałem kontaktu z Jessicą, dlatego też ucieszyłem się, że tutaj była.
Przez Zoe mój kontakt z przyjaciółką był ograniczony. Obie się nie lubiły, więc wolałem nie ryzykować i nie doprowadzać do ich spotkania. Jess była zazdrosna o to, że nie mogła być już u mnie na pierwszym miejscu, a ja nie mogłem nic z tym zrobić.
- Drinka? - zapytałem, przyglądając się jej uważnie. To było głupie pytanie. Kobieta zawsze zgadzała się na wszystko, co jej zaproponowałem. Czasami mnie to denerwowało, że nie miała swojego zdania, ale poza tym była naprawdę w porządku osobą.
Wolałbym, żeby czasami postawiła mi się czy nie zgodziła ze mną, ale to nie była Zoe, która mimo wszystko potrafiła mi się sprzeciwić, nie zwracając uwagi na konsekwencje. To była naprawdę miła odmiana.
- Jasne. - Z uśmiechem pokiwała głową, a następnie usiadła na kanapie, zakładając nogę na nogę. Zaczęła rozmawiać z jedną z koleżanek, a ja skierowałem się w stronę baru.
Zamówiłem dla niej, to co zawsze, a sam zacząłem szukać czegoś, co mi przypadnie do gustu i pozwoli zapomnieć o tym całym bagnie, w którym aktualnie żyłem.
Barman podał mi jednego drinka dla Jessicy oraz whisky dla mnie i wróciłem do kobiety, która z uśmiechem na ustach czekała na mnie. Pomachałem jej drinkiem, unosząc go lekko, a po chwili postawiłem go przed nią.
- Proszę. - Usiadłem naprzeciwko jej i przyglądałem się jej.
- Coś ze mną nie tak? - zapytała, zauważając mój wzrok na sobie.
- Nie - zaśmiałem się. - Ładnie wyglądasz - dodałem. Naprawdę bardzo dobrze się prezentowała w zwykłej czarnej sukience. Niby nic nadzwyczajnego, ale na niej nawet takie nic wyglądało wyśmienicie.
- Dziękuję. - Pochyliła się do przodu i położyła swoją dłoń na moim udzie. - Tak sobie pomyślałam - zaczęła, ale widziałam, jak ciężko było jej coś więcej powiedzieć.
- Tak? - zapytałem, chcąc ją jakoś zachęcić. Byłem naprawdę ciekawy.
- Rozwodzisz się, prawda? - no proszę, jak wieści się szybko roznoszą. Zastanawiałem się, kto jej o tym powiedział, ale osób, które mogłyby coś wspomnieć było pełno.
- I? - dopytywałem się.
- I pomyślałam, że moglibyśmy spróbować znowu być razem. - Przejechała swoją dłonią po mojej klatce piersiowej.
- Odpuść. - Złapałem jej rękę i zabrałem ją ode mnie. - Dwa razy próbowaliśmy i nic z tego nie wyszło - dodałem. Nie miałem zamiaru po raz trzeci się z nią wiązać, to nie miało sensu. Skoro tyle razy nam nie wyszło to po co znowu się w to wszystko pakować.
- Teraz nam się może udać, nic nam nie stoi na przeszkodzie - odezwała się, ale ja tylko pokiwałem przecząco głową.
- Nie ma dla nas szans - powiedziałem. - Przepraszam Jess, ale mogę zaoferować ci tylko przyjaźń. - Otwarcie powiedziałem jej, na co mogła liczyć z mojej strony. Nie chciałem jej okłamywać i dawać jakichkolwiek nadziei.
Zdecydowanie nie byłem stworzony do tego, aby być z kimś w związku. To nie było dla mnie, bo i tak prędzej czy później wszystko się psuło. To był chyba znak, żeby skupić się na swojej pracy oraz karierze. Robić tylko to, co wychodziło mi najlepiej, a życie prywatne oraz sprawy miłosne zostawić na zawsze. Nic na siłę.
Pół nocy spędziłem na rozmowie ze znajomymi. Musiałem nadrobić ten cały stracony czas, gdy się z nimi tak często nie spotykałem. Brakowało mi tej wolności, z którą dzisiaj ponownie się zetknąłem.
- Chodź, jedziemy do domu. - Podszedłem do pijanej przyjaciółki, która ledwo stała na nogach. Zdecydowanie przesadziła z alkoholem, a jeszcze trochę to by tutaj się skompromitowała, więc jako jej przyjaciel nie mogłem do tego dopuścić.
- Razem? - zapytała, a w jej oczach mogłem dostrzec iskierki nadziei. Zdecydowanie źle zrozumiała moje słowa, ale nic nie powiedziałem. Nie było sensu rozmawiać z tak pijaną osobą, która i tak niczego nie zrozumie.
Taksówka zawiozła nas pod mój apartament w centrum Londynu. Nie miałem zamiaru zabierać jej do rodzinnego domu. Rodzice chyba by mnie zabili, gdyby ją tam zobaczyli. Lubili Jessice, ale teraz mogłem zobaczyć, że zdecydowanie woleli Zoe od niej.
- Dokąd idziesz? - zapytałem, gdy byliśmy w moim mieszkaniu. Kobieta zaczęła się kierować w stronę mojej sypialni.
- Do łóżka? - zapytała, jakby to było oczywiste. Złapałem przyjaciółkę za rękę i zmieniłem kierunek jej drogi. Zaprowadziłem do pokoju, który znajdował się po drugiej stronie całego apartamentu.
- Pokój gościnny jest twój - powiedziałem. Nie miałem zamiaru spać z nią w mojej sypialni. To nie było miejsce dla niej.
Otworzyłem drzwi i przepuściłem ją, jako pierwszą. Kobieta rozejrzała się po pomieszczeniu i delikatnie skrzywiła. Widziałem to niezadowolenie, że musiała tutaj być i znając ja to pewnie zrobiłaby wszystko, żeby wpakować mi się do sypialni. Nie tym razem.
- Połóż się - poleciłem jej. Byłem zmęczony i nie chciałem się jeszcze użerać z pijaną osobą.
- Rozbierzesz mnie? - zaśmiała się i z uśmiechem przyglądała mi się. Położyła się na łóżku i czekała na ruch z mojej strony. Doskonale wiedziałem, na co liczyła, jednak nie mogłem jej ulec.
Ściągnąłem z jej nóg wysokie szpilki i odłożyłem na bok. Kobieta zaczęła jeździć stopą po moim udzie, ale odsunąłem się w odpowiednim momencie, gdy robiło się już niebezpiecznie.
- A sukienka? - przygryzła wargę i cicho zachichotała. Zrobiłem to, o co mnie poprosiła, a następnie nie zwracając uwagi na jej słowa, wyszedłem z pokoju gościnnego.
Jak najszybciej skierowałem się do swojej sypialni, w której się ukryłem. Zamknąłem drzwi na klucz, aby mieć pewność, że zostanę tutaj sam do rana. Następnie wziąłem szybki prysznic i położyłem się na łóżku.
Próbowałem zasnąć, ale było to nie możliwe. Cały czas myślałem o tym wszystkim, co działo się w moim życiu i naprawdę wiele bym oddał, aby było tak, jak kiedyś.
- James! -usłyszałem głośne pukanie do drzwi. - Otwórz kochanie! - kobieta nie ustępowała, ale ja już udawałem, że śpię i nie słyszę jej nawoływania. To była jedyna możliwość.
~~~
Eve i Nika:*
CZYTASZ
Find Happiness
RomanceMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
