Rozdział 5

6.8K 766 105
                                        

*Zoe*

Siedziałam razem z Patrickiem i Jamesem w salonie, popijając ciepłą herbatę. Nie ukrywam, przyjemnie było chociaż na chwilę oderwać się od otaczającej mnie rzeczywistości. Całymi dniami albo pracowałam, albo siedziałam z Charlotte, czasami wpadał mój przyjaciel, ale to by było na tyle z rozrywki, którą miałam. Miła odmiana, nie powiem, no i mogłabym tak raz na jakiś czas spędzić wieczór, bez problemów, będąc po prostu z dala od wszystkiego. Czas, gdy możemy skupić się na sobie, jest bardzo ważny, w końcu każdemu należy się odpoczynek od codzienności.

– Mami. – Usłyszałam cichy, cieniutki głos mojej córki, na co od razu zareagowałam i spojrzałam w jej stronę lekko zaniepokojona. Zawsze bałam się o nią, że coś jej może się stać, obawiałam się, że ktoś może zrobić jej jakąś krzywdę, a tego bym po prostu nie zniosła, za bardzo ją kocham. Każda matka dla swojego dziecka pragnie tego, co najlepsze i jest gotowa oddać swoje życie nawet za nie. Może wydawać się to oczywiście dziwne, ale to mogą zrozumieć tylko i wyłącznie matki. Charlotte to mój taki mały aniołek, promyczek, który rozświetla mój dzień, jestem przekonana, że mogłabym zrobić wszystko, aby była szczęśliwa. Podeszłam do dziewczynki, gdy wyciągnęła rączki w moją stronę.

– Miś – powiedziała, sepleniąc no tak jej ukochana przytulanka, bez której nie zaśnie, ja będąc małą dziewczynką, pragnęłam najnowszej lalki Barbie, ale wszystko jak widać zmienia się, nie jest stałe. Pluszaka podarował jej kochany wujek, gdy tylko mała się urodziła i od tego momentu nie rozstaje się z nim, więc kiedy rozpłakała się, to od razu zrozumiałam przekaz, zgubiła zabawkę.

–Gdzie jest jej maskotka? – zapytałam przyjaciela, a ten tylko wzruszył ramionami. – Zaraz poszukamy skarbie. – Zapewniłam córeczkę, zdawałam sobie sprawę, że inaczej mogę zapomnieć o spokojnej nocy i jutrzejszym spokojnym dniu.

– To, to? – usłyszałam głos Jamesa, pomógł nam w poszukiwaniach maskotki, a kiedy kiwnęłam twierdząco głową, powolnym krokiem podszedł do Charlotte i podał jej pluszowego Olafa.

– Dziękuję –powiedziała cichutko, wtulając się w moje ciało, starała się ukryć przed nim, ewidentnie się wstydziła, natomiast on tylko w odpowiedzi puścił jej oczko i szeroko uśmiechnął do mnie. Mój narzeczony, jakkolwiek dziwnie to brzmi, jeszcze chwilę posiedział, a później zebrał się i razem z Patrickiem opuścili moje mieszkanie. Mogłam w spokoju zająć się małą, chciałam, żeby już zasnęła, sama przecież również potrzebowałam snu.

***

Miałam kilka dni na dokładne przemyślenie całej sprawy, zanim James zdecydował się, że to już odpowiedni moment, abym poznała jego rodzinę. Od samego rana denerwowałam się niesamowicie, a w tym wszystkim nie miałam nawet wsparcia, mężczyzna był formalny i oziębły, czyli dokładnie tak jak go oceniłam za pierwszym razem, prawnik jak nic i widać to na pierwszy rzut oka. Bałam się, że cały nasz plan legnie w gruzach, moje zdolności aktorskie nie są, na nie wiadomo jakim poziomie, a on po prostu kazał mi się rozluźnić, bo inaczej wszystko się wyda, ciekawe jak mam to zrobić? Chyba sobie żartuje, nie oczekuję, że będzie mnie pocieszał i podtrzymywał na duchu, ale odrobinę wsparcia mógłby okazać. Do cholery to jemu powinno zależeć bardziej na tym wszystkim. Serce waliło mi jak oszalałe, gdy tylko wjechaliśmy na teren hrabstwa Surrey w południowo-wschodniej części Anglii, nigdy nawet nie miałam okazji być w takiej dzielnicy, nawet przejazdem, wiec to całe otoczenie było dla mnie nowym, niesamowitym widokiem. Ward patrzył na mnie z wyraźnym rozbawieniem, widząc mój zachwyt spowodowany tym miejscem, rozumiem dla niego to codzienność, ale jednak nie dla wszystkich i powinien to w końcu zrozumieć. Jego życie różni się od innych ludzi i to nie budzi żadnych wątpliwości, więc moim zdaniem, nawet jeżeli ma jakiś problem z takimi osobami, jego zadaniem jest zachowanie powagi i niekomentowanie tego, chociaż bardzo tego pragnie. Myślałam, że zemdleję, kiedy zatrzymaliśmy się pod bramą wjazdową, dość pokaźnego terenu, szczerze, to boję się tego, co mnie czeka w środku.

***

– Mamo. – James odezwał się do elegancko ubranej kobiety, która nas przywitała. Kiedy przytulała swojego syna, miałam możliwość, aby przyjrzeć się jej uważniej. Na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie osoby, należącej do wyższych sfer. Idealnie dopasowany, biały komplet od Versace kontrastował z jej ciemnymi włosami, które swoją drogą jak widzę, James odziedziczył po niej.

– Dzień dobry. – Przywitałam się z panią Ward, gdy nadeszła moja kolej. Uśmiechnęłam się delikatnie, aby nie sprawiać wrażenia osoby posiadającej jakieś humorki, chciałam, żeby odebrała mnie jako ciepłą osobę, nie wiem czemu, ale zależało mi na tym mimo wszystko. Po całej tej formalnej części, kobieta zaprosiła nas do stołu.

– Nie mogę uwierzyć, że ukrywałeś to przed nami. – Jego matka przez połowę obiadu, ewidentnie miała za złe synowi, fakt ukrywania narzeczonej. Oczywiście jest to zrozumiałe, każdy by czuł się oszukany na jej miejscu, w końcu rodzina jest to jedna z najważniejszych instytucji, jakie tylko istnieją. Ja sama chciałabym mieć świadomość tego, co się dzieje u moich dzieci. Z tej nieręcznej sytuacji udało się w jakiś sposób wybrnąć mężczyźnie, oczywiście zwalając w pewien sposób na mnie całą winę. Mogłam się domyślić, że jednak lepiej dla niego strać siebie ukazać jako tego nieskazitelnego, bez żadnej skazy, w końcu on należy do tej rodziny i ważne jest dla niego to, jak go postrzegają jej członkowie.

– Oświadczyłem się Zoe i w najbliższym czasie zamierzamy się pobrać. – Wskazał głową w kierunku mojej dłoni, gdzie znajdował się pierścionek zaręczynowy. Matka Jamesa uważnie przyglądała się drobnej biżuterii, przez co czułam się niezręcznie. Nie lubiłam, kiedy ktoś skupiał całą swoją uwagę na mojej osobie, wolałam żyć w cieniu, bez świadomości, że jestem oceniana i porównywana do innych. Nie miałam pojęcia czy to jest odpowiednia pora, żebym się odezwała czy jednak dalej lepiej milczeć, po prostu wpatrywałam się w talerz, leżący przede mną.

– Jeżeli jeszcze nie wybrałaś sukienki, mogę doradzić. Polecimy do Paryża, Włoch i coś znajdziemy idealnego dla ciebie. – Zaskoczyło mnie jej zachowanie, tak przyjaźnie zareagowała na tę całą, nową sytuację. Zdezorientowana spojrzałam na Jamesa, a ten tylko wzruszył ramionami, no tak czego mogę się więcej spodziewać po nim. – Zadzwonię do swoich znajomych i coś wybierzemy. – Pokiwałam twierdząco głową, nie mogłam jej tego zabronić, a poza tym miło z jej strony, że chce mi w jakiś sposób pomóc i ułatwić przygotowania do wesela. Może jednak James przesadził i jego rodzice nie są tacy źli? Długo jeszcze temat ślubu, był głównym elementem naszych rozmów, jednak czułam się, jakby to wszystko działo się obok mnie, to nie były moje marzenia, ale nie mogłam powiedzieć nie. Dałam słowo, które zobowiązywało mnie, żeby działać tak, jak oczekiwali tego inni, nic więcej. Z każdą koleją minutą, którą spędziłam w tej willi, żałowałam, to była chyba najgorsza decyzja, jaką mogłam podjąć, ale jest za późno, to wszystko już zaszło za daleko. Jestem skończona.

~~~

Z okazji Dnia Kobiet, dodajemy dzisiaj rozdział dla Was! Taki mały prezent, który być może Was ucieszy.

Dziękujemy za wszystkie wejścia, głosy, cieszymy się, że podoba Wam się to opowiadanie.

Liczymy na komentarze, gwiazdki i dodawanie do bibliotek Find happiness jak i polecanie innym.

Pozdrawiamy

Eve i Nika:*

Kolejny rozdział w sobotę

Miłego wieczoru <3

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz