*Zoe*
Urodziny Charlotte zbliżały się coraz bardziej. Już kilka dni wcześniej poprosiłam córkę, aby wybrała sobie motyw przewodni, który miał panować na jej małym przyjęciu urodzinowym. Nie zdziwiłam się, gdy oznajmiła mi, że chcę mieć wszystko, co związane było z księżniczkami.
Postanowiłam się zająć tym wszystkim sama, żeby zrobić jej jakąś małą niespodziankę i chociaż odrobinę poprawić jej humor. Chciałam też, aby zapomniała o tym wszystkim i to całe przyjęcie miało mi w tym pomóc.
Nie wiedziałam jeszcze czy wszyscy goście przyjdą, bo nikt nie potwierdził swojego przybycia. Zdawałam sobie sprawę, ze rodzice oraz Patrick będą na sto procent. Bardziej się martwiłam o resztę zaproszonych ludzi.
Chodziłam po sklepach, szukając odpowiednich rzeczy, które idealnie by się nadawały. Nie było trudno znaleźć takich dodatków czy też rekwizytów, ponieważ motyw księżniczki był dość popularny wśród trzylatek.
Z trudem udało mi się zapakować wielki, złoty balon w kształcie trójki oraz kilka innych w kształcie księżniczek w moim małym aucie.
Po drodze do dom, zatrzymałam się również w sklepie Dysney'a na Oxford Street. Postanowiłam kupić Char nową sukienkę, bo w końcu musiała poczuć się, jak prawdziwa księżniczka. Taki miałam plan, który musiał wypalić.
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie dokupiła jeszcze parę pasujących dodatków, takich jak korona czy też złote, brokatowe pantofelki.
Naprawdę to musiał być najlepszy dzień w jej życiu. Byłam gotowa zrobić dla niej wszystko. Z każdym kolejnym dniem, gdy patrzyłam na jej smutną minę, byłam coraz bardziej zła na siebie, a nawet wściekła, że musiałam ją w to wszystko wciągnąć.
Wtedy układ z Jamesem wydawał mi się najlepszym oraz najszybszym wyjściem z moich problemow. Nie myślałam wtedy o konsekwencjach i tak naprawdę nie wiedziałam, że to wszystko zajdzie tak daleko, a na dodatek zakończy się tak okrutnie.
Cały czas podczas zakupów miałam nadzieję, że Ward mimo wszystko miał w sobie jeszcze jakieś cząstki człowieczeństwa i pojawi się chociażby na moment na urodzinach Charlotte. Bardzo tego chciałam.
Od kiedy wysiadłam z samochodu pod domem, szamotałam się z torbami pełnymi serpentyn, talerzyków, prezentów oraz innych rzeczy, które się tam znajdowały. Do tego wszystkiego doszły balony, które zasłaniały mi wszystko, przez co praktycznie nic nie widziałam.
- Może pomóc? - usłyszałam za sobą głos. Chciałam się odwrócić, żeby sprawdzić kto to, ale balony skutecznie mi w tym przeszkodziły i całkowicie zasłoniły mi obraz osoby, która zaproponowała mi pomoc. - To ja. - Mężczyzna odgarnął jeden z nich.
- Oh, to pan. - Nie spodziewałam się go tutaj. - Mój ulubiony sąsiad - powiedziałam sarkastycznie. - Poradzę sobie - dodałam, odpowiadając na jego wcześniejsze pytanie.
- Nalegam. - Uśmiechnął się, a następnie zabrał ode mnie kilka toreb. Skinęłam głową w ramach podziękowania i razem udaliśmy się do windy. - Urodziny? - zapytał.
- Tak, trzecie. - Ruszyłam złotym balonem, pokazując mu cyfrę.
- W takim razie proszę przekazać wszystkiego najlepszego dla solenizantki od sąsiada spod piątki. - Zaśmiał się i puścił mi oczko.
- Przekażę - zaczęłam. Chciałam dodać jego imię, ale kompletnie nie miałam pojęcia, jak się nazywał. Nie przeszliśmy na tak poważny etap naszej znajomości.
- Może przejdziemy na ty - zaproponował. - Jeśli oczywiście tobie to nie przeszkadza. - Pokiwałam głową. Nie miałam nic przeciwko. - Jestem Nate Morgan - wystawił rękę w moim kierunku, ale szybko ją schował przypominając sobie o tym, że miałam pełno zakupów.
- Zoe Clark. - Uśmiechnęłam się. Miło było poznać nową osobę nawet taka, jak on.
- Bardzo miło mi cię poznać - stwierdził z ogromnym uśmiechem, gdy stanęliśmy już przy drzwiach mojego mieszkania.
- Dziękuję za pomoc - stwierdziłam i zabrałam od niego rzeczy, które pomógł mi przynieść.
- Czyli, jak rozumiem nie zaprosisz mnie do środka? - pokręciłam przecząco głową. Po jego głosie zrozumiałam, że tylko żartował i nawet nie mówił tego poważnie.
Weszłam do swojego mieszkania, a następnie odwróciłam się jeszcze raz w stronę mężczyzny. Stał nadal i z uwagą mi się przyglądał. Musiałam przyznać, że nie był taki zły, jak myślałam na początku. Można było się z nim dogadać bez większego problemu, co na początku myślałam, że będzie niemożliwe. Musiałam jeszcze porozmawiać z nim o tym nieszczęsnym samochodzie.
- Ciebie też miło poznać - powiedziałam, a następnie zamknęłam za sobą drzwi. Postawiłam wszystkie torby na stole w kuchni i zaczęłam myśleć, gdzie powinnam je pochować, żeby Charlotte tak szybko ich nie znalazła.
Kiedy schowałam wszystkie rzeczy, zabrałam się za pakowanie prezentu dla małej. Miałam nadzieję, że nowy domek dla lalek jej się bardzo spodoba. Wiedziałam, że miała już jeden, ale niestety został on w domu u Jamesa, dlatego postanowiłam kupić jej nowy.
Zapakowany prezent schowałam do swojej sypialni, a następnie zabrałam torebkę i wyszłam z domu. Musiałam odebrać małą od moich rodziców, a wcześniej wstąpić jeszcze zatankować samochód. Mój bak praktycznie był już pusty, a nie mogłam dopuścić, żeby samochód zgasł mi na środku drogi. Wolałam się zabezpieczyć.
W domu rodziców byłam po niecałych trzydziestu minutach. Nie mieliśmy do siebie daleko i z tego powodu się bardzo cieszyłam. Nie wyobrażałam sobie jeździć na drugi koniec miasta, żeby ich odwiedzić, dlatego też szukałam mieszkania niedaleko ich.
Posiedziałam u nich do wieczora, ponieważ nie chciałam przerywać Charlotte zabawy z małym pieskiem, którym opiekowali się moi rodzice na czas nieobecności sąsiadki.
- Chodź Char, wracamy do domu - powiedziała, kiedy na dworze już się ściemniło i powoli naprawdę robiło się już późno.
- Jeszcze chwila.- Starała się ze mną przekonać, przytulając się do mnie i dając mi buziaki w oba policzki. Uśmiechnęłam się tylko na gest z jej strony i zgodziłam się jeszcze chwilę posiedzieć u rodziców, jednak nie za długo. Oni też musieli odpocząć, żeby iść następnego dnia do pracy.
Przed dziesiątą byłyśmy w domu, przez co Charlotte naprawdę miała dzisiaj dzień dziecka. Zawsze o tej porze już musiała spać, jednak zrobiłam wyjątek ze względu na zbliżające się jej urodziny.
- Kładziemy się spać. - Poszłam z córką do jej pokoju, gdzie dziewczynka położyła się na łóżku i wtuliła w pluszowego misia, którego dostała od Jamesa. tęskniła za nim tak samo, jak ja.
~~~
Niestety musimy wrócić do dodawania jednego rozdziału dziennie, o ile nam się to uda.
A w kolejnym niespodzianka!
Eve i Nika:*
CZYTASZ
Find Happiness
RomansaMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
