Rozdział 13 (II)

4.2K 452 289
                                        

*James*

Zanim dojechałem do swojego apartamentu, wstąpiłem jeszcze do sklepu po parę artykułów. W mieszkaniu było pusto, wiec potrzebowałem zakupić kilka niezbędnych mi rzeczy.

Nie byłbym sobą, gdybym nie kupił jakiejś butelki whisky. Nie byłem pewny czy coś tam zostało, a wolałem się zabezpieczyć. Miałem w planach zaprosić kilku znajomych wieczorem, żeby nie siedzieć samemu. Nie miałem ochoty wychodzić na miasto, więc to była naprawdę dobra opcja.

Po zakupach pojechałem od razu pod apartamentowiec. Zaparkowałem samochód na podziemnym parkingu, a następnie zostawiłem zakupy w mieszkaniu.

Nie zamierzałem siedzieć w apartamencie, więc szybko opuściłem go i po prostu poszedłem na spacer. Dawno tego nie robiłem, ale czułem ogromną potrzebę, żeby pobyć przez chwilę samemu tylko z moimi myślami.

Nie rozumiałem dlaczego ojciec postanowił zachować się w taki sposób. Niczego złego mu nie zrobiłem. Maiłem się ożenić, aby dostać w swoje ręce kancelarię, co też zrobiłem, a nagle okazuje się, że to wszystko było kłamstwem.

Wszystko się zaczęło walić w jednym momencie i nie potrafiłem tego zatrzymać. Zastanawiałem się tylko, co będzie dalej, bo chyba wykorzystałem limit na to, co złe.

Dlaczego moje życie nie potrafiło się chociaż na chwilę uspokoić. Jak tak dobrze pomyślałem to chyba nigdy nie byłem tak naprawdę szczęśliwy.

Spacerowałem wąskimi uliczkami, mijając ludzi, którzy gdzieś się spieszyli. Nie potrafili się na chwilę zatrzymać, zresztą tak samo, jak ja. Jednym zależało, żeby zwiedzić, jak najwięcej miejsc w Londynie, a inny spieszyli się po prostu do domu, do swoich rodzin. Gdzieś podświadomie sam również chciałem śpieszyć się do swoich bliskich, ale niestety ich nie miałem.

Żałowałem, że to wszystko się tak potoczyło, ale nie miałem na to wpływu. Każdy by tak samo postąpił na moim miejscu i tego byłem pewien na sto procent.

Byłem wściekły na siebie, na ojca, że wymyślił to wszystko, a nawet na Patricka, który podsunął mi Zoe. Jednak najbardziej to miałem ochotę zabić mojego brata. Zacząłem się nawet zastanawiać czy on tego wszystkiego nie wymyślił dużo wcześniej, żeby coś na tym zyskać.

Nie rozumiałem tez jednego, jakim cudem ojciec chciał mu oddać część kancelarii? Przecież od samego początku była mowa, że ona miała należeć do mnie, a tutaj nagle taka niespodzianka.

To, że znalazł sobie kogoś, nie oznaczało, że musiał dostać kancelarię. On do tego się nie nadawał, ale ojciec tego nie rozumiał i raczej nikt mu tego nie wbije do tej głowy. Matka była po jego stronie, więc nawet w niej nie miałem oparcia.

Nie zamierzałem się godzić z Zoe tylko po to, aby mój ojciec był szczęśliwy. To tak nie działało. Tutaj musiało chodzić o moją radość, a nie innej osoby.

Gdy powoli się już ściemniało, to zacząłem wracać do apartamentu. Doskonale znałem do niego drogę, więc bez trudu skrótami doszedłem. Na pamięć znałem Londyn, więc to nie był problem, nawet gdybym był na drugim końcu miasta.

Podczas drogi powrotnej napisałem do kilku znajomych, żeby ich zaprosić, ale niestety nikt nie miał czasu na mały wypad do przyjaciela. Woleli spędzić ten czas z rodziną. Miałem jeszcze opcję towarzystwa Patricka albo Jessicy, ale zdecydowanie nie chciałem się użerać z tą dwójką. Nie dzisiaj.

Skończyło się tak, że samotnie siedziałem w ogromnym salonie, popijając whisky i wpatrując się w widok, który miałem przed sobą. Cieszyłem się, że zdecydowałem się postawić szybę z lustra weneckiego. Była to całkiem wygodna opcja, żeby w taki dzień, jak dzisiaj podziwiać miasto, które nigdy nie spało.

Śmiało mogłem wyjść w środku nocy i spotkać na swojej drodze pełno osób, które albo wracały z imprezy, albo spacerowały, podziwiając Londyn nocą, który się naprawdę pięknie prezentował o każdej porze.

Kiedy alkohol powoli dostał się do mojego organizmu i zaczął działać, wziąłem do ręki telefon. Przez chwile obracałem go w dłoniach, a po chwili wybrałem numer brata. Nie obchodziło mnie to, że u niego był wczesny ranek. musiałem wyjaśnić sobie z nim parę spraw i to zdecydowanie nie mogło czekać. Nie kiedy byłem gotowy na rozmowę.

- Christian Ward, słucham? - usłyszałem zaspany głos brata, ale nie poczułem nawet żadnych wyrzutów sumienia, że go obudziłem. Miałem to głęboko w dupie. On też nie liczył się z moimi uczuciami.

- Witaj bracie - przywitałem się z nim, śmiejąc. Miałem wyjątkowo dobry humor, więc dlaczego miałbym go sobie psuć przez takiego idiotę?

- Zwariowałeś?! Wiesz która jest u mnie godzina? - zapytał wyraźnie zły. Ups, jakoś nie czułem się źle.

- Co ty odwalasz? - byłem ciekaw jego odpowiedzi. Zastanawiałem się jakie kłamstwo wymyśli tym razem, bo prawdy to on dawno nie mówił.

- Śpię, zadzwoń o jakiejś normalnej godzinie - powiedział, ale ja nie zamierzałem odpuścić.

- Znowu zniszczyłeś mi życie jesteś z siebie zadowolony bracie?  zapytałam z jadem w głosie, a następnie się rozłączyłem, nie czekając na odpowiedź. Chciałem, żeby zastanowił się nad swoim postępowaniem, niczego innego nie oczekiwałem. No może jeszcze marzyłem, aby nie przyjął części kancelarii, którą miał mu podarować ojciec, ale to tyle.

Kiedy opróżniłem cała pół litrową butelkę, odważyłem się wykonać jeszcze jeden telefon, chociaż w sumie to nie wiedziałem, po co to zrobiłem. Nie czułem takiej potrzeby, ale może po prostu chciałem zaspokoić swoją ciekawość?

Odblokowałem na chwilę numer telefonu mojej żony i zadzwoniłem do niej z zastrzeżonego numeru. Czekałem dłuższą chwilę, aż odbierze.

- Słucham? - usłyszałem jej głos, po raz pierwszy od długiego czasu. - Halo? - zdenerwowała się, co mogłem wyłapać z jej tonu głosu.

Nie odważyłem się powiedzieć ani jednego słowa. Wolałem słuchać jej, to mi wystarczyło.

- Kto mówi? - kobieta się zdenerwowała i po chwili rozłączyła się. Z uśmiechem na ustach wyłączyłem telefon i odłożyłem go na bok. Wyciągnąłem z kieszeni paczkę papierosów, a następnie wyciągnąłem z niej jednego, którego od razu odpaliłem.

Stanąłem przed szybą i zaciągając się dymem, patrzyłem przed siebie. Musiałem przyznać, że byłem zadowolony z tego, co osiągnąłem w swoim życiu, biorąc pod uwagę sferę zawodową. Nie mogłem sobie wymarzyć czegoś lepszego. Dużo osób marzyło, żeby być kimś takim, jak ja i miałem tego świadomość.

~~~

Eve i Nika:*

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz