*Zoe*
Po powrocie do domu z zimowego miasteczka, przygotowałam nam po kubku gorącej czekolady. Mimo, że pogoda dopisywała i było naprawdę ciepło to taki zwykły napój zdecydowanie wprowadzał w świąteczny nastrój, który powoli się zbliżał.
Nie mogłam się doczekać, aż w końcu wywieszą te wszystkie ozdoby na londyńskich ulicach. Oxford street, Regent street czy też Carnaby street pięknie wyglądały w tym okresie zresztą, jak cale centrum Londynu. Wszędzie były zawieszone kolorowe lampki, przez co doskonale można było wpasować się w klimat.
Niektóre sklepy na ten okres ozdabiały ściany z zewnątrz, tworząc na nich coś na rodzaj prezentu. Kilka wstążek oraz kokardka, która pięknie się prezentowała. Przechodząc po ulicach można było spotkać zawsze pełno życzliwych ludzi, którzy potrafili po prostu powiedzieć wesołych świąt, tak sami z siebie. Bez przymusu.
Nie było czuć sztucznej atmosfery. Masa turystów, jak i mieszkańców potrafiła stworzyć naprawdę prawdziwy nastrój, którego brakowało w wielu domach. To było coś niesamowitego i jedynego w swoim rodzaju.
- O czym myślisz? - z mojego rozmyślania wybudził mnie głos Jamesa. Spojrzałam na mężczyznę, który tak samo, jak ja trzymał w obu dłoniach gorący napój.
- O świętach - odpowiedziałam, zgodnie z prawdą. Może konkretnie nie myślałam o czasie spędzonym przy świątecznym obiedzie, jedząc nadziewanego indyka, ale było to bardzo zbliżone.
- A konkretniej? - zaczął się dopytywać. Jak zawsze musiał wiedzieć o wszystkim.
- O wszystkim - wzruszyłam ramionami. Przecież nie powiem mu, ze myślę, jak ładnie wtedy wygląda miasto. Wyśmiałby mnie
Mężczyzna przez krótką chwilę zaczął się nad czymś zastanawiać. Odłożył czarny kubek na stolik, a następnie złapał mnie za rękę. Widziałam po nim, że zaczął się odrobinę denerwować, co kompletnie były do niego nie podobne.
- Coś się stało? - zapytałam, nie mogąc dłużej wytrzymać tej niezręcznej ciszy. Ścisnęłam jego dłoń, łudząc się przy tym, że może taki mały gest mu odrobinę pomorze.
- Nie nic, tylko mam pytanie - powiedział dosyć tajemniczo. Zaczęłam się obawiać w tamtym momencie, że Christian coś mu zasugerował. Poczułam, jak po moim ciele rozchodzą się nieprzyjemne dreszcze.
- Tak? - starałam się udawać, że wszystko było w porządku. Nie chciałam dać po sobie poznać, że jego zachowanie odrobinę mnie zmyliło.
- Spędzisz tutaj święta? - zapytał, unikając mojego wzroku. Odetchnęłam z ulgą. Nadal moja mała tajemnica była bezpieczna, tylko na jak długo?
Zaszokowana przyglądałam się mężczyźnie. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Naprawdę zaskoczył mnie swoim pytaniem. Nie sądziłam, że będzie chciał spędzić ze mną, jak i Charlotte taki dzień.
Oczywiście to był tylko zwykły obiad w gronie rodziny oraz przyjaciół. Niby nic wielkiego, ale z drugiej strony to sam James wyszedł z taką inicjatywą.
Pierwsza myśl, która pojawiła się w mojej głowie, nie była zbyt przyjemna. Od razu pomyślała, że na posiłku będą jacyś ważni goście, niby przyjaciele rodziny przed którymi Ward będzie musiał grać idealnego męża, ale odrzuciłam tą myśl.
Wątpiłam w to, aby Margaret zgodziła się na takie przestawienie. Raczej postrzegałam ją za osobę, która mimo wszystko trzyma się tradycji i postępuje zgodnie z nimi.
Oczami wyobraźni mogłam już zobaczyć elegancko nakryty stół, gdzie królowała biel oraz czerwień. Pełno pysznych dań które musiały się pojawić koniecznie w tak ważny dzień. Byłam ciekawa czy w tych bogatych rodzinach wszystko wyglądało tak samo. Czy oprócz tradycyjnego indyka czy też puddingu były jakieś specjalne potrawy, które nie występowały tak często na stołach w typowych rodzinach.
- Jasne. - Uśmiechnęłam się do męża. Nie miałam w planach jechać do rodzinnego domu na ten okres, wiec przynajmniej nie będę musiała spędzić ich sama z Charlotte, jak to było od dwóch lat.
Czasami wpadał do nas Patrick wieczorami, jednak tylko na chwilę, bo później zawsze wychodził na imprezy ze znajomymi. Pewnie również wtedy bawił się z Jamesem, który chyba w tym roku miał zamiar odpuścić i spędzić ten czas z nami.
- Naprawdę? - mężczyzna wyraźnie się ucieszył. Na potwierdzenie kiwnęłam jeszcze głową. - Kupię bilety na pantomimę - powiedział wyraźnie ucieszony. Zdziwiłam się, że miał zamiar spędzić ze mną i Charlotte czas na tak rodzinnym zajęciu. Nie sądziłam, że chciałby uczestniczyć w takim czymś. Zdecydowanie to do niego nie pasowało.
- Pantomimę? - zapytałam, aby się upewnić czy dobrze zrozumiałam. Jakoś nie widziałam tam mojego męża, który bawi się razem z innymi rodzicami i ich dziećmi. Do tego było to przedstawienie skierowane do najmłodszych, więc dlaczego on chciał brać w tym udział.
- Tak dokładnie. Nie mów, że nie chcesz tego zobaczyć. - Zaśmiał się. Może wcześniej jakoś nie bardzo chciałam brać w tym udział, ale teraz kiedy to James zaproponował to dlaczego nie?
Nie mogłabym przegapić zobaczenia męża w takiej sytuacji. Naprawdę nie mogłam sobie tego wyobrazić, jak Ward razem z innymi osobami angażuje się w to przestawienie, krzycząc czy też bucząc, gdy na scenę wchodziła nielubiana postać. Do tego wszystkiego śpiewanie piosenek. Zdecydowanie nie pasowało mi to do niego.
- Bardziej chcę tam zobaczyć ciebie. - Wystawiłam w jego stronę język. Doskonale wiedział, co miałam na myśli. Nie był głupi i miał świadomość tego, że trzeba było się tam zaangażować.
Ward nie skomentował już mojej wypowiedzi. Zabrał kubek gorącej czekolady z moich rąk i postawił go obok swojego. Zbliżył się do mnie i pochylił.
- A ja chcę zobaczyć cię nago. - Oblizał swoje usta i puścił mi oczko. Zaśmiałam się tylko na jego słowa i delikatnie odepchnęłam od siebie.
- Pomarzyć zawsze można - westchnęłam, a następnie wstałam z sofy. Zabrałam dwa kubki z napojem, które odniosłam do kuchni. Wstawiłam naczynia do zmywarki, a sama zabrałam się za przygotowywanie jakiejś przekąski.
- Co dobrego robisz? - podskoczyłam, słysząc za sobą głos Warda. Nienawidziłam, jak tak się skradał.
Zaczęłam kroić warzywa, ignorując przy tym jego osobę, jednak to mu się nie spodobało. Już po chwili mogłam poczuć, jak jego dłonie oplatają moja talię.
- Kolację. - Próbowałam się uwolnić od niego, ale nie było to możliwe. Usłyszałam nad uchem cichy śmiech, a już po chwili stałam odwrócona przodem do męża.
- Jakoś nie jestem głodny. - Złapał mnie za uda, a następnie podniósł do góry, sadzając mnie na kuchennym blacie. Oblizał ponownie swoje usta i pochylił się nade mną. - Nie uciekniesz mi. - Złożył pocałunek na moich ustach.
- James - jęknęłam. - Charlotte -wskazałam dłonią na salon, w którym siedziała moja córka.
- Daj spokój, bawi się, a my mamy czas dla siebie. - Stanął pomiędzy moimi nogami, aby znajdować się jeszcze bliżej. Objęłam go za szyję i byłam gotowa na więcej.
~~~
19 miejsce! Dziękujemy! Z każdym dniem Find Happiness znajduje się coraz wyżej.
Rozdział nieco spokojniejszy, ale taki właśnie miał być. Powoli zbliżamy się do końca :*
Jeżeli będzie duża aktywność to znowu kolejny rozdział pojawi się dzisiaj, a nawet możliwe, że dwa.
Pozdrawiamy
Eve i Nika:*
CZYTASZ
Find Happiness
RomanceMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
