Rozdział 14 (II)

3.6K 428 160
                                        

*Zoe*

Moja fobia tego, iż ktoś mnie śledzi sięgnęła zenitu. Nie potrafiłam wyjść z domu bez uprzedniego rozejrzenia się dookoła. Bałam się wykonać nawet najmniejszy krok. Kazałam Charlotte, nosić kaptur, wmawiając jej przy tym, że ma to chronić ją przed wiatrem nawet w słoneczny dzień. Jak tak dalej pójdzie to wyląduje w zakładzie psychiatrycznym.

Starałam się przy córce udawać, że wszystko było w porządku. Nie chciałam wzbudzać w niej strachu, było to zbędne. To ja musiałam się martwić o nas, a ona powinna cieszyć się dzieciństwem bez nawet najmniejszej przeszkody. Moim zadaniem było zapewnienie jej odpowiednich warunków do normalnego funkcjonowania.

Najgorsze było to, że wariowałam i to dosłownie. Każdy przechodzień czy głupi samochód przyprawiał mnie o gęsią skórkę. Wmawiałam sobie, że właśnie w tym aucie siedział mój potencjalny prześladowca.

Strach, który ciągle mi towarzyszył był czasem wręcz paraliżujący. Brakowało mi Jamesa, który wspierałby mnie i obronił przed tym kimś, a niestety zostałam z tym sama. Nie mogłam nawet poprosić go o pomoc, bo nie zamierzałam się poniżać przed mężczyzną, który mnie wyrzucił razem z małym dzieckiem za nic.

Powoli już oswoiłam się z tą całą sytuacją i dochodziło do mnie, co tak naprawdę się działo dookoła mnie. Mogłam tylko stwierdzić, że miłość potrafi całkowicie zaślepić. Na szczęście miałam już to za sobą, a przynajmniej tak sobie mówiłam i czułam się zdecydowanie lepiej.

Dzięki namowom ojca zgodziłam się na wynajęcie osobistego ochroniarza. Na początku obawiałam się, że to wcale nie podziała odstraszająco na mojego prześladowcę, tak jak chciałam, tylko wręcz odwrotnie. Pozwoli mu się posunąć do bardziej niebezpiecznych rzeczy niż śledzenie, a nie mogłam do tego dopuścić. Czułam się, jak mała zagubiona dziewczynka, która nie potrafi sobie z niczym poradzić samodzielnie.

Musiałam wymyślić tez powód, dla którego obcy mężczyzna będzie z nami przebywał. Moja córka nie mogła być w pełni świadoma tego, że człowiek, który z nami będzie spędzał czas był ochroniarzem. Trzylatki są raczej słabe w utrzymywaniu sekretów i bardziej skore do opowiadania wszystkich szczegółów ze swojego życia.

Do tego wszystkiego nie chciałam, żeby się przyzwyczaiła do kolejnego faceta w naszym życiu. To by nie wpłynęło na nią korzystnie, bo ponownie ktoś by ją zostawił, a to by złamało jej serduszko jeszcze bardziej.

***

Dzień w pracy bardzo szybko mi mijał. Nie zauważyłam nawet, gdy była pora na moją przerwę, na która tak bardzo czekałam. Miałam nadzieję, że od tego momentu wszystko zacznie się układać i przestanę się w końcu bać swojego cienia na ulicy.

Skierowałam się do Ozone Coffee Roasters, gdzie miałam spotkać się z mężczyzną, który miał ochraniać mnie i moją córkę przez najbliższy czas. Specjalnie wybrałam miejsce, które nie znajdowało się bezpośrednio w centrum tylko kawałek dalej od Oxford Street. Miałam nadzieję, że chociaż tam mnie nikt nie znajdzie, chociaż wątpiłam w to.

Kiedy weszłam do środka lokalu, zaczęłam się denerwować i to strasznie, jednak musiałam temu zmierzyć czoła. Musiałam działać dalej, skoro już poruszyłam ten temat. W tym momencie nie było już odwrotu i nie mogłam się poddać.

- Dzień dobry, Zoe Wa...Clark. - Przedstawiłam się, widząc swojego przyszłego pracownika. Niby oficjalnie jeszcze byłam panią Ward, ale starałam się nie używać już tego nazwiska. Nie miałam do niego prawa. Często zdarzało się, że myliłam się przy przedstawianiu, ale to tylko była kwestia czasu i wszystko niedługo będzie, jak dawniej. Miałam taką nadzieje przynajmniej.

Mężczyzna, który parę sekund wcześniej siedział przy stoliku, wstał i przedstawił się, a następnie zaczęliśmy ustalać wszystkie szczegóły naszej współpracy przy pysznej kawie.

Nie chciała, żeby osoba, która mnie śledziła zorientowała się, że zatrudniłam ochroniarza. Dziewie by to wyglądało, dlatego też poprosiłam mężczyznę, żebyśmy udawali, że się znamy i to dosyć dobrze. Wiem, że była to dość nietypowa prośba, ale jednak zależało mi na tym i w końcu to ja płaciłam, więc miałam prawo wymagać parę rzeczy, które dla mnie były istotne.

Obawiałam się z drugiej strony, że od razu zostanę zdemaskowana i bez żadnych przeszkód zorientuje się mój prześladowca, co było grane, bo w końcu, jaki żonaty mężczyzna spędza tyle czasu z inną kobietą. W najgorszym wypadku zostanę oskarżona o zniszczenie rodziny i ludzie nazwą mnie kochanką, bo przecież każdy lubił plotkować i wtrącać się w nie swoje życie.

Chciałam też żeby, jak najszybciej udało się złapać tego śledzącego mnie psychopatę. To było moim priorytetem, więc to było jedyne wyjście z tej całej sytuacji. Miałam nadzieję, że osoba, która za mną chodziła da się złapać w pułapkę i już niedługo będę mogła wsadzić ją za kratki. Ulżyłoby mi i to ogromnie.

- Dziękuję za to, że pan się zgodził na moje warunki. - Ucieszyłam się, że bez problemu przystał na moją propozycję, bo nie każdy mógłby coś takiego zrobić. Widać, że praca w tym zawodzie była dla niego ważna i to robić.

- Żaden problem, ale skoro mamy mieć przyjazne relacje to powinniśmy mówić sobie po imieniu - zaproponował. - Mark Smith. - Wyciągnął w moją stronę prawą dłoń, którą od razu złapałam. - Było mi odrobinę głupio, ponieważ mężczyzna był nieco starszy ode mnie i ciężko mi będzie przyzwyczaić się do mówienia mu po imieniu, ale skoro ja stawiałam jakieś warunki to on również miał do tego prawo. Zależało mi na dobrej relacji między nami.

- Od kiedy zaczynam? - zapytał, kiedy skończyliśmy pić kawę i opuściliśmy kawiarnię, w której siedzieliśmy przez całe spotkanie.

- Jutro? - Chciałam, aby jak najszybciej zaczął swoją pracę. Czułabym się wtedy zdecydowanie bezpieczniej, dlatego też zależało mi na czasie.

- Od dzisiaj - powiedział stanowczo i uśmiechnął się. - Odprowadzę cię do pracy, będziesz się lepiej czuła - dodał, a ja tylko mu przytaknęłam. Miał rację i nawet nie zamierzałam się kłócić.

Mężczyzna tak, jak powiedział bezpiecznie odstawił mnie pod samą kancelarię, a następnie pożegnałam się z nim i poprosiłam, żeby był jutro z samego rana pod moim mieszkaniem. Chciałam dać mu jeszcze dzisiaj wolne.

Zdawałam sobie sprawę, że to będzie ciężka praca, dlatego też pozwoliłam spędzić mu ten czas jeszcze z żoną. Sama wiedziałam doskonale, jak kobieta potrafi tęsknić za mężem, na dodatek mieliśmy udawać, że łączy nas coś więcej. Wolałam żeby Mark sam mógł powiedzieć oraz wytłumaczyć żonie, o co chodziło, aby nie było żadnych nieporozumień, bo nie było mi to potrzebne. Już i tak miałam całkiem sporo problemów.

Wracając z pracy czułam się nieco uspokojona myślą, że to moja ostatnia samotna wędrówka do domu i od następnego dnia będzie mi już towarzyszyć Mark. Koniec moich kłopotów, a przynajmniej tak myślałam, bo w końcu czekało mnie jeszcze spotkanie na sali rozwodowej z Jamesem.

~~~

Hej! Rozdziały były dodawane rzadziej, bo naprawę nie miałyśmy, jak inaczej tego rozegrać.

Z tej okazji postaramy się dodać dzisiaj kolejny rozdział, żeby Wam to jakoś wynagrodzić!

Eve i Nika:*

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz