Rozdział 18

4.6K 615 103
                                        

*Zoe*

– Kiedy ty się nauczysz, że nie rusza się moich rzeczy? – Tym razem mi nie odpuścił i jestem prawie pewna, że każdy, kto przebywał na terenie tego obiektu, był w stanie usłyszeć jego krzyk.

– Ja chciałam ci tylko przynieść telefon, myślałam, że to coś ważnego. – Spojrzał na ekran swojego urządzenia. Mogłam dostrzec cień uśmiechu, który pojawił się na jego twarzy, jednak tak szybko, jak się pojawił, tak w błyskawicznym tempie zniknął.

– Nigdy więcej tego nie rób! – krzyknął – niby studiowałaś prawo, ale chyba ominęłaś początkowe zajęcia! Polecam przeczytać ponownie artykuł ósmy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

– James...ja. – Nie wiedziałam, co mam powiedzieć na swoją obronę. Za długo, nawet nie mogłam się zastanowić, ponieważ ponownie zaczął wygłaszać swój monolog.

– Bo przypominam ci, że proces wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej dopiero się zaczął, a to nie jest jednoznaczne, z tym że prawo europejskie nas już nie dotyczy. – Pokiwałam głową, bałam się odezwać, ponieważ on nigdy wcześniej nie odzywał się do mnie w ten sposób.

– James. – Chciałam jakoś się wybronić, ale nie było to możliwe, ponieważ, jak mogłam zauważyć Ward, miał dzisiaj wyjątkowo dużo do powiedzenia.

– Przestań! Pamiętasz ten artykuł?! – spojrzał na mnie.

– Nie – powiedziałam ledwo słyszalnym głosem, jednak on nadal czekał na moją odpowiedź, której nie dostał. Nie mam na co dzień styczności z tymi wszystkimi ustawami, więc chyba mam prawo nie pamiętać dokładniej treści każdej z ustaw.

– Nie?! To ja ci chętnie przypomnę. Artykuł ósmy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka wyraźnie podkreśla w ustępie pierwszym, że każdy podkreślam, każdy ma prawo do poszanowania swojego życia prywatnego, jak i swojej korespondencji, a ty to naruszyłaś. – Rozumiem, że jest zły, ale po co od razu mi przedstawiał wszystkie normy prawe? Atakuje ustawami, jakby to coś zmieniło. Brakuje jeszcze, aby przytoczył mi cały kodeks cywilnoprawny, w którym tylko znajdzie się jakiś artykuł właśnie o poszanowaniu prywatności. Doskonale wiem, że nie można ruszać czyjejś korespondenci i tego nie robię. James po prostu wszedł tutaj w złym momencie i zobaczył tylko część tego, co chciałam zrobić, a nie rzeczywisty obraz tego, co miałoby miejsce. Miałam jednak świadomość, że nie uda mi się przekonać do niczego, w jego głowie pojawił się obraz, schemat, którego będzie się trzymał i za nic w świecie nie odpuści, nawet nie postara się mnie zrozumieć w jakimś minimalnym stopniu, bo przecież po co.

– Przepraszam. – Może to w małym stopniu załagodzi już i tak wystarczająco napiętą sytuację, która miała miejsce pomiędzy nami. Zrobiło mi się odrobinę głupio, ale nie miałam w planach go zdenerwować, jednak nie przyznam się teraz do błędu, nie dam mu tej satysfakcji, nie ma mowy. Twardo będę trzymała się swojego zdania, innego wyjścia nie widzę.

– Powiedz, co mi po twoim głupim przepraszam? – wzruszyłam ramionami, a następnie spuściłam głowę. Miałam dosyć tego, w jaki sposób mnie traktuje. Najgorsze było to, że nie mogłam mu się postawić, bo w końcu mamy umowę.

– Masz ochotę iść z nami do głównego budynku? Mają zaraz odbyć się tam jakieś pokazy, może być ciekawe. – Zaproponowałam, chciałam zmienić temat na jakiś łagodniejszy. Tak naprawdę zapytałam po to, aby mieć czyste sumienie, wiedziałam, że tak i tak z nami nie pójdzie. To przecież wstyd pokazać się w miejscu publicznym ze mną i Charlotte. Nie myliłam się, odmówił, ale w grzeczny sposób, wykręcając się złym samopoczuciem, w co szczerze wątpiłam. No chyba to, że dotknęłam jego telefon, spowodowało pojawienie się bólu głowy, czy czegoś podobnego. Nie pozostało mi nic innego, jak przebrać Charlotte w coś innego, niż strój kąpielowy i pójść z nią, aby zobaczyć coś nowego, być może interesującego. Nie widziałam sensu siedzenia cały czas w naszym domku, przecież to mijało się z celem poznawania nowego miejsca. Chciałam jak najwięcej zobaczyć tego, co miało do zaoferowania to miejsce, a wycieczki organizowane przez resort były w tym bardzo pomocne. Codziennie była opcja popłynięcia na sąsiednią wyspę, bo w końcu Malediwy składają się z ponad dwustu wysp, które moim zdaniem watro zwiedzić, no przynajmniej większość z nich. Szczególnie przypadły mi do gustu nietypowe miejsca, których nie można zobaczyć w Londynie. Park Sułtana, jak i Muzeum Narodowe miały coś w sobie zachwycającego, a sama świadomość, że w tym miejscu mogłam zobaczyć ogromną kolekcję eksponatów w tym szaty, bronie czy też trony sułtańskie, była zachwycająca. Możliwość podziwiania rzeczy, które nie są dostępne w moim miejscu zamieszkania, tym bardziej zachęcała mnie do pochłonięcia, jak najwięcej z dostępnej tutaj kultury.

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz