Rozdział 39

4.9K 484 171
                                        

*Zoe*

Zachowanie Jamesa zdziwiło tak naprawdę tylko mnie i Jessice. Reszta osób nie wydawała się jakoś szczególnie poruszona tym, co powiedział Ward i wcale mnie to nie zaskoczyło. Dla większości było to normalne zachowanie męża, który stara się obronić swoją żonę przed atakiem na nią.

Jessica była wyraźnie zmieszana, nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić ani tym bardziej, co powiedzieć. Nie dziwiłam jej się za bardzo, sama chyba bym się spaliła ze wstydu na jej miejscu.

Po minach reszty osób widziałam, że zachowanie ich koleżanki nie przypadło im za bardzo do gustu. Pewnie i tak doskonale zdawali sobie sprawę z tego do jakich ludzi należała Jessica, ale nie sądzili, że może się zachować w taki sposób. Nie było to miłe, ale zdążyłam się już przyzwyczaić do czegoś takiego. Oczywiście było mi przykro, ale nie z takimi rzeczami dawałam sobie rade.

- Kochanie, telefon dzwoni - powiedział niby cicho James w moją stronę, ale byłam pewna, że każdy dookoła słyszał jego słowa. Po chwili faktycznie usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Z torebki wygrzebałam komórkę.

- Margaret - mruknęłam cicho nieco zdziwiona. Od razu w mojej głowie zaczęły pojawiać się czarne scenariusze, że coś stało się z Charlotte, bo po co innego miałaby dzwonić? - Tak? - zapytałam od razu po odebraniu. Nie wiedziałam czego się spodziewać, co mi przekaże matka Warda.

Kobieta nie chciała za bardzo ze mną rozmawiać, jak się okazało po prostu nie mogła dodzwonić się do syna i dlatego spróbowała do mnie. Wtedy przypomniało mi się, że faktycznie zostawił telefon w pokoju, aby nikt mu nie przeszkadzał na wakacjach. Kolejny dla mnie szok.

Bez wahania podałam mężowi telefon i starałam zrozumieć o czym rozmawiali, ale tak naprawdę słyszałam tylko urywki, mimo bliskiej odległości, która była pomiędzy mną, a Jamesem.

Zdziwiłam się, gdy jego rozmowa już nie odbywała się z dorosłą osobą, ale z dzieckiem. Charlotte. Jego ton głosu zmienił się na bardziej delikatny, spokojny. Tłumaczył jej, że niedługo wrócimy i ma być grzeczna. Zrobiło mi się przykro, bo chciała, jak widać rozmawiać z Jamesem, a nie mną. Przecież to ja byłam jej matką i to ze mną powinna chcieć rozmawiać, a nie z praktycznie obcym mężczyzną, który dopiero niedawno pojawił się w naszym życiu.

Po skończonej rozmowie oddał mi telefon, a ja czekałam, aż cokolwiek powie. Byłam ciekawa, co tam się działo u Charlotte. Wczoraj rozmawiałam z nią krótko, bo gdy znalazłam chwilę to mała kładła się spać.

- Tęskni za nami i zaczyna dawać popalić moim rodzicom - stwierdził. - I przypominała, że mam jej przywieźć prezent - dodał, śmiejąc się. Dla niego może i było to zabawne, ale mi to nie pasowało. Jak tak dalej pójdzie to później sobie z nią nie poradzę, bo będzie tak rozpuszczona.

- Kup jej breloczek to wystarczy - odezwałam się, a on tylko pokręcił przecząco głową.

- To nie brzmi, jak domek dla kucyków, który sobie zażyczyła. - Musiałam za wszelką cenę wybić mu to z głowy. Mała nie mogła nami rządzić, dlatego nie chciałam, aby jej kupował to, co sobie wymyśliła. W końcu dojdzie do tego, że nie będziemy w stanie sprostać jej oczekiwaniom.

- Będziesz teraz bawić się w tatusia dla obcego bachora? - usłyszałam głos tak bardzo przeze mnie znienawidzonej osoby. Tym razem przegięła. Mogła obrażać mnie, ale od mojej córki powinna trzymać się z daleka, nie wspominać o niej.

- Jessica! - krzyknął oburzony James. Wyprzedził mnie, bo miałam zamiar zareagować. Naprawdę jego postawa z każdą minutą coraz bardziej mnie zaskakiwała, ale pozytywnie. - Mam tego dosyć. - Spojrzał w jej stronę. - Zajmij się sobą, a od nas się odczep - warknął. - Chodź. - Tym razem skierował się do mnie. Wstał z leżaka i podał mi rękę, którą od razu chwyciłam. Naprawdę miałam dosyć tej kobiety i jak widać Jamesa również zaczęło denerwować jej zachowanie. Nie zdziwiło mnie to jakoś szczególnie, bo ile można coś takiego znosić?

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz