*Zoe*
Odetchnęłam z ulgą, gdy w końcu mogłam wejść do hotelowego pokoju. Chociaż słowo pokój mijało się zdecydowanie z tym, co mogłam zobaczyć. Apartament był naprawdę ogromny i gdybym nie wiedziała, gdzie dokładnie się znajduję to bez wahania pomyślałabym, że to nowe mieszkanie Jamesa.
Salon był dość dużych rozmiarów. Królowała w nim biel, która jeszcze bardziej powiększała pomieszczenie. Musiałam przyznać, że robił ogromne wrażenie, zresztą tak samo, jak w każde kolejne pomieszczenie.
- Ładnie tutaj - powiedziałam, gdy tylko Ward znalazł się koło mnie. Gdzieś w głębi liczyłam, że nasze relacje mogą się polepszyć. Byłoby miło.
- Ta - mruknął od niechcenia. Nie rozumiałam go, sam chciał tutaj przyjechać, a teraz zachowywał się tak, jakbym to ja go zmusiła do tego wyjazdu.
Wzruszyłam ramionami i skierowałam się w kierunku drzwi balkonowych. Od razu je otworzyłam, wpuszczając świeżę powietrze do pomieszczenia. Po krótkiej chwili sama stanęłam na drewnianej podłodze i opierając się o barierkę podziwiałam piękny widok na morze.
Fale spokojnie przemieszczały się po tafli wody, tworząc tym samym niesamowity efekt. Uwielbiałam przyglądać się tak pięknym rzeczom. Mogłabym spędzić w tym miejscu kilka dobrych godzin i nie czułabym upływającego czasu.
Nigdy nie sądziłam, że będę mogła zobaczyć tak wiele, wspaniałych miejsc, dlatego cieszyłam się z okazji, która się natrafiła. Nawet nie czułam się źle ze świadomością, że to Ward płacił za wszystko. Mogło to zabrzmieć źle, ale podobało mi się takie podróżowanie za darmo. Przynajmniej w ten sposób James mógł się wykazać i nadrobić to, co cały czas psuł przez swój paskudny charakter.
- Przyniesiono nasze walizki - odezwał się, gdy wróciłam do salonu. Ręką wskazał na dwa bagaże, stojące niedaleko drzwi. Kiwnęłam głową i bez słowa wyminęłam go, żeby już po chwili skierować się w stronę garderoby, aby wypakować swoje ubrania.
Gdyby nie były to rzeczy z najwyższej półki, spokojnie mogłabym je zostawić w torbie, ale nie chciałam ryzykować mając ze sobą odzież słynnych marek modowych. Nie mogłam pozwolić na to, aby pojawiły się jakieś zagniecenia na kombinezonie czy też sukience z najnowszej kolekcji.
Margaret wyraźnie przekazała mi, jak powinnam się zająć swoimi nowymi ubraniami, aby nie były od razu do wyrzucenia. Byłam jej za to ogromnie wdzięczna. Powoli, małymi kroczkami wprowadzała mnie w ten świat, którego wcześniej nie znałam.
Na samym początku nie potrafiłam wskazać, która część garderoby pochodzi od którego projektanta, ale z czasem szło mi coraz to lepiej. Odnajdywałam się w tym i gdyby nie tak kosmiczne ceny za te ubrania to mogłabym je naprawdę polubić. Były wygodne oraz przyjemne w dotyku. Nie tak, jak te tanie bluzki z sieciówek, które już na pierwszy rzut oka wyglądają na sztuczne.
Z każdym kolejnym dniem przekonywałam się do tego, że życie bogatych ludzi było całkiem fajne, oczywiście nie licząc ich charakteru. Chociaż i to powoli byłam w stanie zrozumieć. Nie mogli wpuszczać do swojego życia każdej napotkanej na ulicy osoby, bo po prostu cały świat już po chwili mógłby znać głęboko skrywane tajemnice tych nieco bogatszych, jak i znanych ludzi. Może poprzez swoje zachowanie starali się trzymać na dystans takie osoby, jak ja bez większej szansy na udana przyszłość.
Kiedy rozpakowałam wszystkie ubrania,a następnie kosmetyki wróciłam do salonu, w którym przebywał mój mąż. Cały czas siedział wpatrzony w ekran swojego telefony komórkowego. Gdy usłyszał moje kroki, odwrócił się i zaszczycił mnie swoim krótkim spojrzeniem.
CZYTASZ
Find Happiness
RomanceMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
