Upewnij się, że przeczytałeś rozdział 81:*
*James*
- Może już wystarczy? - usłyszałem za sobą głos Patricka. Nawet nie odwróciłem się w jego stronę, bo przede mną działy się ciekawsze rzeczy.
- Dopiero się rozkręcam. - Zaśmiałem się, a następnie przestawiłem żetony na inny numer. uważnie obserwowałem ruchy krupiera, chcąc wyłapać nawet najmniejszy szczegół.
- Stary, odpuść. - Poczułem na ramieniu dłoń przyjaciela, ale od razu ją zrzuciłem. Nikt mi nie będzie mówić, co mam robić. - Zaraz wszystko przegrasz - dodał, a ja prychnąłem na jego słowa. Chyba nie znał stanu mojego konta.
- Daj mi spokój - warknąłem. Zaraz miała rozegrać się kolejna runda, więc nie miałem czasu na głupoty.
- Koniec obstawiania - odezwał się krupier, a następnie wprawił w ruch koło rulety i po chwili rzucił małą kulkę, która zaczęła się obracać. Trzymałem kciuki, aby zatrzymała się ona na czternastce. Był to mój taki szczęśliwy numer. Pierwszy raz go obstawiłem w walentynki w dniu rozwodu i przyniósł mi szczęście.
- Ward! - mój przyjaciel siłą starał się mnie odciągnąć.
- Odpieprz się, bo ci przywalę zaraz! - wyrwałem się z jego uścisku. Miałem go dosyć i zacząłem się poważnie zastanawiać, dlaczego go tutaj zabrałem. Nie potrafił się bawić, co właśnie teraz mogłem zaobserwować.
- Jedna runda i wychodzimy! - powiedział i kątem oka zauważyłem, że odszedł na bok. Usiadł przy stoliku i zaczął obserwować tancerki, które umilały czas klientom. Jak dla mnie mogłoby ich tutaj nie być. Nie były potrzebne i nawet mało kto zwracał na nie uwagę, bo były ciekawsze rzeczy.
Wkurzony rzuciłem żetonami, gdy wypadł inny numer niż en wybrany przeze mnie. Krupier zabrał żetony, które nie znajdowały się na szczęśliwym polu.
- Idziemy stąd. - Patrick ponownie podszedł do mnie.
- Muszę się odegrać, jeszcze jedna runda - oznajmiłem. Nie mogłem tak po prostu odpuścić. Nie teraz, gdy byłem stratny parę tysięcy funtów, a na dodatek czułem, że kolejna runda przyniesie mi dużo szczęścia.
- Ten pan już nie gra. - Grey zabrał wszystkie moje żetony, które leżały na stole i bez mojej zgody skierował się do kasy, aby wymienić je na gotówkę.
- To ja stwierdzę kiedy kończę - warknąłem, a następnie popchnąłem przyjaciela. Miałem ochotę zabrać mu te pieprzone żetony i wrócić do gry, ale nie chciałem robić sensacji. Mimo wszystko musiałem pamiętać o tym, aby zachować dobre imię.
Wkurzony na Patricka opuściłem lokal, a on szedł za mną. Nie miałem pojęcia dokąd się skierować, dlatego rozglądałem się w poszukiwaniu jakiegoś najbliższego pubu. Alkohol był jedynym wyjściem, aby jakoś przeżyć tę noc.
- Kiedyś mi podziękujesz - mruknął cicho Grey, gdy weszliśmy do irlandzkiego baru. Zamówiłem dwa piwa, a następnie zostawiłem spory napiwek, aby ktoś nam przyniósł je do stolika. Nie miałem zamiaru czekać, stojąc przy barze.
- Podziękuję? Chyba śmieszny jesteś, przez ciebie straciłem szansę na wygraną! - powiedziałem, patrząc prosto w oczy przyjacielowi, jednak ten był zapatrzony w ekran swojego smartfona. Na dodatek głupio wykrzywił usta, jakby starał się uśmiechnąć, ale też to ukryć.
- Coś mówiłeś? - wybudził się, jakby z transu i raczył spojrzeć na mnie. W międzyczasie odłożył telefon na stolik.
- Tak - stwierdziłem. - Z czego się tak cieszysz? - zapytałem, ale mężczyzna nie miał zamiaru mi niczego wyjawić, dlatego też pochyliłem się w jego stronę i jednym, zwinnym ruchem wziąłem jego smartfona do ręki.
- Oddaj to! - warknął i wyciągnął dłoń w celu zabrania mi urządzenia.
- A co masz tam jakieś nagie zdjęcia? - zaśmiałem się, a następnie odsunąłem do tyłu, aby zobaczyć powód jego radości. Jednak nie mogłem podzielić jego szczęścia. - Co to jest? - zapytałem, bo to co zobaczyłem nie spodobało mi się.
- Doskonale widzisz. - Wzruszył ramionami i upił łyk piwa.
- Dlaczego ona wysyła ci zdjęcia swoje i Charlotte? - byłem wściekły. Rozumiałem, że byli przyjaciółmi, ale wydawało mi się, że codzienne wiadomości tego typu były przegięciem.
Przejrzałem kilka zdjęć i mimowolnie się uśmiechnąłem, widząc uśmiechniętą córkę mojej byłej żony. Doskonale pamiętałem wyraz twarzy dziewczynki, gdy się wyprowadzały i musiałem przyznać, że nie cieszył mnie tamten widok.
Sądziłem, że emocje, które dusiłem w sobie przez ten cały czas, nie ujrzą światła dziennego, ale jedno pieprzone zdjęcie diametralnie to zmieniło. Gapiłem się na uśmiechnięte twarze dziewczyn i zacząłem się zastanawiać czy tak szybko o mnie zapomniały.
- Co ty robisz? - zapytał zdezorientowany Patrick, gdy oddałem mu telefon i wstałem z miejsca. Rzuciłem na stolik dwadzieścia funtów, aby pokryć rachunek i wyszedłem z lokalu. Słyszałem za sobą wołanie przyjaciela, ale zignorowałem to.
Chwiejnym krokiem skierowałem się w stronę, gdzie stały taksówki i po znalezieniu jakiejś wolnej, wsiadłem do niej. Z kieszeni spodni wyciągnąłem mała cała pogiętą karteczkę i podałem kierowcy adres, który cudem udało mi się zyskać. Byłem w takim stanie, że nie myślałem o konsekwencjach. Nie liczyło się nic innego.
Pośpieszałem taksówkarza, żeby jak najszybciej dojechał pod wskazany przeze mnie adres. Musiałem tam dotrzeć, będąc jeszcze pod wpływem alkoholu, żeby mieć odwagę.
W międzyczasie wyciągnąłem z kieszeni telefon i odnalazłem folder ze zdjęciami, które przedstawiały mnie wraz z dziewczynami, które przez rok były częścią mojego życia. Uśmiechnąłem się na widok jednego z nich. Było naprawdę urocze i ukazywało, jak bardzo byliśmy szczęśliwi bez żadnego udawania.
- Jesteśmy na miejscu, proszę pana - odezwał się kierowca, gdy zaparkował na wolnym miejscu przed dużym blokiem mieszkalnym. Nigdy wcześniej nie byłem w tej okolicy, dlatego rozejrzałem się dookoła czy było to chociaż bezpieczne miejsce.
Zapłaciłem mężczyźnie i ruszyłem w kierunku wejścia do bloku. Przez chwilę stałem pod nim, zastanawiając się, w jaki sposób powinienem się dostać do środka, nie dzwoniąc pod każdy numer mieszkania.
Zacząłem kombinować przy zamku, starając sobie przypomnieć, w jaki sposób kiedyś otwierałem drzwi, ale mój stan nie pozwalał mi na to za bardzo. Przez dobre pół godziny się męczyłem z tym i dopiero po tym czasie ktoś wyszedł z budynku, dzięki czemu ja mogłem wejść do środka.
Schodami wszedłem na trzecie piętro, co było dla mnie niezłym wyzwaniem. Kręciło mi się w głowie, a przez rozmazany obraz ciężko mi było pokonywać kolejne schody.
Bez wahania zadzwoniłem dzwonkiem do drzwi, gdy dotarłem pod upragniony numer, a następnie usiadłem, opierając się o ścianę.
- James? - usłyszałem głos kobiety, którą parę tygodni temu wyrzuciłem z domu. - Co ty tutaj robisz? - zapytała, a ja w końcu odważyłem się na nią spojrzeć.
- Cześć. - Tylko tyle byłem w stanie z siebie wydusić.
~~~
Eve i Nika :*
CZYTASZ
Find Happiness
RomanceMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
