*Zoe*
Kiedy jakimś cudem udało się nam przekonać Charlotte do tego, ze dzisiaj wyjątkowo James zostanie u nas, mogliśmy odpocząć. Dziewczynka szybko zasnęła, trzymając cały czas ojca za rękę, aby mieć pewność, że nie ucieknie. Czasami byłam ciekawa, co siedziało w jej głowie.
- Chodź, zrobiłam herbatę - powiedziałam cicho, wchodząc do pokoju córki. Nie chciałam jej obudzić, bo nie miałabym pewności czy szybko zaśnie, a sama byłam już zmęczona dzisiejszym dniem.
- Nie dam rady - westchnął, wskazując przy tym na swoją dłoń zamkniętą w uścisku.
- Spróbuj - odezwałam się. - Nie będziesz tutaj siedział całą noc - dodałam, a on spojrzał na mnie dość dziwnym wzorkiem.
- Jak to? Przecież obiecałaś małej - stwierdził, a ja dopiero teraz zrozumiałam jego niepokój. Nie zrozumiał dokładnie, o co mi chodziło.
- Źle mnie zrozumiałeś. - Zaśmiałam się cicho. - Chodziło mi o zostanie w tym pokoju. Czekam w kuchni. - Odwróciłam się tyłem, aby opuścić pomieszczenie. Nie chciałam robić zbędnego zamieszania, które mogło rozbudzić moją córkę.
Dopiero, gdy wróciłam do salonu i usiadłam na kanapie, to Ward do mnie dołączył. Zajął miejsce blisko mnie, a następnie złapał w dłoń kubek z gorącym napojem. Przyglądał mi się uważnie, jakby chciał poruszyć jakiś ważny temat, ale za każdym razem odpuszczał, a ja nie zamierzałam w to wnikać.
- Jesteś głodny? - zapytałam, chcąc zabić krępującą cisze, która zapadła między nami. Wykorzystałam fakt, że nic przez cały dzień nie jedliśmy oprócz kawałka ciasta.
- Bardzo - powiedział z uśmiechem na ustach. Po chwili wziął telefon do ręki i zaczął czegoś w nim szukać. - Na jaką kuchnię masz ochotę? - zapytał.
- Mogę coś zrobić do jedzenia - stwierdziłam. Potrzebowałabym tylko chwili, aby przyrządzić coś, ale on się uparł, twierdząc przy tym, że szkoda marnować czasu na gotowanie. Ja jednak wolałabym to zrobić, bo przynajmniej nie musiałabym cały czas przebywać z nim w tak bliskim kontakcie.
- Kuchnia tajska pasuje? - pokazał mi parę pozycji, które znajdowały się w menu jednej z restauracji, ale od razu się skrzywiłam. Byłam mu, aż tak obojętna, że nie wiedział za czym nie przepadałam?
- Włoska? - zaproponowałam, spoglądając na mężczyznę, chcąc wyłapać jakąś jego reakcję.
- Kalmary czy może risotto z białymi truflami? - pokręciłam tylko głową, gdy usłyszałam jego propozycję. No tak zapomniałam, że dla Warda liczy się, aby wszystko było, jak najdroższe.
- Myślałam raczej o pizzy - powiedziałam z uśmiechem. Nie potrzebowałam niczego wyszukanego, jak trufle, ale on chyba się tego jeszcze nie nauczył i to był błąd.
Mężczyzna westchnął i powiedział coś pod nosem, ale nie mogłam dokładnie usłyszeć jego słów. Domyślałam się tylko, że narzekał, ale to już nie był mój problem.
- Widziałem, że masz wino. - Wskazał ręką na mebel, na którym stał alkohol. - Dlatego pomyślałem o czymś, co bardziej by pasowało - dodał. Sprytnie. Czyżby już rozejrzał się po całym mieszkaniu i wiedział, co gdzie się znajdowało?
- Wino i pizza brzmi również dobrze, James -stwierdziłam. Nie zamierzałam odpuścić, o czym on doskonale wiedział, bo już po chwili odpuścił i zadzwonił do pobliskiego lokalu, gdzie zamówił dla nas jedzenie.
- Za pół godziny będzie. - Wstał i skierował się do miejsca, gdzie stał alkohol. Wziął butelkę wina do ręki i zaczął jej się przyglądać. - Domaine bonnefond? - zapytał lekko zaskoczony, ale uśmiechnął się.
- Tak wyszło. - Wzruszyłam ramionami. Przyzwyczaił mnie do dobrego wina i to mi pozostało, dlatego starałam się wybierać te lepsze, których picie sprawi mi przyjemność.
- Masz korkociąg? - zapytał, podchodząc do mnie. Kiedy znalazł się niebezpiecznie blisko, wstałam, chcąc uniknąć jakiegokolwiek kontaktu.
- Przyniosę. - Usłyszałam głośne westchnienie. Ward był zły, że tak go unikałam, ale czego innego się spodziewał? Nie tak łatwo.
Kiedy wróciłam do Jamesa, od razu zabrał się za otwieranie wina. Z uśmiechem podał mi kieliszek napełniony trunkiem.
- Zoe, porozmawiamy? - zapytał, siadając wygodniej na kanapie, a ja pokiwałam twierdząco głową. Nie wiedziałam o czym chciał rozmawiać, ale się zgodziłam. Nic na tym nie traciłam, a miałam nadzieję, ze uda mi się coś zyskać.
- Coś się stało? - byłam ciekawa, o czym tym razem miał zamiar dyskutować.
- Daj nam szansę. - Ponownie zaczął ten sam temat, co ostatnio, a ja nie miałam ochoty o tym rozmawiać.
- Powiedziałam ci już coś na ten temat ostatnio i nie zmieniłam zdania - powiedziałam w tym samym czasie, gdy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
Humor Jamesa uległ zmianie, dlatego wykorzystał fakt, że ktoś musiał otworzyć drzwi i od razu gwałtownie się podniósł, a następnie skierował w stronę drzwi.
Gdy wrócił, postawił na stole dwa pudełka, nie odzywając się przy tym do mnie. Nie chciałam psuć tego wieczoru, a znowu ja wyszłam na tą złą. Nieświadomie, ale jednak.
- Nie złość się na mnie - powiedziałam, chcąc jakoś naprawić to, co zepsułam, ale Ward był uparty. Tak samo, jak reszta jego rodziny. - James. - Sama przybliżyłam się do mężczyzny, chociaż jeszcze parę minut temu nie chciałam mieć z nim do czynienia.
Chyba wino powoli już działać. Na moją niekorzyść był fakt, że nie zjadłam nic dzisiaj konkretnego, przez co mój organizm za szybko reagował nawet na tak małą dawkę alkoholu.
- Staram się, a ty to olewasz - powiedział lekko zdenerwowany. On naprawdę myślał, że po kilku miłych gestach znowu padnę mu do stóp. Nie wiedział w takim razie, jak bardzo się mylił.
- A dziwisz mi się? Postaw się na moim miejscu, a nie tylko myślisz o sobie! - podniosłam głos, ale nadal starałam się, aż tak nie unosić, żeby nie obudzić Charlotte.
- Zależy mi na tobie! Nie rozumiesz tego? - zapytał, a ja miałam ochotę się roześmiać.
- A mnie zastanawia, dlaczego tak ci na tym zależy, żebyśmy byli znowu razem. - Taka była prawda. Musiał w tym wszystkim być jakiś haczyk. Nie pasowało mi to wszystko do siebie i brakowało po prostu jakiegoś elementu, aby układanka była cała.
- Potrzebuje pomocy - odezwał się w końcu, a ja nie wiedziałam, jak miałam się zachować. Znowu chciał mnie wykorzystać do swoich celów? Tylko tym razem nie miałam zamiaru mu pomagać, żeby mógł coś osiągnąć. Już raz miałam z nim umowę, której żałuję.
- Niby w czym? - prychnęłam.
- Nie daje już sobie rady - powiedział cicho, jakby bał się, że mogę usłyszeć jego słowa.
~~~
Eve i Nika:*
CZYTASZ
Find Happiness
RomanceMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
