*Zoe*
Kiedy tydzień poniżania mnie przez Jamesa się skończył, to jego miejsce godnie zastąpiła Margaret. Myślałam, że coś mnie trafi, gdy od samego naszego powrotu zaczęła się czepiać o wszystko. Nic jej nie pasowało zresztą, jak zawsze. Potrafiła nawet przyczepić się o krzywo pozostawiony leżak w ogrodzie, co było dla mnie śmieszne. Przecież mebel ogrodowy, który leżałby kilka centymetrów dalej, nie zniszczyłby tego miejsca. Mogłaby czasami odpuścić, nie rozumiałam, co jej dawało wyżywanie się na innych. Zastanawiałam się, gdzie tak naprawdę leży problem, co takiego wydarzyło się w jej życiu, że zachowuje się tak, a nie inaczej. Szczerze to wątpiłam, aby była taka od samego początku, coś musiało wpłynąć na nią i nie ma innej opcji. Żadna normalna osoba nie jest taka w stosunku do innych. Jednak odrobinę mi ulżyło, kiedy zobaczyłam, że z kimś, kto należał do tej samej warstwy społecznej, co ona, również rozmawiała w podobny sposób, co ze mną. Spowodowało to, że narodziła się we mnie mała iskierka nadziei, myślałam, że przejdzie jej to i zacznie traktować mnie normalnie, skoro miałam mieszkać z nimi i należeć do ich rodziny. Może to tylko maska, a tak naprawdę Margaret jest miłą kobietą, tylko trochę zagubioną tak samo, jak jej syn? Sama również pogubiłam się w tym wszystkim, nie wiem już, co jest prawdą, a co tylko czystą fikcją. Które zachowanie Jamesa jest prawdziwe, a które ukazuje jego niesamowite zdolności aktorskie. Może matka mojego męża postępowała w taki sposób, aby nie stracić pozycji społecznej, którą zajmowała i za bardzo wczuła się w chęć jej utrzymania?
– Gdzie jest moja mała kruszynka? – Patrick jak zawsze wszedł bez pukania do mojego nowego domu. Byłam przygotowana na to, że miał dzisiaj nas odwiedzić, jednak wypadało, aby chociaż dał znać wcześniej, o której miał zamiar przyjść. Nie lubiłam niezapowiedzianych gości, jednak jemu byłam to w stanie wybaczyć. W sumie to, czego ja od niego oczekuję? Zastanawiało mnie tylko jedno, kto go do cholery wpuścił na teren posesji, skoro ja tego nie zrobiłam, a Jamesa jeszcze nie było. No na Margaret nawet nie liczyłam, przecież ona ma ciekawsze zajęcia i nie będzie robić rzeczy, które są jej niegodne.
–Kto? – zaczęłam się śmiać. Mężczyzna, który jest prawnikiem, używa takich słów? Patrick to zdecydowanie przeciwieństwo Warda, nie mam pojęcia, jak oni mogą się przyjaźnić. Chociaż z drugiej strony niby przeciwieństwa się przyciągają, ale w naszym przypadku to się chyba nie sprawdziło. Doskonale zdaje sobie sprawę, że najchętniej to James zakończyłby to wszystko, ale jednak miał swój cel i nie zamierzał z niego zrezygnować.
–Wybacz Zoe, ale tym razem nie chodzi o ciebie. – Puścił mi oczko – Gdzie jest Charlotte?– no tak, moja córka była jego oczkiem w głowie. Zawsze spełniał każdą prośbę mojej córki, nie potrafił jej nigdy odmówić. Potrafiła sobie praktycznie każdego owinąć wokół palca.
–Wujek! – dziewczynka , gdy tylko go zobaczyła, porzuciła swoje zabawki i zaczęła biec w naszą stronę. Mogłam być już pewna, że nie wróci do zabawy i to ja będę musiała sprzątać to, co leżało na środku salonu. Gdyby James, albo, co gorsze Margaret zobaczyła taki bałagan byłabym na skreślonej pozycji na kolejne sto lat.– Co masz dla mnie? – zapytała myląc odrobinę słowa, jednak to dodawało jej uroku.
– Charlotte! Nie można tak się zachowywać. – Nie mogłam dopuścić do sytuacji, w której priorytetem dla niej będą prezenty, które będzie dostawać od innych. Mój przyjaciel tylko zaśmiał się i kucnął przed nią. Zaczął szukać czegoś w swojej aktówce. Mogłam po tym wywnioskować, że przyjechał do nas prosto z pracy. Podziwiałam to, że po ośmiu godzinach ciężkiej pracy, bo do łatwych to ona nie należy, miał siłę, aby nas odwiedzić. Ja pewnie wolałabym wrócić do swojego domu i odpocząć, zrelaksować się.
CZYTASZ
Find Happiness
RomanceMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
