Rozdział 48 (II)

4K 480 75
                                        

*Zoe*

- Chyba zwariowałeś - stwierdziłam, gdy wjechaliśmy na drogę, która prowadziła do Ingleton. Coraz bardziej przerażały mnie te jego całe niespodzianki. Wymyślał je chyba, będąc pijanym, a takie mam przynajmniej wrażenie.

- Nie, dlaczego? - oderwał swój wzrok od jezdni i spojrzał na mnie. - Spędzimy miło i aktywnie czas - dodał i ponownie zaczął patrzeć przed siebie.

- Miło? - zaśmiałam się. - Charlotte da nam popalić, więc chyba tego do końca nie przemyślałeś - stwierdziłam, spoglądając na córkę. Miała zamknięte oczy i najwyraźniej spała. Wiedziała pewnie, co ją czekało, więc po prostu zbierała siły i energię na marudzenie.

- Damy radę - zapewnił mnie. - Uwierz mi, że warto, bo widoki są niesamowite. - Uśmiechnął się i położył swoją dłoń na moim kolanie.

- Wiem - mruknęłam. - Widziałam na zdjęciach - dodałam cicho.

- To teraz będziesz mogła zobaczyć je na żywo. - Mogłam śmiało wyczuć, że był cholernie zadowolony ze swojego pomysłu, mimo że ja nie byłam do końca przekonana.

Kiedy znaleźliśmy się już przed parkiem, James zaparkował samochód na wolnym miejscu i wyszedł, aby zapłacić za postój. Westchnęłam tylko i sama również wysiadłam z samochodu, a następnie skierowałam się do tyłu, gdzie siedziała Charlotte.

- Wstawaj - szepnęłam, głaszcząc jej dłoń. Chciałam ją w jakiś łagodny sposób wybudzić ze snu, ale nic nie skutkowało. Faktycznie musiała nie przespać całej nocy skoro teraz wystarczyła chwila, aby bez przeszkód zasnęła.

- Możemy iść? - zapytał Ward, podchodząc do mnie. Pokręciłam przecząco głową na jego pytanie i wskazałam na śpiącą córkę. - Przesuń się - zwrócił się do mnie,chcąc samemu obudzić dziewczynkę.

- Może wróćmy do domu? - zaproponowałam, ale już po krótkiej chwili żałowałam wypowiedzianych słów, bo mężczyzna spojrzał na mnie jakby chciał mnie zabić za zepsucie jego planów.

- Nie - powiedział stanowczo i zwrócił się w kierunku Charlotte. - Wstawaj księżniczko - powiedział cichutko i pocałował ją w policzek. Miałam nadzieję, że córka będzie ze mną współpracować i nie obudzi się tak szybko, ale jednak myliłam się, bo już po chwili otworzyła swoje oczka.

- Spać - mruknęła cicho i przejechała dłonią po miejscu, które James pocałował. Wytarła ja, a ja miałam ochotę się roześmiać z tego gestu, ale mimo wszystko byłam poważna. Nie mogłam jej pokazać, że wyśmiewam się z kogoś tak ważnego w jej życiu, bo zaczęłaby go być może inaczej traktować.

- Nie ma czasu na spanie. - Ward wyciągnął ją z fotelika, a następnie postawił na ziemi przed samochodem. - Zmieniamy buty i idziemy - powiedział i zmierzył wzrokiem nasze obuwie, które zdecydowanie nie nadawało się do jego niespodzianki.

- Nie mamy nic innego, bo nie raczyłeś mnie poinformować, gdzie jedziemy - odezwałam się, będąc już odrobinę zła. Gdyby nie miał tych chorych tajemnic to bym przynajmniej ubrała nas odpowiednio i zabrała potrzebne rzeczy.

- Wtedy byś się nie zgodziła - stwierdził i podszedł do bagażnika. Otworzył go i po chwili podał nam buty, które nadawały się do wędrówek po szlakach górskich.

- Pomyślałeś o wszystkim - prychnęłam i zaczęłam zakładać je na nogi córki, a następnie na swoje. Miałam przecież odpowiednie obuwie, ale w Londynie, więc gdyby chociaż wspomniał to nie musiałby marnować znowu swoich pieniędzy.

- Wziąłem jeszcze wodę i zrobiłem kanapki dla nas. - Zaskoczył mnie tym i to bardzo. Nie sądziłam, że będzie pamiętać o takich szczegółach.

- Zrobiłeś czy kupiłeś? - zapytałam, wiedząc na jakim poziomie są jego umiejętności kulinarne.

- Powiedziałem chyba wyraźnie. - Chyba zepsułam mu humor swoim marudzeniem, bo mężczyzna z głośnym trzaskiem zamknął bagażnik, wcześniej wrzucając do niego marynarkę, która nie była mu tutaj potrzebna.

- Możemy iść - powiedziałam cicho, bojąc się, że tym razem zdenerwuje się i zacznie krzyczeć. Jednak na szczęście nic takiego nie nastąpiło. James założył na plecy plecak, w którym znajdowało się jedzenie oraz picie, a następnie złapał Charlotte za rękę.

- Spodoba ci się. - Usłyszałam słowa Warda, skierowane do dziewczynki. - Zobaczysz takie piękne wodospady, a jak pokonasz całą trasę ładnie to czeka na ciebie niespodzianka - dodał, a ja widziałam, jak Char zaświeciły się oczy z radości. No tak, uwielbiała niespodzianki, a te od Jamesa to już szczególnie, bo wiedziała doskonale, że to będzie coś niesamowitego i naprawdę fajnego.

- Wybrałem dłuższa trasę. - Mężczyzna zwrócił się do mnie, a ja myślałam, że go zabije w tamtym momencie.

- Mamy przejść osiem kilometrów po śliskich i wąskich drogach?! Czy ty się dobrze czujesz?! - krzyknęłam. Jak on to sobie wyobrażał? Pod koniec będzie niósł cały czas Char, która nie będzie miała na nic siły?

- Spokojnie, po pierwsze zobaczymy więcej rzeczy,a po drugie jesteśmy tutaj tak wcześnie, żeby powoli, w swoim tempie przejść całą tras - stwierdził. - Mamy czas do dwudziestej, więc damy radę - dodał i złapał wolną ręką moją dłoń.

- Nie widzę tego - powiedziałam szczerze.m Byłam przerażona dzisiejszym dniem. Nie miałyśmy z Char dobrej kondycji, aby pokonać całą drogę, ale Ward, jak zwykle zresztą nie mógł tego zrozumieć i wszystko musiało być, tak jak on sobie zażyczył.

- Damy sobie radę, prawda Char? - zwrócił się do mojej córki, a ona pokiwała twierdząco głową. Nie wiedziała chyba dokładnie, co ja czekało i po prostu potakiwała temu, co powiedział Ward.

Wiedziałam już, że miał on ją po swojej stronie i to od dawna, bo mała była w stanie mu zawsze ulec. Ja sama zresztą nie byłam lepsza, bo również byłam gotowa na wszystko, tylko tym razem przegiął, planując to wszystko bez mojej wiedzy. Wypad na palże mógłby sam zorganizować, ale taka wycieczka to było jednak coś większego.

Już po paru minutach naszego spaceru miałam dosyć. Nogi mnie zaczynały boleć, a trasa była tak okropna, że miałam ochotę zawrócić i czekać w samochodzie na nich.

- Mamo, no chodź! - krzyknęła radośnie Charlotte. Zdecydowanie jej się tutaj spodobało i jeszcze nie narzekała na nic. Może to nie był w sumie taki zły pomysł, biorąc pod uwagę szczęście dziewczynki. Może po prostu byłam zła na Jamesa tylko i wyłącznie dlatego, że wiedziałam, że sama nie dam rady i zwalając wszystko na moją córkę chciałam sprawić, aby odpuścił.

- Chcesz się napić? - zaproponował Ward, podając mi butelkę wody, którą od razu chwyciłam i prawdopodobnie odróżniłam z połowy napoju.

- Zabiję cię kiedyś, Ward - mruknęłam, patrząc mu prostu w oczy, pokazując mu tym samym swoją złość, ale to tylko jeszcze bardziej go rozbawiło.

Rzuciłam w niego otwartą butelką, przez co woda wylała się na jego koszulkę. Uśmiechnęłam się, widząc to, ale on jednak się nie przejął zbytnio i po chwili rozbawiony wrócił do Charlotte, a następnie razem zaczęli się kierować, w kierunku wodospadu. Pewnie zostawcie mnie tutaj samą.

~~~

Eve i Nika:*

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz