Rozdział 8 (II)

3.6K 451 366
                                        

*James*

Praca, dom, praca, dom, tak wyglądał mój typowy dzień. Poświęcałem kancelarii całą swoją uwagę. Strasznie ją zaniedbałem ostatnio, dlatego tez musiałem się trochę przyłożyć do pracy, żeby mogła ona prawidłowo funkcjonować. Nie mogłem pozwolić, żeby jej pozycja na rynku spadła przez moje życie prywatne, którego w sumie teraz już nie miałem.

Jednak nie żałowałem niczego, co się wydarzyło. Tak po prostu miało być, a ja i Zoe to dwa różne światy, które nie powinny nigdy się połączyć. Od samego początku to wiedziałem, ale byłem zaślepiony tym całym rodzinnym życiem. Owszem było to fajne, ale tylko na chwilę.

- Proszę! - krzyknąłem, gdy usłyszałem pukanie do drzwi mojego gabinetu.

- Dzień dobry. - Mężczyzna wszedł do pomieszczenia i zamknął za sobą drzwi. - Ethan Dork, miło mi. - Podeszedł do mnie i wyciągnął w moją stronę rękę, którą od razu uścisnąłem.

- W czym mogę pomóc? - zapytałem i gestem ręki wskazałem na krzesło, aby klient mógł usiąść. Mężczyzna wyciągnął jakieś dokumenty z teczki i po chwili mi je podał.

- Zostałem oskarżony o korupcje - powiedział, a ja zacząłem je czytać z ogromna uwagą. Zawsze każdej sprawie poświęcałem możliwie, jak najwięcej czasu. Musiałem zrobić wszystko, aby być doskonale przygotowanym do rozprawy, żeby ją bez problemu wygrać.

- Ma pan przy sobie pozew? -zapytałem. - Ogólnie dokumenty, jakie pan dostał? - spojrzałem na mężczyznę i położyłem wcześniejsze dokumenty na biurku, a wziąłem kolejne.

W uzasadnieniu były zamieszczone dowody, co tylko pogorszyło sprawę mojego klienta. W takich sytuacjach ciężej wybrnąć i się oczyścić, ale oczywiście wszystko było możliwe.

- Zajmę się tym - oznajmiłem, a po minie klienta mogłem wywnioskować, że wyraźnie mu ulżyło. - Proszę umówić się na kolejne spotkanie z moja sekretarką - dodałem.

- Dziękuję, to wiele dla mnie znaczy - stwierdził mężczyzna i uśmiechnął się.

- Postaram się zaznajomić ze sprawą i następnym razem będę już przygotowany, żeby przedstawić panu plan działania. - Wstałem z foteli i zapiąłem guzik swojej marynarki. Wyciągnąłem dłoń w kierunku mężczyzny, którą od razu uścisnął.

- Dziękuję jeszcze raz i do zobaczenia. - Po chwili wyszedł z mojego gabinetu, a ja odłożyłem jego papiery to schowka, gdzie czekała cała reszta dokumentów, którymi musiałem się zająć w najbliższym czasie.

Zrezygnowałem z przerwy na lunch, prosząc tylko sekretarkę, żeby zamówiła mi coś do jedzenia. Nie miałem czasu, aby wyjść z kancelarii. Niejednokrotnie się tak zdarzało, że praca była ważniejsza.

W międzyczasie dostałem wiadomość od znajomego z propozycją wieczornego wyjścia, na którą od razu się zgodziłem. Nie miałem przecież nic lepszego do roboty, więc mogłem trochę wyluzować i w końcu odpocząć.

Do tego wszystkiego nie musiałem się przejmować obecnością żony oraz małego dziecka w domu, więc dzisiejsze wyjście brzmiało jeszcze lepiej.

Starałem się, jak najszybciej uporać z pracą, aby po prostu stąd wyjść, skoro miałem już plany. Punktualnie o piątej opuściłem kancelarię i pojechałem od razu do domu. Nie miałem ochoty jechać jeszcze na siłownię. Raz, jak odpuszczę to nic się nie stanie.

W domu, wziąłem szybki prysznic, a następnie zacząłem się szykować do wyjścia. Przebrałem się w nieco luźniejsze rzeczy, ale nadal eleganckie i praktycznie byłem już gotowy do wyjścia. Nie potrzebowałem zbyt wiele czasu, żeby dobrze się prezentować. Wystarczyła chwila.

Taksówką pojechałem pod klub Fabric na Charterhouse Street. Było to jedno z najlepszych miejsc w całym Londynie, w którym naprawdę było warto spędzić czas.

Wcześniej, gdy mieszkała ze mną Zoe, nie miałem ochoty na takie wyjścia. Między nami coś się zaczęło układać, ale gdy wszystko się rozsypało, to już nic nie stało mi na przeszkodzie.

Miałem tylko nadzieję, że nie będzie z nami Patricka. Nie zniósł bym tam jego obecności. Był moim przyjacielem, ale również Zoe, co wszystko tylko komplikowało. Nie miałem zamiaru słuchać jego marudzenia, jak to źle postąpiłem i powinienem się z nią spotkać. Nie tym razem. Za dużo rzeczy się o niej dowiedziałem, więc jedyną opcja był rozwód. Nie mogłem psuć sobie reputacji.

Pod klubem stała już ogromna kolejka ludzi, którzy, tak samo, jak ja mieli zamiar bawić się w tym miejscu tylko różniło nas to, że oni musieli tutaj czekać, a ja nie.

Ominąłem tłum ludzi, a następnie podszedłem w kierunku ochroniarza, który stał przed wejściem. Znał mnie doskonale. Przez jakiś czas byłem tutaj częstym gościem, dlatego też bez problemu mogłem wejść do środka dużo szybciej.

Bramkarz przepuścił mnie, po dostaniu opłaty za wejście i już po chwili mogłem cieszyć się panującym w środku klimatem. Tłum ludzi szalał już na parkiecie, w towarzystwie kolorowych świateł, a inni po prostu siedzieli i zapijali swoje smutki, bądź tez próbowali załatwić sobie towarzystwo na dzisiejsza noc.

Od razu skierowałem się w stronę sektora vip, gdzie czekali już pewnie moi znajomi. Bez problemu ich odnalazłem. Zacząłem się kierować w ich stronę, a w międzyczasie witałem z paroma osobami, których już znałem.

- Cześć - przywitałem się z każdym, uściskiem dłoni lub też pocałunkiem w policzek. Wzorkiem próbowałem odszukać przyjaciela, który zawsze zajmował miejsce przy barze, ale nie mogłem go znaleźć.

- Nie ma go. - Usłyszałem za sobą głos jednego z kolegów, którego znałem już od czasów studiów. Byliśmy razem na roku, a nawet w grupie, wiec bez najmniejszego problemu udało nam się utrzymać kontakt.

- Dlaczego? - zapytałem. Naprawdę byłem pewien, że tutaj przyjdzie, chociażby po to, żeby zrobić mi na złość, a tutaj taka niespodzianka.

- Powiedział, że ma już inne plany na dzisiejszy dzień. - Mężczyzna wzruszył ramionami i skierował się w stronę baru, jak mogłem się domyślić po kolejnego drinka.

Miał inne plany? Pewnie nazywały się one Zoe Ward. jeszcze Ward, bo już niedługo uwolnię się od tego wszystkiego i przedstawienie się skończy.

Nie przeszkadzało mi to, że go nie było. Nawet lepiej, bo mogłem robić wszystko, na co tylko miałem ochotę. Gdyby był tutaj, zapewne przez cały czas by mnie bacznie obserwował nawet mój najmniejszy ruch, a później mówił, jaki to jestem zły, a ona idealna. Bzdura.

- Mogę dotrzymać ci towarzystwa? - usłyszałem za sobą głos, który tak dobrze znałem. Uśmiechnąłem się do siebie, a następnie odwróciłem w stronę osoby, która stała przede mną. Idealnie.

~~~

W końcu jest James!

Eve i Nika;*

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz